Zapachy towarzysza nam przez całe życie. Dzięki nim możemy skojarzyć różne miejsca sytuacje a nawet emocje jakie odczuwaliśmy kiedyś dzięki danemu zapachowi. Każda dusza ma inny zapach. Nie ma na świecie osoby, zwierzęcia, rośliny itp. Które miałoby identyczny zapach, tak wiec każdy jest wyjątkowy. Zapachy odgrywają bardzo ważna role w naszym życiu ponieważ towarzysza nam od urodzenia. W ogromnym stopniu oddziaływuja na nasza podświadomość i dzięki niej potrafimy zapamiętać wspaniale zarówno jak i przykre wspomnienia z naszego życia min. Zapach świąt z dzieciństwa, zapach naszej mamy, pierwszej miłości, sukcesu, porażki.

„Pachnidło” Patricka Suskinda oraz wspaniała ekranizacja tej książki Toma Tykwera obrazuje jaką ważna rolę w naszym życiu odgrywa zapach który jest na wagę złota oraz przez który główny bohater był w stanie dopuścić się ludobójstwa.

„Pachnidło” to historia kreatury obdarzonej nadludzkim węchem i marzącej o stworzeniu zapachu idealnego z miejsca stała się światowym bestsellerem. A jak to z bestsellerami najczęściej bywa, dzieło Suskinda szybko stało się mrocznym przedmiotem pożądania filmowych producentów. Bardzo długo nakłaniali oni twórcę „Pachnidła” do sprzedaży praw do sfilmowania książki. Film Tykwera (tak jak książkowy pierwowzór) ukazuje historię osiemnastowiecznego seryjnego mordercy, Jeana Baptiste Grenouille’u. Jest on pozbawiony właściwie wszystkich znaków szczególnych. Oprócz ewidentnej brzydoty różni go od reszty społeczeństwa doskonały węch, który bohater pragnie wykorzystać do stworzenia idealnego pachnidła. Do tego celu potrzebuje przeróżnych woni, jakie wydzielają piękne i młode dziewczęta…

Ten kostiumowy thriller to tak naprawdę opowieść o potrzebie akceptacji i miłości. Brzydki i garbaty Grenouille przez stworzenie idealnego zapachu pragnie stać się kimś, kto zdoła wzbudzić u ludzi podziw. Podporządkowuje temu właściwie całe swe życie i nie waha się przed wejściem na drogę okrucieństwa i bezwzględności. Determinacja, z jaką dąży do realizacji swego planu wydaje się być szalona. Nie sposób jednak zaprzeczyć, że Grenouille jest szaleńcem genialnym. To z pewnością zdecydowanie najbardziej zmysłowy seryjny morderca w dziejach kina. Opętany chęcią stworzenia woni doskonałej nie cofnie się przed niczym, żeby osiągnąć sukces.

Wszystko to wygląda na interesujące studium próby zdobycia akceptacji. Wszak Grenouille to człowiek z marginesu. Jest społecznym wyrzutkiem wykorzystującym nadludzkie zdolności do tego, aby zdobyć miłość tych, którzy go odtrącili. Trudno odmówić mu w tych staraniach ogromnej inteligencji. Grenouille dąży do swojego celu powoli, ale skutecznie. Usypia czujność swoich ofiar po to, aby w końcu dopaść je z całą siłą. Obok tej postaci ciężko przejść obojętnie. Jego czyny budzą w nas wprawdzie szok i odrazę, z drugiej jednak strony ten potwór w ludzkiej skórze morduje w zasadzie po to, żeby zyskać szacunek otoczenia. Chce tylko otrzymać coś, co nigdy nie udałoby się komuś z jego warstwy społecznej….

Oprócz niewątpliwie intrygującej i głębokiej fabuły udało się Suskindowi osiągnąć w swojej powieści coś jeszcze, mianowicie wyposażył ją w ogromną dawkę ironii. Przygody Grenouille’a, choć odpychające, są jednocześnie bardzo zabawne. Wielki podziw wzbudza błyskotliwość autora. W swojej historii podśmiewa się on z oświeceniowych ideałów i każe wielkim, wykształconym autorytetom dać się omamić przez prostaka wywodzącego się z paryskiej biedoty.

Właśnie owego szalenie inteligentnego sarkazmu najbardziej zabrakło mi w filmowej adaptacji. Właściwie jest on obecny tylko w zdaniach wypowiadanych przez narratora (to zresztą cytaty z powieści Suskinda) i w wiernym książce, przewrotnym finale. Jednak w filmie Tykwer skupił się głównie na widowiskowości. Dzięki temu jego produkcja robi ogromne wrażenie wizualne. Osiemnastowieczne realia francuskich miasteczek oddane są we wspaniały sposób. Ich piękno doskonale koresponduje tutaj z brzydotą i brudem. Świetne są także zdjęcia stworzone przez etatowego współpracownika Tykwera - Franka Griebe. Robią największe wrażenie zwłaszcza w scenach, w których kamera staje się niejako przedłużeniem nosa Grenouille’a. Wtedy widz jest oszołomiony pokazywanymi w zbliżeniach i szybko zmieniającymi się obrazami. Chwilami można nawet poczuć się tak, jakby rzeczywiście z ekranu biły zapachy tak intensywnie odczuwane przez naszego bohatera.

Dobrym podkładem do tych scen jest ścieżka dźwiękowa stworzona przez Reinholda Heila, Johnny’ego Klimka oraz samego Tykwera. Muzyka użyta w filmie nie jest arcydziełem, ale nieźle sprawdza się jako tło poszczególnych, wysmakowanych estetycznie sekwencji.

W „Pachnidle” z pewnością trzeba pochwalić stronę reżyserską. Pomimo konieczności okrojenia wątków udało się Tykwerowi stworzyć film dość spójny, który naprawdę świetnie się ogląda. Mimo, że trwa ono prawie dwie i pół godziny, naprawdę ciężko znaleźć moment, w którym widzów mogłoby ogarnąć znudzenie. Losy głównego bohatera urzekają od pierwszej do ostatniej minuty. Co ważne, są one interesujące także dla tych, którzy czytali już powieść Suskinda, przede wszystkim dlatego, że Tykwer przejawia do Jeana Baptiste’a nieco odmienny stosunek niż sam autor książki.

Suskind ani przez moment nie ukrywa, że Grenouille to bezwzględny potwór i raczej nie przejawia wobec niego dużej dawki współczucia. Tykwer natomiast stara się w pewnym sensie bronić głównego bohatera. Oczywiście nie kwestionuje jego okrucieństwa, ale zwraca dużą uwagę na to, że chłopak posługuje się nim po to, aby wzbudzić u ludzi specyficzną formę miłości

„Pachnidło” nie byłoby tak sprawnym widowiskiem gdyby nie świetne aktorstwo. Niezwykłe wrażenie robi główna rola mało znanego Bena Whishawa. Aktor ten doskonale pasuje do wyobrażenia, jakiego nabrałam o Grenouille’u po lekturze książki. W świetny sposób podkreśla on niepokój, jaki wzbudza chyba każde pojawienie się głównego bohatera na ekranie. W kinowym wizerunku Jeana Baptiste’a świetnie wygląda połączenie fizycznej brzydoty z ogromną inteligencją. Whishaw wykazał się ogromnym kunsztem aktorskim, tym bardziej, że nie wypowiada wcale wielu słów, a jego gra opiera się raczej na gestach i mimice. Królem drugiego planu jest tu z pewnością Dustin Hoffman, grający perfumiarza Baldiniego, który zatrudnia u siebie Grenouille’a. Baldini w ujęciu Hoffmana to nobliwy i stateczny, choć wypalony jegomość, któremu znajomość z głównym bohaterem przywraca prestiż w zawodzie.

Niezłe wrażenie robi też Alan Rickman, który gra ojca chorobliwie bojącego się, iż jego jedyna córka Laura stanie się ofiarą Grenouille’a. Rickman świetnie oddaje miłość i troskę jakie z czasem przemieniają się u jego bohatera w obsesję… Doskonale wypadł także John Hurt. Po raz kolejny pokazał, że idealnie nadaje się na filmowego narratora. Jego tajemniczy głos doskonale wprowadza w ekranizacji klimat przypominający ten emanujący z książki…

Film Toma Tykwera to świetne widowisko. Choć jego „Pachnidło” na pewno nie robi takiego wrażenia, jak książka Suskinda, to ogląda się je wyśmienicie. Autentycznie wyglądające realia epoki niemal pozwalają odczuć wpływające na Greonuilla zapachy. Szkoda tylko, że reżyser nie zawarł w tej produkcji ogromnej dawki sarkazmu, jaka cechuje książkowy pierwowzór, bo dzięki temu filmowe „Pachnidło” należy uznać za produkt świetny, ale na pewno nie idealny…