Współczesne miasto kojarzy nam się z wieżowcami, korkami samochodowymi i tłumem mieszkańców, podczas gdy jeszcze w średniowieczu miastem nazywano zamek z okolicznymi osadami, bez dróg i cywilizacji. Tak jak w dziejach ludzkości rozwijały się aglomeracje miejskie, tak w literaturze rozwijały się ich obrazy. Pojawiają się one na tyle często w piśmiennictwie, że zyskały status motywu kulturowego. Sztandarowymi przykładami, które przeszły do historii światowej literatury, są m.in.: Sodoma i Gomora – miasta bezprawia i siedliska przestępców, czy biblijny Babilon, będący symbolem grzechu. Obrazem miast zajmowali się również romantycy, m.in. Adam Mickiewicz, jeden z najwybitniejszych twórców polskiej literatury. W ustępie III części „Dziadów”, powstałej w okresie zaborów, przedstawił on w szczególny sposób obraz Petersburga, stolicy carskiej Rosji. Do grona polskich romantyków, poruszających motyw miasta, dołączył Bolesław Prus, autor długiej i wielowątkowej powieści pt. „Lalka”, gdzie przedstawił wyidealizowany obraz Paryża, jak też Fiodor Dostojewski opisujący mroczne oblicze Petersburga.

. „Ustęp” tego dramatu romantycznego wydaje się być jakby autonomiczną częścią dzieła. Mickiewicz umieścił w nim swoje wspomnienia z pobytu w Rosji, w tym również osobiste refleksje na temat despotycznych rządów carskich. Jednym z utworów wchodzących w skłąd „Ustępu” jest wiersz „Petersburg”, w którym poeta przedstawia obraz carskiej stolicy i ocenę rosyjskiego społeczeństwa. Już na początku tego utworu, autor przywołuje czasy świetności starożytnych miast, takich jak Ateny, Rzym i Sparta, które wybudowane zostały z woli boskiej. Miasta te umiejscawiane były w dogodnych i przyjaznych warunkach dla ludzi, którzy żyli w zgodzie z naturą, a pieczę nad nimi sprawowały starożytne bóstwa. Zupełnie inaczej poeta pisze o Petersburgu – miejscu, w którym nie dopatruje się żadnej logiki. Miasto to zostało wybudowane w nieludzkich warunkach, w niesprzyjającym, zmiennym i zimnym klimacie, podobnym do kapryśnych nastrojów cara – despoty, będącym uosobieniem zła. Położenie tego miasta jest niekorzystne, gdyż wzniesione zostało na bagnistych terenach. Ziemia tutaj jest nieurodzajna, a pogoda mroźna i surowa. Rozkaz budowy tego miejsca był wynikiem kaprysu tyrana: Petersburg został wzniesiony nie dla ludzi, lecz ku czci potęgi cara i jego władzy, której symbolem miał być kunszt i przepych architektury. Stolica Rosji wybudowana została również jakby na cmentarzu, kosztem życia i męczeństwa tysięcy ludzi. Pozbawiona została wszelkich pierwiastków narodowych, ponieważ car nakazał zaprojektować je na wzór pięknych aglomeracji europejskich takich jak Londyn, Wenecja i Paryż. Było to wynikiem podróży Piotra Wielkiego po Europie i zwiedzania wielkich metropolii, które po prostu zapragnął posiąść „na własność”. Mickiewicz wykazuje jednak nieudolne kopiowanie elementów architektury, kontrastując obraz Petersburga z obrazami miast Europy. Twierdzi bowiem, że te piękne aglomeracje, wybudowane zostały przez uczciwą pracę ludzi i SA one dziełem boskim, natomiast Petersburg wydaję się być pomysłem samego diabła. Stolica Rosji jest także miejscem, w którym ludziom trudno się ze sobą porozumieć, Mickiewicz porównuje je nawet do biblijnej wieży Babel – symbolu chaosu, zamętu i bałaganu. Społeczeństwo Petersburga jest wyraźnie podzielone na „gminną trzodę” oraz na służalców cara, do których należą głównie urzędnicy i wojskowi. Pomimo srogiej zimy ludzie ci powolnie i dumnie przechadzają się po ulicach stolicy, tak jak niegdyś czynił to cesarz z cesarzową. Są to więc próżniacy, naśladujący obce wzorce. W ich kręgach wyraźnie Mickiewicz zaznacza ważną hierarchię: na przedzie idą ci najważniejsi, zasłużeni dla carskiej Rosji – dworscy urzędnicy. W dalszych szeregach idą młodzieńcy, dopiero wychowywani na carskich służalców. Tuż za nimi idą czynownicy czyli rosyjscy urzędnicy państwowi, którzy odnoszą się z pogardą do tych, którzy są niżsi stanem i podlizują tym, którzy mają większą władze od nich samych. Selekcjonują więc otaczających ich ludzi, dzielą ich na gorszych i lepszych. Po środku tych rzędów idą pięknie wystrojone damy, wyróżniają się ubiorem i wywyższają się ponad innych, a tym samym wykazują swoje przywiązanie do rzeczy materialnych. . Rosjanie są zdegenerowani, wynika to z systemu karierowiczostwa i lekceważenia trwałych wartości. Taki obraz rosyjskich służalców cara Mickiewicz kontrastuje z przebywającymi w Petersburgu przybyszami – zesłańcami, Już na pierwszy rzut oka wyraźnie widać różnice pomiędzy tymi grupami społecznymi: pielgrzymi są znacznie gorzej odziani od rosyjskiej arystokracji, a z ich twarzy zamiast dumy i szyderstwa można odczytać tylko nienawiść i chęć zemsty. Są oni przerażeni nieludzką potęgo tego miasta, podziwiają je, a jednocześnie pałają nienawiścią do stolicy okrucieństwa. Spoglądają na nie jak na siedzibę szatana, królestwo męczeństwa ich rodaków. Marzą o zburzeniu Petersburga, ale są jednocześnie świadomi własnej bezsilności, wiedzą, że miasto cara jest zbyt silne. Ogólna relacja poety ma charakter negatywny. Mickiewicz uogólnia i generalizuje - postrzega Petersburg jedynie jako symbol porządku społecznego i systemu policyjnego opartego na donosicielstwie, kulcie pieniądza i prześladowaniach. Jest to również obraz subiektywny – poeta celowo nei odnajduje żadnych walorów tego miasta, posługują się ironią w charakteryzacji architektury, cara i mieszkańców Rosji. W celu wyraźnego podkreślenia swojej negatywnej opinii poeta stosuje również animalizację, hierarchizację i liczne porównania pełniących funkcję ekspresywną. Autor posługuję się dosadnym słownictwem …. Negatywność obraz Petersburga wynika nie tylko z perspektywy z jakiej wypowiada się Mickiewicz, ale również z przyjętej koncepcji przeciwstawiającej kraj szatana Polsce Chrystusowi Narodów.

Petersburg w powieści przedstawiony jest jako dziecko XIX-wiecznych praw kapitalizmu, miasto ofiar niezdolnych do walki o przetrwanie, wśród których na plan pierwszy wysuwają się nędzarze (rodzinaMarmieładowów), pijacy (Marmieładow), prostytutki (Sonia), a także łotrzy i cwaniacy wykorzystujący innych (Łużyn, lichwiarka), miasto pożerające jednostki wybitne (takim mianem określał siebie Raskolnikow).

Przechadzając się wraz z głównym bohaterem nędznymi ulicami Petersburga - przedsionka piekła, oglądamy brudne ulice, stare i ponure budynki z ciasnymi i ciemnymi mieszkaniami, szynki i traktiernie o podejrzanej reputacji, w których całymi dniami bez celu siedzą b y l i pracujący urzędnicy zapijający swoje smutki (Marmieładow), b y l istudenci bez sprecyzowanych planów na przyszłość (Raskolnikow), b y ł e przykładne dziewczęta, a teraz nieletnieprostytutki sprzedające swoje ciało, by utrzymać rodzinę (Sonia).

Danuta Górniak w rozdziale pt. Miasto, opublikowanym w dodatku pisma Perspektywy twierdzi, że Petersburg jest wizją piekła według Dostojewskiego. Ulokował on akcję powieści w najcieplejszym miesiącu roku – lipcu – co potęguje wrażenie gorącego i palącego miejsca: „Na ulicy skwar był okropny, a przy tym zaduch, ścisk, co krok wapno, rusztowania, cegły, kurz i ten szczególny letni smród, tak dobrze znany każdemu petersburżaninowi, którego nie stać na letnisko (…) Nieznośny zaś fetor bijący z szynków, bardzo licznych w tej dzielnicy, oraz pijacy co chwila spotykani, mimo że to był dzień powszedni, jeszcze wzmacniali wstrętną i smutną barwę obrazu”.

Petersburg jest w tej powieści bohaterem, stanowi ważny element w kształtowaniu losów postaci. Ryszard Przybylski w swej monografii pt. Dostojewski i “przeklęte problemy” pisze: „Szynki, traktiernie, domy publiczne, spelunki, podrzędne hoteliki, urzędy policyjne, mansarda studencka, mieszkanie lichwiarki, ulice, zaułki, podwórze, plac Sienny i >>rynsztok<<, wszystko to jakby stwarza przestępczy zamysł Raskolnikowa i wykreśla kolejne etapy skomplikowanej walki wewnętrznej bohatera”. Podkreśla wpływ przestrzeni na losy bohaterów (patrz: Konstrukcja czasoprzestrzenna).

Opinie o Petersburgu prócz badaczy literatury wypowiadają także postaci utworu. Wszystkie sądy są negatywne i obdzierające stolicę z magii, którą posiadają wielkie miasta. Cyniczny Swidrygajłow, przybywający z prowincji, stawia wiele druzgoczących tez: „Jest to miasto półwariatów(…) Gdyby u nas istniała nauka, to medycy, prawnicy i filozofowie mogliby czynić nad Petersburgiem nader wartościowe dociekania, każdy w swojej dziedzinie. Rzadko gdzie spotyka się tyle posępnych, ostrych i cudacznych wpływów na dusze człowieka jak w Petersburgu. Już chociażby same wpływy klimatyczne! A tymczasem jest to przecież ośrodek administracyjny całej Rosji i jego charakter może odbijać się na wszystkim”. Powieść niby lustro ukazuje nam obrazy szarego i nijakiego miasta. Towarzysząc bohaterowi, odwiedzamy z nimstragany na placu Siennym gdzie„Zbliżała się godzina dziewiąta, kiedy mijał plac Sienny. Wszyscy handlarze przy straganach, w budkach, w sklepach i sklepikach zamykali swoje lokale lub zdejmowali i chowali towar i podobnie jak klientele rozchodzili się do domów. Pod garkuchniami, na dolnych piętrach, na brudnych i cuchnących podwórkach kamienicy przy Siennym, zwłaszcza zaś koło szynków, tłoczyło się mnóstwo ludu roboczego i łachmaniarzy (…)”,szynkownie: „(…) Stały talerzyki z mizerią, czarnymi sucharkami i na dzwonka pokrajaną rybą; wszystko to pachniało nader niezachęcająco. Nieznośnie duszne powietrze sprawiało, że trudno było wysiedzieć, a wszystko było tak przepojone odorem okowity, że miało się wrażenie, iż od samego tego zaduchu można w ciągu pięciu minut stać się pijanym”. Widzimy jak na opuszczonym podwórzu ukrywa zrabowane kosztowności (miasto zrodziło zarodek zła, a potem pożarło jego owoce): „Idąc z Alei W-wskiej na plac, nagle ujrzał po lewej ręce wyjście na podwórko, zupełnie na głucho zabudowane. Z prawa, tuż od bramy, daleko w głąb podwórka szedł ślepy nietynkowany mur sąsiedniej czteropiętrowej kamienicy. Z lewa, równolegle do ślepego muru i również do samej bramy, biegł drewniany parkan na jakie dwadzieścia kroków w głąb dziedzińca i dopiero dalej skręcał pod kątem w lewo. Było to na głucho odgrodzone miejsce, gdzie leżał zwalony jakiś budulec. Nieco dalej, w zagłębieniu podwórka, zza parkanu wyzierał węgieł niskiej, zasmolonej murowanej szopy, prawdopodobnie część jakiś warsztatów. Zapewne mieścił się tu warsztat ślusarski czy stelmachowski, czy coś w tym rodzaju; wszędzie, prawie tuż od bramy poczynając, gęsto czerniały kupki węglowego miału”.

Bolesław Prus w swojej powieści ukazał dokładny obraz XIX wiecznej Warszawy, nie tylko pod względem jej topografii, ale i zachodzących w niej procesów np. przejmowania przez Żydów spółek i sklepów przy tym eliminacje mieszczan z ich dotychczasowego miejsca pracy. Życie miasta odbywa się na jego ulicach, w parkach, sklepach, budynkach i kościołach: "W czerwcu fizjognomia Warszawy ulega widocznej zmianie. Puste przedtem hotele napełniają się i podwyższają ceny [...]. Na ulicach, w ogrodach, teatrach, na wystawach, w sklepach i magazynach strojów damskich, widać figury nie spotykane w zwykłym czasie. Są nimi tędzy i opaleni mężczyźni w granatowych czapkach z daszkami, w zbyt obszernych butach, w ciasnych rękawiczkach, w garniturach pomysłu prowincjonalnego krawca. Towarzyszą im gromadki dam, nie odznaczających się pięknością ani Warszawskim szykiem tudzież mnie liczne gromadki niezręcznych dzieci, którym z ust szeroko otwartych wygląda zdrowie. Jedni z wiejskich gości przyjeżdżają tu z weną na jarmark, drudzy na wyścigi, inni, ażeby zobaczyć wełnę i wyścigi; Ci dla spotkania się z sąsiadami, których na miejscu mają o wiorstę drogi, tamci dla odświeżenia się w stolicy mętnej wody i pyłu, a owi męczą się przez kilkudniową podróż sami nie wiedząc, po co"

Warszawa w powieści Prusa jest ukazana zawsze oczami bohaterów, co sprawia, że jej obraz jest wieloznaczny i wielowymiarowy. W dużej mierze podyktowany ich stanem psychicznym. Najlepszym tego dowodem jest opis uczuć towarzyszących Wokulskiemu i jego obserwacji otoczenia. Kiedy jest szczęśliwy odczuwa urok otaczającej go przestrzeni, w przeciwnym wypadku świat wokół niego zaczyna brzydnąć, a sam bohater popada w zamyślenie. W jednym z takich stanów Wokulski prowadzi nas na Powiśle, które prócz przykładu jego złego samopoczucia, stanowi metaforę odnoszącą się do degrengolady społeczeństwa(rozkładu wartości w społeczeństwie). Aby dotrzeć na Powiśle, należy przejść wąską i długą ulicę Karową. Niegdyś na skrzyżowaniu ulic Karowej z Długom, znajdowały się filtry tłoczące wodę dla całej Warszawy. Była to dzielnica o nie najlepszej reputacji wśród warszawiaków. Biedne domy, wysypiska śmieci, tak obraz widziany przez Wokulskiego i resztę mieszkańców Warszawy, podkreśla sytuacje miasta pozbawionego szansy rozwoju."Wznosił się tu pagórek najobrzydliwszych śmieci, cuchnących, nieomal ruszających się pod słońcem, a o kilkadziesiąt kroków dalej, leżały zbiorniki wody, którą piła cała Warszawa: O tutaj -myślał- jest ognisko wszelkiej zarazy. Co człowiek dziś wyrzuci ze swojego mieszkania, jutro wypije, później przenosi się na Powązki i z drugiej znów strony miasta razi bliźnich pozostałych przy życiu. Bulwar tutaj, kanały i woda źródlana na górze i -można by ocalić rokrocznie kilka tysięcy ludzi od śmierci, a kilkadziesiąt tysięcy od chorób [...] Niewielka praca, a zysk nieobliczalny; natura umie wynagradzać"

Wokulski siedząc na zwalonych belkach pogrążony w zamyśleniu, spoglądając w górę ku miastu mówi: "Tu jest błotnista ulica Radna, tam Browarna. Na górze spoza nagich drzew wyglądają żółte gmachy uniwersyteckie, a niżej - Wisła" Budynki Uniwersytetu widoczne przez bezlistne drzewa, zamykając perspektywę przenosząc wzrok Wokulskiego na Wisłę, a co za tym idzie wyżej wspomniany: "[...]pagórek najobrzydliwszych śmieci, cuchnących, nieomal ruszających się pod słońcem[...]."

Idąc dalej śladami bohaterów "Lalki" docieramy do sklepu Wokulskiego, który mieścił się na Krakowskim Przedmieściu wokół, którego osiadali się kupcy i inteligencja. Opis sklepu możemy poznać z pamiętnika Starego Subiekta, w którym to Ignacy Rzecki pisze: "Mamy tedy nowy sklep: pięć okien frontu, dwa magazyny, siedmiu subiektów i szwajcara we drzwiach", "W początkach maja wprowadziliśmy się do nowego sklepu, który obejmuje pięć ogromnych salonów. W pierwszym pokoju, na lewo, miesząc się same ruskie tkaniny: perkale, kretony, jedwabie i aksamity. Drugi pokój zajęty jest w połowie na te same tkaniny, a w połowie na drobiazgi do ubrania służące: kapelusze, kołnierzyki, krawaty, parasolki. Następny pokój na prawo okuje zabawki tudzież wyroby z drewna i metalów, a w ostatnim pokoju na prawo są twory z gumy i skóry" W powieści możemy przeczytać również dokładny opis mieszkania Łęckich znajdującego się przy Alei Ujazdowskiej, gdzie ówcześnie osiadała się arystokracja: "Pan Łęcki z jedyną córką Izabelą i kuzynką panną Florentyną nie mieszkał we własnej kamienicy, lecz wynajmował lokal złożony z ośmiu pokojów w stronach Alei Ujazdowskiej. Miał tam salon o trzech oknach, gabinet własny, gabinet córki, sypialnię dla siebie, sypialnię dla córki, pokój stołowy, pokój dla panny Florentyny i garderobę [...]. Mieszkanie posiadało wielkie zalety. Było suche, ciepłe, obszerne, widne. Miało marmurowe schody, gaz, dzwonki elektryczne i wodociągi"

Śródmieście - część odległa od Wisły, zabudowana była kamienicami czynszowymi. Prus przedstawia kamienicę Łęckich znajdującą się na ulicy Kruczej, koloru żółtego, słowami:"Dom był trzypiętrowy miał parę żelaznych balkonów i każde piętro zbudowane było w innym stylu. Za to w architekturze bramy panował tyko jeden motyw, mianowicie: wachlarz. Górna część wrót miała formę rozłożonego wachlarza, którym mogłaby się ochłodzić przedpotopowa olbrzymka. Na obu skrzydłach bramy były wyrzeźbione, ogromne prostokąty, które w rogach również ozdobiono otwartymi wachlarzami. Najciemniejszym, jednak upiększeniem bramy były umieszczone w pośrodku skrzydeł dwie rzeźby przedstawiające główki gwoździ, ale tak wielkich, jakby nimi była przytwierdzona brama do kamienicy, a kamienica do Warszawy".

Jak widać na wyżej przedstawionym przykładzie opisów, Warszawa stanowi miasto kontrastów. Bogactwo salonów zestawione zostało z nędzą Powiśla. Wspaniałe budowle śródmieścia i walące się rudery Browarnej. Krakowskie Przedmieście, spacerowe Aleje Ujazdowskie i śmietnik nad Wisłą. Czytając "Lalkę", bez mała widzimy jak powstają centralnie współcześnie ulice stolicy. Krakowskie Przedmieście, znajdujące się w starej części Warszawy jest miejscem pełnym życia, znajduje się na nim pełno sklepów, restauracji, winiarni. We wspomnieniach starego subiekta oglądamy - starówkę- miasto poddaszy i malowniczych kominów. Poznajemy również Podwale, na którym Rzecki pracował w sklepie kolonialnym, który zawsze był wypełniony zapachem przypraw i świeżo wyprawionej skóry. Życie ówczesnej Warszawy nie toczy się tylko wokół handlu. Razem z Wokulskim przemierzamy drogę od sklepu mieszącego się w pobliżu pomnika Kopernika , poznając jego oczami: Nowy Świat, Plac Trzech Krzyży, Aleje Ujazdowskie, przy których kwitną kasztany, gdzie znajduję się również mieszkanie Łęckich. Razem z Wokulskim, odkrywamy na nowo Łazienki i Ogród Botaniczny, w którym to odbył jedną z ważniejszych rozmów z Ochockim. Autor pokazuje nam również wygląd sklepu, spektakl teatralny, proces sądowy, wyścigi konne, spółkę handlową, historię kamienicy Łęckich, kwestę Wielkanocną w kościele. Podczas wyścigów konnych, ukazane zostają Pola Mokotowskie, a przy pojedynku Wokulskiego z Krzeszowskim, ukazany został lasek Bielański. Pisarz nie ograniczył się tylko do opisu ulic, kościołów, gmachów, które zostały przedstawione w powieści z wielką dokładnością, iż książka mogłaby pełnić funkcję przewodnika po XIX wiecznej Warszawie, a nawet współczesnej. Pokazał też Warszaw, jako tętniące życiem miasto.

W realistycznym opisie Warszawy pisarz celowo pominął zmiany, związane z polityką zaborczej władzy. W utworze nie znajdziemy informacji np. o rosyjskich patrolach ulic, dwujęzycznych szyldach sklepowych, czy też zamieszkach pod siedzibą Władz Carskich. Pisarz nie pominął tego tylko ze względy na obowiązującą cenzurę pomimo, której udało mu się wplątać w powieść treści zakazane np. Zesłanie Wokulskiego na Sybir za udział w powstaniu. Istotne może okazać się również pominięcie tych opisów ze względu na niechęć pisarza do utrwalenia Warszawy po klęsce powstania styczniowego, ponieważ ciągle wierzył w zmiany polityczne, a jego dzieło miało pokazywać, że założenia romantyzmu się nie sprawdzają (śmierć ostatniego romantyka, jakim był Rzecki i być może śmierć Wokulskiego, który też wykazywał się postawą romantyczną), a także epoki pozytywizmu. Przemianę miasta Prus pokazuje głównie za pomocą analizy odczuć jego mieszkańców, którzy czują się w nim obco, nieswojo. Bez mała każdy bohater z tego powodu chciał opuścić Warszawę. Rzecki chciał powrócić na zielone równiny Węgier, stanowiące jego wspomnienia młodości. Izabela pragnęła życia na europejskich salonach. Z kolei Ochocki, chciał wyrwać się do paryskiego laboratorium. Wokulski pragnął uwolnić się od poczucia bezsensu i zwątpienia, które towarzyszy mu w tym mieście.

Nieszczęsliwa miłość spowodowała, że Wokulski postanawia wyjechać do Paryża. W wolnych chwilach, jako wnikliwy obserwator i samotny turysta, zajmuje się zwiedzaniem zakątków stolicy Francji. Czyni to jednak nie z własnego zainteresowania, lecz z chęci zagłuszenia bolesnych wspomnień związanych z ukochaną kobietą. Próbując oddalić przykre doświadczenia, zagłębia się w obserwacji Paryża – zwiedza „muzea, studnie artezyjskie, szkoły i teatry”, aż dociera do skrajnej fascynacji. Wokulski próbuje odnaleźć nadzwyczajny przedmiot, który mógłby porównać do tego miasta. Jest ono dla niego unikatowe, nieznane i niezwykle ciekawe. Dociekliwie doszukuje się logiki i porządku w architekturze miasta, poświęca zwiedzaniu każdą wolną chwile i przygląda się stolicy z każdej możliwej strony. Początkowo nie dopatruje się żadnego uporządkowanego planu i ładu, Paryż jest dla niego miastem chaosu, które porównuje do obłoku kurzu – stolica Francji miała dla niego tak samo przypadkowe i nieokiełznane kontury. Bohater „Lalki” porównywał również architekturę do zjawisk wodnych: dachy do fal, kominy do odprysków, a wieże i kolumny do jeszcze większych fal. Paryski świat widziany oczami Wokulskiego jest nie tylko nieuporządkowany, ale również bezkresny, pełen niezliczonych ulic i uliczek o przypadkowych konturach. Paryż wydaje mu się być nie do ogarnięcia dla ludzkiego oka. Miasto jest dla niego zupełną nowością, w niczym nie przypomina jego rodzinnych miejsc, rożni się infrastrukturą. Bohater jest niezwykle uparty, postanawia zajrzeć do map i planów miasta, aby odkryć tajemnice jego kompozycji i piękna. W myślach śmieje się z samego siebie z tego powodu, że nei wpadł na ten pomysł wczesniej, abu przestudiować miejskie dokumenty. Z początku nie wierzył, że tak ogromne miasta, budowane przez wiele lat i przez miliony ludzi, którzy siebie nei znają, może mieć określony i uporządkowany plan. Uważa, że mogłaby tego dokonać jakaś genialna jednostka. Po analizie mapy Paryża, doszedł jednak do wniosk, że układ ulic i domów nie jest wcale przypadkowy, dostrzega logikę i ład. Wokulski zauważa, że miasto jest podobne do „olbrzymiego półmiska”, który można zmierzyć wzdłuż i wszerz. Paryż można więc ogarnąć ludzkim okiem, choć tylko na mapie. Bohater dostrzega także porządek w zagospodarowaniu przestrzennym miasta – jest ono podzielone na strefy: sterfa przemysłowa mieści się pomiędzy placem Bastylii i placem Rzeczypospolitej, a strefa handlowa między Operą, placem Rzeczypospolitej i Sekwaną. W Paryżu mieści się również tzw. „dzielnica łacińska” – uniwersytecka dzielnica Paryża, centrum kultury i nauki. Wokulski jest coraz bardziej zdumiony i zafascynowany. Jego obserwacje prowadzą do wniosku, że wielkie miasto, takie jak Paryż, jest uporządkowane, ma ściśle określoną budowę, którą bohater przyrównuje do fizjologii i anatomii roślin i zwierząt – wszystkie elementy są ze sobą powiązane i uzależnione od siebie, a każdy z nich pełni określoną funkcję. Stanisław wnikliwie przygląda się także społeczeństwu Paryża. Mieszkańcy miasta to ludzie pracowici, spędzają po szesnaście godzin na dobę w swoich miejscach zatrudnienia. Nie baczą na dni wolne i święta. Wynika z tego ich praktyczność i porządność – każde ich dzieło jest wykonane z wielką pieczołowitością i dokładnością. Francuzi dbają o jego renomę, kunszt, czystość i piękno. Takim „dziełem” jest właśnie Paryż. W oczach Wokulskiego to miasto jest cywilizowane i samowystarczalne – Paryżanie sami potrafią wyprodukować sobie żywność i zapewnić potrzebne towary. Bohater podziwia również rozbudowaną infrastrukturę – zauważa, że „olbrzymie ścieki” zapobiegają rozprzestrzenianiu się chorób. Ulice są szerokie, dlatego wydają się dostarczać mieszkańcom więcej powietrza niż w jakimkolwiek innym miejscu na ziemi. Wokulski zazdrości Paryżanom dostępu do wszelkich dóbr – sztukę, naturę i wszystko inne czego potrzebują, mają na wyciągnięcie ręki. Porównuje także francuską stolicę do biblijnej arki Noego – znajduje się tam wszystko, czego potrzebują jego mieszkańcy, począwszy na osiągnięciach cywilizacji antycznych, aż po ówczesne dokonania techniki. Dostrzega jednak, że pomiędzy mieszkańcami panuje rywalizacja, Paryż rządzi się prawem silniejszego. Ci, którzy są odporni, mają szanse na wybicie się, ci , którzy są słabi i nieudolni, zginą w tym wielkim mieście. Tylko najzdolniejsi i najsilniejsi wygrywają. Mimo tego relacja Wokulskiego jest wyidealizowana, bohater nie dostrzega żadnych wad. Obserwuje on Paryż, mając w pamięci Warszawę i jej społecznośc, która nie dorównuje francuskiej cywilizacji. Dodatkowo podziwiając kunszt i wielkośc Paryża, jest on świadomy małości własnych dokonań.