Krzywdy i rany. Zadawane codziennie przez innych i nas samych. To nieodłączni towarzysze ludzkiego życia. Czy przebaczając zapominamy o nich? Według mnie – zdecydowanie nie.

Pierwszym argumentem, który przedstawię jest zdarzenie, które pozostanie w historii nie tylko Polski, ale również całego świata, na zawsze. Skaza, której nie zaleczy nawet najhojniejsze odszkodowanie. Mianowicie – II wojna światowa. Gdy ten okrutny i często niemoralny splot wydarzeń dobiegł końca, okazanie skruchy spowodowało odpuszczenie win. Przeproszono, oddano część majątków, wypłacono odszkodowanie. Z punktu widzenia prawnego wszystko, jak to mówią, zostało „dopięte na ostatni guzik”. Czemu wciąż coś nie daje nam spokoju? Ponieważ, nawet największe pieniądze nie zwrócą straconych, bliskich, przyjaciół… Żadne bogactwa nie wymarzą z naszej pamięci obrazów nędzy i bólu tamtych czasów. Winy odpuszczono ale nigdy nie zapomnimy minionych lat, strasznego czasu zagłady.

O trudach przebaczenia i jego następstwach rozmyślało wielu. W tej pracy postanowiłam przytoczyć słowa księdza Mieczysława Malińskiego. „Przebaczyć człowiekowi to nie znaczy zapomnieć. Tego się nie da. Przebaczyć to znaczy zaakceptować go z tymi grzechami, które przeciwko tobie popełnił”. Ta myśl trafia w samo sedno tematu pracy. Odpuszczenie win to nie oddanie ich w niepamięć. To ciężka praca w akceptowaniu i tolerowaniu osoby , która nas skrzywdziła. Nie jest to łatwe ale gdy jest szczere i przemyślane przynosi ulgę.

Czy przebaczyć znaczy zapomnieć? Nie. Krzywda wyrządzona nam przez drugą osobę jest jak znak wypalony w naszej pamięci. Z rażącej czerwieni, z czasem blednie, stając się różem. Ale nawet czas nie zaleczy blizny. Jest jak rysa na szkle, wciąż trwa. Przypomina. Jednak taka jest kolej rzeczy i ma swoje zadanie. Pamięć o skazach ma przypominać o tym co było, by pomóc zwalczać błędy w przyszłości. Przebaczając – nie zapominamy.