15 maja 2010r. Dzisiaj znowu skróciłam potajemnie pasek przy kamilzelce Janka. On ostatnio naprawdę nabrał apetytu i policzki jakby mu sie poczęły zaokrąglać... więc pomyślałam, że tym drobiazgiem go trochę podbuduję. Jednak nie jestem pewna czy to akurat dobry sposób na tego typu rzeczy... Ale jak już zaczęłam kłamać, to chyba muszę to ciągnąć dalej. Tak niedawno go zapewniałam, że ta choroba to błahostka. Taki był spokojny, wierzył w moje słowa... albo tak dobrze udaje jak ja. Przecież on nie jest w ciemię bity! Na pewno wie, co się wokół niego dzieje! Mimo to nie potrafię przestać go okłamywać. Boję się, że tym odbiorę mu jakąkolwiek nadzieję. Nie dosyć, że jest pozbawiony wszystkich przyjemności, to jescze mam mu odebrać marzenia? Janek ostatnio się taki wesoły zrobił, już nawet opowiadał mi, że w sierpniu, "bo to tego czasy na pewno wyzdrowieje", zabierze mnie na tydzień nad morze. Wiem, że on może już wcale nie wyzdrowieć, ale ogromnie uradowały mnie jego słowa. On w tej chorobie jest taki zmienny... wczoraj jeszcze opowiadał mi o plażach nad Bałtykiem, a dzisiaj był już załamany. Powiedział, że jak dożyje lipca, to będzie cud. Ja go z uporem maniaka i spokojem pokerzysty zapewniałam, że nie znam ani jednego przypadku śmierci z tak błahej choroby. Nie wiem, jak moge...