Unia Europejska to organizm, który zapewnił Europie okres pokoju i dobroby-tu. Powinna być powodem do dumy i szczęścia kolejnych pokoleń Europejczyków. Tymczasem na naszych oczach rozgrywa się proces całkowicie odwrotny, społeczeń-stwa odwracają się od idei integracji, a solidarność europejska, będąca podstawą budowy tego organizmu, zdaje się zanikać. Stajemy więc przed pytaniem - co zawio-dło? Z analizy wypowiedzi ekspertów i polityków można wysnuć jasny wniosek: sys-tem.

Okazało się, że sposób zarządzania Unią Europejską był nieskuteczny i źle za-projektowany. Kryzys ekonomiczny brutalnie odkrył jego słabość. Kraje Wspólnoty Europejskiej, szczególnie te będące w strefie euro, znalazły się w instytucjonalnym klinczu, są zbyt od siebie zależne i powiązane wspólną walutą, aby prowadzić sku-teczną politykę gospodarczą na poziomie narodowym. Jednocześnie brakuje efek-tywnego, paneuropejskiego ekonomicznego rządu co paraliżuje możliwość zarządza-nia gospodarką Unii z poziomu Brukseli. Parasol euro oraz poczucie bezpieczeństwa z racji przynależności do Unii sprawiły, że wiele państw złudnie poczuło, że może bez-karnie zadłużać się w niedopuszczalny sposób. To samo złudzenie bezpieczeństwa zniszczyło racjonalność wielu europejskich banków, które inwestowały w obligacje niestabilnych krajów. W Unii Europejskiej nie istniały skuteczne mechanizmy, aby temu przeciwdziałać. Pozostały jedynie na papierze.

Unia Europejska, zajęta wewnętrznymi kłopotami i rosnącymi fobiami, zapo-mniała o jednej ze swoich misji, czyli rozszerzaniu strefy pokoju, dobrobytu i demo-kracji na inne kraje. Niezależnie od oceny aktualnej sytuacji politycznej w Turcji i na Ukrainie, w strategicznym geopolitycznym interesie Wspólnoty jest obecność tych dwóch państw w jej strukturach. Tymczasem Bruksela wydaje się dziś niezdolna do kontynuacji procesu rozszerzenia Unii.

W tym samym czasie na kontynencie rosną nastroje antyeuropejskie. Niemcy mają dość Greków, Grecy dość Niemców. Na południu szaleje strach o przyszłość, rodzą się waśnie, odżywa niechęć pomiędzy narodami. Brak legitymizacji społecznej instytucji unijnych, skomplikowany system ich wyłaniania, ograniczona rola Parla-mentu Europejskiego, czyli faktyczny deficyt demokracji, to kolejny błąd w systemie, który nasila to zjawisko. Jeśli ten stan będzie się utrzymywał, Europa przyjaźni, tole-rancji i pokoju, jaką znamy może być zagrożona.

Dziś Europa ma do rozwiązania prawdziwy węzeł gordyjski. Jakie scenariusze przyszłości możemy przewidywać? Czy możliwy jest inny model integracji niż ten, do którego przywykliśmy? Czy Jean Monnet nie pomylił się, przewidując, że procesy politycznej integracji będą wymuszane przez potrzeby wynikające z postępującej integracji ekonomicznej? Czy ten model integracji nie rozsadza właśnie Unii Europejskiej?

Istnieje kilka scenariuszy dotyczących politycznej przyszłości Unii Europejskiej. Pierwszy z nich zakłada, że Unia Europejska (a przynajmniej część państw na to go-towych) tworzy w krótkim czasie państwo federacyjne przekazując pełnię kompeten-cji w sprawach ekonomii do demokratycznie wybieranego rządu w Brukseli.

Scenariusz ten od dłuższego czasu promowany jest przez europejskich federa-listów, w okresie kryzysu zyskuje nowych zwolenników. Radosław Sikorski, Minister Spraw Zagranicznych RP, wcześniej znany raczej z konserwatywnych poglądów, pod-czas swojego słynnego już wystąpienia „Polska a przyszłość Unii Europejskiej” w Ber-linie zdecydowanie opowiedział się za ideą federacji. Potrzebę zmian instytucjonal-nych w UE dostrzegają nie tylko ekonomiści, ale również geostratedzy zza Oceanu. Zbigniew Brzeziński w swojej najnowszej książce pisze, że Unia Europejska mogłaby rywalizować o rolę drugiego światowego supermocarstwa, ale to wymagałoby stwo-rzenia energicznej unii politycznej, ze wspólną polityką zagraniczną i dzieleniem się potencjałem obronnym. Były doradca prezydenta Jimmy’ego Cartera podkreśla, że dzisiejsza Unia nie jest graczem na scenie międzynarodowej. Nazywanie tej struktury w kontekście geopolitycznym Unią jest nieporozumieniem językowym. Brzeziński kry-tykuje też budowanie Wspólnoty Europejskiej na wspólnej walucie, ale bez wspólnej polityki fiskalnej.

Nasuwają się tutaj kolejne pytania - czy federacja to idealne rozwiązanie? Rząd eko-nomiczny byłby skuteczny tylko pod warunkiem, że w federacyjnej Europie zwycię-żyłby gospodarczy głos rozsądku, który zakłada prowadzenie zrównoważonej polityki budżetowej. Ale niczego nie możemy być pewni.

Kluczowy głos w Unii może przecież uzyskać prezydent Francois Hollande, któ-ry chciałby pobudzać wzrost gospodarczy poprzez dalsze zadłużanie. Należy zakładać, że ten pogląd może zyskać poparcie innych państw, szczególnie południa Europy. Konsekwencje tej polityki dotyczyłyby wówczas Polski i Niemiec w dużo silniejszym stopniu, niż dziś.

Analizując realną sytuację polityczną i gospodarczą w Europie, należy zapytać, które państwa ze względu na swoją sytuację gospodarczą mogłyby dziś znaleźć się wewnątrz federacji? O solidarność Europy, apeluje Jarosław Makowski szef Instytutu Obywatelskiego, który radzi premierowi Polski Donaldowi Tuskowi, by nie tworzył wraz z Berlinem koła zamachowego Unii. Mogłoby to doprowadzić do głębszej inte-gracji tylko części Europy: „Dla dobra całej Unii. Unii, chcącej pokonać kryzys, nie jest potrzebny ani Merkollande, ani Merkotusk. Unia potrzebuje – jak powietrza – zwykłej solidarności”

Planów federacyjnych z pewnością nie ma Wielka Brytania. Londyn pozostaje tradycyjnie sceptyczny wobec idei integracji europejskiej. Marzy o idei „otwartych mórz” i korzyściach płynących z tego tytułu dla wyspiarzy, zaczyna być coraz rady-kalniejszy w stosunku do całego projektu unijnego. David Rennie publicysta „The Economist” w opracowaniu dla Center for European Reform zauważa, że rząd brytyj-ski oficjalnie wspiera ruchy na rzecz silniejszej integracji ekonomicznej krajów strefy euro, jako niezbędny warunek zachowania wspólnej waluty. Sam jednak nie zamierza do strefy przestępować ani partycypować w ratowaniu innych krajów, co jasno poka-zała grudniowa decyzja Davida Camerona o zablokowaniu nowego traktatu „antykry-zysowego”. Ponadto, w Londynie pojawia się coraz więcej obaw, o skutki, jakie mo-głaby przynieść dla Wielkiej Brytanii silnie zintegrowana strefa euro bez udziału Wiel-kiej Brytanii. Część polityków radzi po prostu czekać na rozwój sytuacji w strefie eu-ro. Inni przewidują, że wspólny rynek może w ogóle nie przetrwać i szukają nadziei w handlu z rozwijającymi się nowymi potęgami - Indiami czy Chinami. Wielka Brytania umywa dziś ręce od problemów Europy i chce działać sama. Federacja w dzisiejszych warunkach politycznych z pewnością oznaczałaby głęboki podział państw Unii, na silne centrum, które zdominowałoby Europę oraz peryferia w mniejszy lub większy sposób związane z Unią.

Federacja wydaje się również oddalać perspektywy wejścia do Unii Europej-skiej nowych państw takich, jaki Turcja czy Ukraina. Tymczasem, niezależnie od do-raźnych problemów, obecność Turcji i Ukrainy, głęboko zakorzenionych w świecie Zachodu, leży w strategicznym interesie „wolnego świata”. Turcja może być unikal-nym przykładem wskazującym, że zachodni model państwa działa w świecie muzuł-mańskim. Ukraina jest kluczem do długofalowego bezpieczeństwa i dobrych relacji na linii Rosja – Unia Europejska. Wskazuje na to również Zbigniew Brzeziński, który podkreśla, że mimo wątpliwości, istnieje wielka potrzeba geopolitycznego zbliżenia Turcji i Unii Europejskiej. Członkostwo Turcji może być zarówno tarczą dla Europy, jak i budującym przykładem dla Bliskiego Wschodu.

George Friedman wskazuje natomiast na strategiczne zagrożenia, które wyni-kają z odrzucenia przez Europę Turcji – kraju wyrastającego na regionalną potęgę, ale w bardzo niestabilnym otoczeniu. Turcja według Friedmana znajduje się w fazie wypracowywania nowej strategii geopolitycznej i balansuje między wiernym soju-szem z USA z czasów zimnej wojny, a nową strategią. Interesy Ankary i Waszyngto-nu na Bliskim Wschodzie zaczynają się różnić. Turcja chciałaby odgrywać wiodącą rolę w regionie, co wpycha ją w konflikt zarówno z Izraelem, najbliższym sojusznikiem USA, jak i pośrednio z samym Waszyngtonem. W którym kierunku będzie zmierzać asertywna Ankara, jeśli Europa, nie będzie budować z nią mostów?

Zupełnie inaczej rysuje się drugi ze scenariuszy dla UE, a mianowicie utrzyma-nie status quo, gdzie Unia Europejska nie decyduje się na radykalne zmiany i pomimo problemów system trwa dalej. Scenariusz ten zakłada stagnację i trwanie obecnego sytemu. Wydaje się, że, w obliczu wszystkich opisanych błędów w systemie zarzą-dzania Unią Europejską utrzymanie obecnej sytuacji, jest niezwykle ryzykowne dla całego projektu europejskiego, jego pomyślności ekonomicznej oraz pozycji między-narodowej. Znając jednak specyfikę prowadzenia polityki europejskiej, jakość euro-pejskiego przywództwa i nastroje społeczne – należy go uznać za najbardziej praw-dopodobny.

Radykalne i zdecydowane działania nie leżą w naturze elity rządzącej Unią. Prawdopodobnie czeka nas długoletnie negocjowanie nowego traktatu, który nie zmieni strategicznej sytuacji Wspólnoty. Mark Leonard z ECFR nazywa taki scenariusz „Asymetryczną integracją”. Podkreśla, że negocjowanie kolejnych traktatów pozosta-wi przyszłość Unii w rękach rządów narodowych, marginalizując rolę Komisji Europej-skiej oraz Parlamentu Europejskiego. Przytacza wypowiedzi m.in. Joschki Fischera, który ostrzega, że z czasem z „Europy – zasad”, może powstać „Europa – przymu-szania” z dominującą rolą Niemiec. Pytanie jak długo inne rządy narodowe będą da-wały się zmuszać do pewnych działań, a Niemcy będą płacić na Unię? „Jeżeli ktoś uważa, że na zewnątrz może być trudniej, to jaki jest jedyny sensowny wniosek? Umacniać własne podwórko, umacniać własną gospodarkę, robić więcej reform.”

Jeśli politykom europejskim zabraknie wyobraźni i odwagi, tym bardziej należy skupić się na działaniach ekonomicznych na poziomie narodowym: wprowadzać nie-zbędne reformy odpowiadające na wyzwania demograficzne, dbać o silne ogranicza-nie deficytu budżetowego i redukcję zadłużenia państw, elastyczność rynku pracy oraz realistyczne, sprzyjające wzrostowi gospodarczemu podatki. Z drugiej strony pojawiają się jednak głosy, które wskazują, że Unia Europejska może przetrwać bez rewolucyjnych zmian w systemie zarządzania. Philip Whyte z Centre for European Reform w „Governance reforms have left the euro's flawed structure intact” wskazuje na możliwy optymistyczny scenariusz rozwoju sytuacji. Przypomina, że prawdziwa unia walutowa w Stanach Zjednoczonych również nie powstała w jedną noc. Zatem zmiany powinny być wprowadzane ewolucyjnie.

Lecz to Niemcy, poprzez swoje zasady oszczędności, budują obecnie w Europie kultu-rę oszczędzania. Jeśli ona powstanie, łatwiej będzie zbudować prawdziwą unię walu-tową. Budowane dziś mechanizmy pośrednie mogą z czasem ewoluować w kierunku dojrzałych instytucji prawdziwej unii walutowej.

Pośredni scenariusz opisują Ulrike Guérot i Thomas Klau w publikacji „After Merkozy: How France and Germany Can Make Europe Work” wydanej przez European Council on Foregin Relations. Podkreślają oni, że czołowe partie w Niemczech promują reformę instytucjonalną Wspólnoty, która będzie wymagała zmian traktato-wych. W Berlinie zaczyna wykuwać się konsensus co do pomysłu bezpośredniego wyboru europejskiego prezydenta, prezydenta Komisji lub prezydenta Rady, w celu wzmocnienia europejskiej demokracji i zaangażowania wyborców. Budzi to w Niem-czech szereg kontrowersji m.in. dyskusję o potrzebie zmian w konstytucji w celu przekazania części suwerenności do Brukseli. Jednocześnie, politycy CDU i FPD oraz opozycji odrzucają debatę o ewentualnym referendum w tej sprawie, jako niepo-trzebną i niedojrzałą. Nieformalne rozmowy kanclerz Angeli Merkel i ministra spraw zagranicznych Guida Westerwelle z innymi liderami strefy euro, pokazują jednak, że celem rządu w Berlinie jest reforma unijna. Pytanie brzmi: czy ruchy niemieckiego rządu to próba ulepszania istniejącego systemu, czy raczej droga do federacji?

Eksperci ECFR przedstawiają sytuację we Francji trochę inaczej. Podkreślają, że Paryż nie zmierza ku federacji równie zdecydowanie jak Berlin. Wskazują na „Le Monde” oraz francuską organizację pracodawców Mouvement des Entreprises de France (MEDEF) jako dwa mocne głosy za silniejszą Unią, a nawet Stanami Zjedno-czonymi Europy. Twierdzą, że mimo faktu, iż prezydent Francis Hollande jest adwo-katem głębszej integracji i większego respektowania instytucji unijnych, niż jego gaullistowski poprzednik, chce on uniknąć powtórki z debaty o referendum w sprawie konstytucji Unii Europejskiej. Dlatego oferuje dyskusję tylko o reformach możliwych bez zmian traktatowych, takich jak wybór prezydenta Komisji Europejskiej w paneu-ropejskich wyborach. Podkreślają też, że zmiana tego nastawienia to wielkie wyzwa-nie dla wszystkich zwolenników głębszej integracji w Europie.

Paradoksalnie, wyjście Grecji ze strefy euro i jej powrót do drachmy może również zracjonalizować postawy innych państw i przyczynić się do przetrwania obecnego systemu zarządzania Unią Europejską. Profesor Jan Winiecki, członek Rady Polityki Pieniężnej, wskazuje, że konsekwencją tego kroku będzie bardzo silna dewa-luacja drachmy: spadek jej wartości o minimum 50% w stosunku do euro i innych walut. Dla społeczeństwa greckiego oznacza to drastyczne zmiany, ponieważ kraj ten jest eksporterem usług, natomiast importuje znaczną część wyrobów przemysłowych (poza żywnością). W rezultacie ostrego wzrostu cen, siła nabywcza ludności spadłaby nawet o jedną czwartą – prorokuje profesor Winiecki. Zawieszenie finansowej pomo-cy zagranicznej będzie oznaczało dalsze zwolnienia z pracy i cięcia pensji szczególnie w sektorze publicznym. Gospodarka prywatna (poza turystyką, która silnie zyska na dewaluacji) rozwijać się będzie wolniej, bo dramatycznie skurczą się możliwości kre-dytowe greckich banków. Winiecki uważa, że takie drastyczne obniżenie poziomu życia najpierw podniesie poziom wściekłości, ale później być może również poziom zrozumienia ekonomicznych realiów. Twierdzi też, że lekcja grecka będzie wielkim ostrzeżeniem dla tych wszystkich rządów europejskich, które chciałyby kopiować nie-odpowiedzialną politykę rządu w Atenach.