Człowiek z założenia jest istotą religijną. Badacze dowodzą, że od zarania dziejów ludzie szukali sobie obiektów kultu, czegoś lub kogoś, komu mogliby oddawać cześć. Najlepszym dowodem na to są prehistoryczne skalne rysunki, świadczące o bogatym życiu religijnym naszych przodków. Wiara w bóstwo i w życie pozagrobowe nie jest domeną jedynie chrześcijan, bowiem już starożytne kultury, począwszy od Egipcjan, Greków, Rzymian, poprzez Żydów, a skończywszy na ludach Dalekiego Wschodu pokazują, że religia miała niemały wpływ na życie ówczesnych ludzi. Wystarczy wspomnieć kompleks piramid w Gizie, balsamowanie ciał faraonów czy świątynię zbudowaną przez króla Salomona. Każdy z tych przykładów dowodzi, jak dużą rolę odgrywał Bóg, czy to żydowski Jahwe, czy egipski Ozyrys, czy też grecki Zeus z całym zastępem swojego boskiego rodzeństwa. Każdemu należała się cześć, szacunek i bezgraniczne posłuszeństwo. Literatura pokazuje, że nie zawsze tak było. W zależności od epoki i panujących trendów, Bóg odgrywał mniej lub bardziej istotną rolę w życiu człowieka.

Biblia – najważniejsza księga chrześcijan ukazuje wiele przykładów postaw wobec Boga, ale także wiele dialogów z Bogiem. Zwłaszcza Stary Testament wielokrotnie przedstawia słabego, grzesznego człowieka i surowego, ale sprawiedliwego Stwórcę. Są również w Piśmie Świętym osoby świecące przykładem, godne pochwały i naśladowania. Takim człowiekiem jest niewątpliwie Hiob. Stwórca przekazuje władzę nad nim szatanowi i dopuszcza, by jego wiernego wyznawcę dotknął trąd, śmierć wszystkich dzieci, utrata majątku, a w końcu samotność. Hiob jednak jest pokorny i pokłada ufność w Bogu. Mówi: Dał Pan i zabrał Pan. Człowiek jest tylko człowiekiem, musi się podporządkować boskim planom, nie ma możliwości się temu przeciwstawić, bo wszystko należy i zależy od Boga. To on jest źródłem i dawcą wszystkiego. Ludzie są mu wierni wtedy, gdy dobrze im się powodzi, ale kiedy przychodzi gorszy czas, odwracają się od Niego. Zaś Hiob pokornie godzi się z boską wolą mówiąc: Dobro przyjęliśmy z ręki Boga. Czemuż zła przyjąć nie możemy? Dalej wyznaje: Nagi wyszedłem z łona matki i nagi tam wrócę. Człowiek, kiedy się rodzi, nie ma nic. Pracuje przez życie, ale kiedy umiera nic nie może ze sobą zabrać, przed Bogiem jest nagi, a jego dorobkiem są jedynie uczynki. Hiob pokazuje, że człowiek musi przyjmować cierpienia, ale wcale nie musi ich rozumieć. Wszystko jest w boskich planach. Nie należy zmieniać poglądów, ale trwać w swoich przekonaniach, bo ktoś, kto ufa sobie jest silniejszy, łatwiej będzie mu przetrwać. Jednak cała ta sytuacja zmusza Hioba do zastanowienia się nad życiem, nad człowiekiem, nad Bogiem, daje mu poznanie, nowe obszary wiedzy, możliwość doskonalenia się. Hiob jest ideałem piękna wewnętrznego, ale jest ludzki, lamentuje, skarży się, że cierpi. Konsekwentnie domaga się odpowiedzi od Boga. Przecież te wszystkie nieszczęścia nie mogą być karą, bo nigdy nie zgrzeszył. Niezachwiana wiara zostaje w końcu nagrodzona. Mężczyzna zostaje uzdrowiony, rodzą mu się kolejne dzieci, a majątek jest wielokrotnie większy niż poprzednio. Postawa Hioba jest przykładem bezwarunkowej ufności i pokory wobec Boga. Biblia wielokrotnie ukazuje, że ten, kto wierzy i nie odwraca się nawet w najgorszym momencie, wreszcie zostanie pocieszony i nagrodzony bez względu na jego status społeczny i posiadany majątek.

Innym przykładem wzorcowej postawy wobec Stwórcy jest Pieśń XXV Jana Kochanowskiego. Kochanowski tworzył już w renesansie, a wówczas to człowiek był w centrum uwagi. Średniowieczne czasy ascetów minęły i wydawać by się mogło, że pisanie na cześć Stworzyciela również nie jest już modne. Tymczasem Jan z Czarnolasu postanawia wychwalić Boga. Zwraca się bezpośrednio do Stwórcy świata i człowieka. Podmiot liryczny zaczyna swoją wypowiedź pytaniem retorycznym:

Czego chcesz od nas, Panie, za Twe hojne dary?

Czego za dobrodziejstwa, którym nie masz miary?

W dwóch pierwszych wersach podmiot wypowiada się w imieniu zbiorowości – ludu wiernego i wdzięcznego dobremu Panu, pragnącego odwdzięczyć się za jego hojność i dobroć. Kolejne wersy potwierdzają wspaniałomyślność i potęgę Stwórcy. Osoba mówiąca w wierszu podkreśla też oczywistą dla człowieka wierzącego prawdę, że wszystko, cokolwiek mógłby Bogu ofiarować, należy do Niego. Podmiot utworu składa w imieniu wiernych hołd Stwórcy, który zadbał o możliwość przetrwania roślin, zwierząt i ludzi: uporządkował przestrzeń i czas, by wprowadzić tam żywe istoty. Poeta ukształtował utwór w taki sposób, by pokazać nie tylko wszechmoc i szczodrość Boga, ale by przedstawić Go również jako budowniczego i artystę:

Tyś Pan wszytkiego świata. Tyś niebo zbudował

I złotymi gwiazdami ślicznieś uhaftował.

Tyś fundament założył nieobeszłej ziemi

I przykryłeś jej nagość zioły rozlicznemi.

Człowiek zyskał możliwość przebywania na ziemi, w otoczeniu pięknej przyrody i w poczuciu, że nie zagraża mu głód. Cykl czterech pór roku dostarcza poczucia równowagi – jest bowiem czas zasiewu, rozkwitu i pora zbiorów, jest także okres wypoczynku dla ludzi i całej przyrody. Podmiot liryczny wyraża głęboką ufność pokładaną w Bogu. Dzieło stworzenia świata i człowieka dowodzi wielkiej mądrości i życzliwości Stwórcy. Widać w nim porządek – w przygotowane miejsca Bóg kolejno wprowadza różne stworzenia i daje im możliwość przetrwania.

Poetycka relacja o kolejnych etapach stworzenia pozwala dostrzec wielkie zaangażowanie emocjonalne podmiotu, pełnego wdzięczności wobec Boga i sławiącego Go za tak hojne dary. Hołd składany Najwyższemu spotyka się tu z prośbą o opiekę:

Bądź na wieki pochwalon, nieśmiertelny Panie!

Twoja łaska, Twa dobroć nigdy nie ustanie.

Chowaj nas, póki raczysz, na tej niskiej ziemi;

Jedno zawżdy niech będziem pod skrzydłami Twemi!

W utworze wyczuwa się nastrój pobożnej modlitwy, zachwytu nad bożym dziełem oraz klimat miłości, jaką darzą się wzajemnie Stwórca świata i ludzie. Osoba mówiąca w tej pochwalnej pieśni przyjmuję postawę człowieka, któremu wystarcza to, co już ma. Podmiot liryczny zachwycony pięknem świata jest w stanie utrzymać się z tego, co daje przyroda, prosi jedynie o boską opiekę. Bóg jest dla niego dawcą wszelkiego dobra i należy Mu się najwyższa cześć, którą zresztą w Pieśni XXV otrzymuje.

Zupełnie odmienna postawę odnajdujemy w osobie Konrada – bohatera III części Dziadów. Przede wszystkim należy jednak wziąć pod uwagę czasy, w których powstał dramat Mickiewicza. Był to okres zaborów, walki o niepodległość, okres po upadku powstania listopadowego, z którym wiązano duże nadzieje.

Wielka Improwizacja jest monologiem o wielkiej sile wyrazu. Zawiera skargę Konrada, wybuchającą z ogromną ekspresją, bunt nie liczącego się już z żadną świętością bohatera. Wartość naczelna i jedyna, dla której warto żyć to miłość ojczyzny wyrażająca się w poświęceniu dla narodu. Nazywam się Milijon – bo za milijony kocham i cierpię katusze. Słowa Konrada ujawniają jego prometejską postawę wobec narodu.

Główny bohater Dziadów przedstawia się tu jako duchowy przywódca, w imię miłości do ludzi zdolny dokonać wielkich czynów. Mianuje się poetą, wieszczem, ma dar przewidywania przyszłych zdarzeń, odznacza się wyjątkową indywidualnością i inteligencją. Sam siebie uważa za kogoś wybiegającego ponad przeciętność – poeta to ktoś, kto ma do spełnienia szczególną misję. Otrzymany od Boga talent zobowiązuje do wypełnienia życiowego powołania do końca. Przeświadczenie o wielkiej misji, jaką ma do spełnienia poeta, daje Konradowi poczucie, że może dokonać wielkich czynów na miarę swojego czasu – może ocalić ginącą ojczyznę. Bohater czuje wielki przypływ energii, porównuje się z Wszechmocnym, a nawet uważa, że potrafiłby stworzyć świat pozbawiony cierpienia i niewoli. Konrad podejmuje walkę z Bogiem w imię ocalenia narodu. Jego bunt jest wynikiem ogromu bólu i nieszczęść ojczyzny skupionych w jednej osobie, zdolnej kochać i cierpieć za miliony. Odwrócenie się Konrada od Boga nie zostało spowodowane osobistymi przeżyciami, ale tragiczną sytuacją ojczyzny, na którą Wszechmocny nie reaguje. Obojętność Najwyższego oburza i przeraża Konrada. Nazywa Go mądrością, nie miłością, zarzuca ma obojętność na ludzkie krzywdy.

Nazywam się Milijon - bo za milijony

Kocham i cierpię katusze.

Patrzę na ojczyznę biedną,

Jak syn na ojca wplecionego w koło;

Czuję całego cierpienia narodu,

Jak matka czuje w łonie bole swego płodu.

Cierpię, szaleję - a Ty mądrze i wesoło

Zawsze rządzisz,

Zawsze sądzisz,

I mówią, że Ty nie błądzisz!

Według Konrada świat to boże igrzysko – ludzie cierpią, a Bóg na górze bawi się nimi, nie angażuje się emocjonalnie. Zarzuca Mu, że jako artysta nie kocha swoich dzieł. Bóg nakręcił świat jak zegar i już się nim nie interesuje. Najmocniejszym akcentem buntu przeciwko Bogu jest nazwanie Go carem. Sprzeciw wobec Boga przybiera formę bluźnierstwa. Poczucie siły i misji narodowej sprawia, że Konrad nie liczy się z najwyższym autorytetem. Bohater głosi szatańskie hasła, pomawia Boga o złe zamiary, a przynajmniej o druzgocącą naród obojętność. Taki porządek świata, jaki zaproponował Bóg, jest – zdaniem Konrada – pomyłką. Próba zwrócenia Bogu uwagi na sytuację ojczyzny spotyka się jednak z niezrozumieniem. Najwyższy nie udziela Konradowi odpowiedzi na postawione pytania. Nie mogący się pogodzić z niewolą, zbuntowany poeta ponosi klęskę. Jego moc okazała się zbyt mała, żeby przekonać Boga o słuszności buntu. Konrad, który utożsamia się z narodem, podejmuje walkę z samym Bogiem. Sprawa, o którą chodzi, jest najwyższej rangi, dlatego musi się oprzeć o najwyższy autorytet, dlatego padają najmocniejsze argumenty i pomówienia największego kalibru. Postawa Konrada jest wręcz bluźniercza i obrazoburcza. We wcześniejszej literaturze polskiej trudno znaleźć równie butny i pyszny charakter.

Warto wspomnieć o jeszcze jednym utworze, tym razem rosyjskiego twórcy – Bułata Okudżawy. Tytuł Modlitwa sugeruje, że podmiot wiersza będzie zapewne o coś prosił lub za coś dziękował. I rzeczywiście tak jest. Dopóki będzie istniał świat, ludzie będą potrzebować boskiej pomocy. Ale osoba mówiąca nie prosi o bogactwo, ani o rzeczy, które nie są niezbędne do życia. I, co ważne, nie modli się tylko za siebie. Pragnie dla każdego człowieka tego, co jest mu najbardziej potrzebne. Dla mędrca najważniejsza jest głowa, dla tchórza szybki koń, szczęściarzom przydałyby się pieniądze. Ci, którzy mają w rękach władzę, niech ją dobrze wykorzystują, a hojni niech mają okazję dać upust swojej hojności. Niech trafią na podatny grunt, na ludzi, którym będą mogli pomagać. Jedyną rzeczą, o jaką podmiot liryczny prosi dla siebie jest boska opieka. Każda strofa, oprócz trzeciej, kończy się słowami …i mnie w opiece swej miej. Podobnie jak podmiot liryczny z Pieśni XXV, nie żąda niczego więcej, chce tylko być pod boskimi skrzydłami. Osoba mówiąca w wierszu Okudżawy wyraża swoją głęboką wiarę. Porównuje ją do szczęścia martwego żołnierza. Dla niego największą chlubą jest śmierć na polu walki i kiedy ją ponosi jest w siódmym niebie. Wiara pomiotu lirycznego jest tak wielka, jak szczęście owego żołnierza. Każdy człowiek w jakiś sposób, może czasem podświadomie wierzy i w Bogu szuka wyjaśnienia tego, czego ludzki umysł nie jest w stanie pojąć. Nigdy nie może spodziewać, co przyniesie los, dlatego Bóg jest najlepszym i najpewniejszym oparciem. Podmiot zwraca się do stwórcy słowami: Panie zielonooki. Kolor zielony to ten, który wycisza, uspokaja, zatem Bóg jest jedyną osobą, w której można szukać ukojenia. Zielony to również kolor nadziei, więc to właśnie w Bogu należy szukać pocieszenia i tylko z Nim można liczyć na lepsze jutro. W świecie, w którym nawet ziemia dziwi się obrotowi spraw, podmiot po raz kolejny prosi wyłącznie o opiekę. Biorąc pod uwagę, że utwór powstał w XX wieku, kiedy coraz częściej ważniejsze było mieć, a nie być, postawa osoby mówiącej jest godna naśladowania.

Można zauważyć, że postawy bohaterów literackich nie są zawsze takie same. Ich reakcja jest zazwyczaj zależna od charakteru, od czasów, od sytuacji w jakiej się znaleźli. Jest pewne, że nie każdy potrafiłby zachować stoicki spokój będąc w takim położeniu, w jakim znalazł się Hiob. Nie każdy potrafi dostrzec piękno stworzonego świata, dziękować i wychwalać za niego Boga. Nieczęsto można spotkać człowieka, który nie prosi Stwórcę o nic oprócz opieki. Może łatwiej znaleźć buntownika nie godzącego się z planami bożymi, ale i taka postawa wymaga nie lada odwagi. Różnorodność charakterów bohaterów literackich sprawia, że każdy z nich inaczej zwraca się do Boga, ale także pokazuje, że każdy z nas może znaleźć coś, co w jakiś sposób przypomina nam nasze zachowania oraz kogoś, w kim może szukać odpowiednich dla siebie wzorców.