24 grudnia 2010r. Zmierzałam szybkim krokiem do domu. Przy każdym kroku śnieg trzeszczał pod butami. Na dworze zapadł już zmrok. Ciemność okrywała całą ulicę. Zapomnianą i omijaną. Takich ulic jest wiele. W każdym mieście. Ale nikt ich nie widzi. Nikt się nimi nie przejmuje. To ulice pełne potencjalnych przestępców i uciekinierów. Brudu, smrodu… ubóstwa. Ludzi nie zwracają na nie uwagi. Udają, że nie widzą. Wmawiają to sobie. Ale one istnieją. Na chodniku walały się puszki po piwach i stare gazety. Na metalowej wycieraczce jednego z domów leżał nieprzytomny chłopak. Obok niego poprzewracane butelki po wódce. Widywałam go w takim stanie przynajmniej trzy razy w tygodniu. Jeszcze rok temu towarzyszył mu kolega. Jednak zamknęli go w poprawczaku za kradzieże i posiadanie narkotyków. Brudne ściany budynków ciągnęły się w stronę wysokich ekranów oddzielających autostradę od obrzeży miasta. Na chodniku zalegała cienka warstwa brudnego, paćkowatego śniegu. Dziś Wigilia ale tu nie było świecących lampek i nadmuchiwanych gwiazdorów. Tu nie było śladu rozbawionych dzieci i dorosłych, którzy biegają szukając prezentów dla swoich pociech. Tu święta nie miały prawa bytu. Wbiegłam cicho po schodach i ostrożnie weszłam do domu. Już na korytarzu dobiegały moich uszu krzyki rodziców. Znowu się kłócili. Przeszłam do pokoju niezauważona. W kącie pokoju siedział mój sześcioletni braciszek. Rysował coś w zeszycie. Był taki mały i słodki. Patrząc na jego smutną minkę, aż się serce krajało. I znów nie będzie gwiazdki. Znów nie przyjdzie gwiazdor. Nie będzie prezentów. Nie będzie nawet świątecznego stołu… i tu nie chodzi o mnie. Ale o niego. Gdy mnie zobaczył podbiegł i przytulił się. Po jego policzkach spływały łzy. Tuląc go, wpatrywałam się w ciemne niebo za oknem. Naprawdę chciałam coś dla niego zrobić. Żebyśmy choć raz mieli prawdziwe święta. Trwaliśmy tak, próbując nie słyszeć hałasów z drugiego pokoju. Nagle coś przyszło mi do głowy. - Poczekaj chwilę. – powiedziałam do niego z uśmiechem. Otwarłam szafę i podważyłam paznokciem deskę. Miałam tam ukryte trochę pieniędzy, które zbierałam przez wakacje pracując w sadzie. Chowałam je przed rodzicami, żeby nie skończyły jako fundusze na kolejną wódkę. Wyjęłam...