Dzisiaj zwiedziliśmy Kraków, słońce mocno przygrzewało, przewodnik nudził niemiłosiernie… Zaczęliśmy od Starego Rynku, pomnika Adasia, Sukiennic, Bramy Floriańskiej, Barbakanu. Zamiast słuchać tego wszystkiego wolałabym usiąść na Starym Rynku i chłonąć Kraków zmysłami. Słuchać, oglądać i czuć. Później poszliśmy w kierunku Wawelu. Wzgórze zamkowe wychyliło się zza drzew. Zachwyciły mnie te potężne mury, złocenia i ten klimat, jakbym na chwilę przeniosła się w czasie. Wawel obudził we mnie niesamowite emocje. Katedra, Zamek, dzwonnica, krużganki, insygnia władzy. Pomyślałam wtedy o tych wspaniałych władcach o Polakach i o mojej ulubienicy - Jadwidze. Ten majestat, iście królewski, bił już od progu. Wawel łączy wiele stylów, tak mówią uczeni, historycy sztuki . Ja jednak myślę, że po prostu ma on swój własny i niepowtarzalny klimat. Było to zdumiewające przeżycie - ten Wawel to niby nic takiego, a jednak mnie ujął. Sama nie wiem, czym. Chyba chodzi tu o jego historię i o to, co przeszedł przez te lata. Pewnie właśnie dzięki temu jest nam taki bliski. Później zwiedziliśmy Collegium Maius i Uniwersytet Jagielloński, następnie poszliśmy do dzielnicy żydowskiej. Tyle miejsc i wrażeń… Myślę jednak, że już mi się zawsze Kraków będzie kojarzył z Wawelem. Dla mnie to Wawel jest symbolem Krakowa, a nie jakiś tam smok…



Ok. 21:00 odpoczywamy, kładę się na swoim łóżku i kończę ostatnie strony książki Krystyny Siesickiej „Jezioro Osobliwości”. Chciałam jeszcze poczytać więc sięgnęłam po książkę, leżącą na parapecie – tom poezji Zbigniewa Herberta. Przerzucałam kartki i trafiłam na wiersz pt.: Wawel. Musiałam przeczytać go dwa razy, ponieważ nie mogłam uwierzyć w to, co czytam. Nagle ujrzałam Wawel w zupełnie innym świetle. Herbert opisał go bez uczuć, obcesowo, przyziemnie i bezpośrednio. Tak jakby wcale nie ujęła go ta budowla. Nie zgadzam się z tym poetą, może i miałam na oczach „patriotyczną kataraktę”, kiedy zwiedzałam to miejsce. Jednak Herbert widzi „ceglany zwykły zgiełk na tle austriackich koszar” , a dla mnie jest to naprawdę „królewskie jabłko renesansu”. Uważam, że nietaktownie jest porównywać Wawel do greckiego Akropolu, chociaż może Herbert zachwycił się Akropolem, tak jak ja Wawelem. Pewnie więc nasze życiowe doświadczenia mają wpływ na postrzeganie przez nas świata. Zbigniew Herbert zwiedził wiele miejsc. W wielu wierszach nawiązywał do Grecji i starożytności, także Włoch, Belgii, czy Anglii. Ja natomiast mam za sobą o wiele mniejszy bagaż doświadczeń. Może po zobaczeniu smukłej, delikatnej greckiej architektury. Przysadzisty i zaściankowy Wawel, może wydawać się śmieszny i prostacki. A może moje odczucia związanie z Wawelem, też są śmieszne i zaściankowe? W końcu Herbert to autorytet, człowiek legenda. Myślę jednak, że gdybym mu powiedziała to, co tu napisałam, to nie poczuł by się dotknięty, ponieważ to On walczył o możliwość wypowiedzenia własnego zdania, walczył o prawo do własnych przekonań, wolności słowa, myśli.

Uspokojona własnymi przemyśleniami, odkładam na półkę tomik wierszy Zbigniewa Herberta. Pewnie prawdą jest to, że Wawel nie jest piękny, strzelisty i kształtny, ale dla mnie „Wawelski Akropolis” jest niepowtarzalnym miejscem.