„Przyjdzie taki dzień, kiedy wszystkie narody na naszym kontynencie, nie tracąc swojej odrębności, ani chwalebnej indywidualności, złączą się w wyższą jedność i stworzą europejskie braterstwo. Przyjdzie taki dzień, kiedy nie będzie innych pól bitew niż rynki otwierające się na idee. Przyjdzie taki dzień, kiedy kule armatnie i bomby zamienią się na głosy.” Wiktor Hugo tymi słowami w 1849 roku, wyrażał swoją zdecydowaną aprobatę dla bliskiej współpracy i integracji państw w Europie. Nie on pierwszy zapisał się na kartach europejskiej historii jako euro entuzjasta. W dalekiej, bądź nie tak odległej jak chociażby Robert Schuman historii możemy znaleźć persony marzące o zjednoczonej i pełnej ładu Europie. Otton III, mienił się jako orędownik obrazu właśnie takiej Europy. Swoje wizje przedstawiał chociażby Bolesławowi Chrobremu w roku 1000 na zjeździe w Gnieźnie. Dlaczego więc wspomniana bliższa integracja rozpoczęła się dopiero po II wojnie światowej? Na pewno na przeszkodzie stał polityczny układ sił zarówno w Europie jak i na świecie. Mowa tu oczywiście o rywalizacji na linii NATO-Układ Warszawski. Dopiero utrata przez Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich swoich wpływów w Europie Środkowej i Wschodniej, upadek muru berlińskiego przyspieszył proces integracji europejskiej. Swoistą ozdobą i przypieczętowaniem nieuchronności współpracy wszystkich państw w Europie było podpisanie układu białowieskiego i rozwiązanie ZSRR. Papież Jan Paweł II mówił, że Europa powinna oddychać dwoma płucami w celu zapewnienia pokoju i wspólnego partnerstwa. Obecnie Unia Europejska jest czymś w rodzaju konfederacją krajów, lecz nie jest państwem federalnym. Unię Europejską można określić jako całkowicie nowy twór, który nie mieści się w żadnej tradycyjnej kategorii prawa. System polityczny UE jest unikatowym ewenementem z historycznego punktu widzenia i w ciągu ostatnich pięćdziesięciu lat podlegał ciągłemu rozwojowi.

Prócz zwolenników Unii Europejskiej, znajdą się i tacy którzy będą krytykować (podstawie lub nie) mechanizm jej działania. Podział na zwolenników i przeciwników UE w Polsce, wykrystalizował się tuż przed referendum pytającego Polaków czy opowiadają się za przystąpieniem do Unii. Podział na eurosceptyków i euroentuzjastów występuje w każdym z krajów wspólnoty. Ostatnio sztandarowym argumentem tych pierwszych jest oskarżanie UE o jej centralistyczne dążenia. Ponadto są oni przeciwni odbierania części kompetencji parlamentom narodowym na rzecz organów europejskich jak i biurokracji. Swój eurosceptycyzm przedstawili w czerwcu 2008 roku Irlandczycy, podczas referendum na temat przyszłości traktatu lizbońskiego. Następczyni odrzuconej unijnej konstytucji (przez Holandię i Francję) nie uzyskała poparcia Irlandczyków stosunkiem 53-47%. Co tak naprawdę zaważyło na irlandzkim NIE? Warto przypomnieć, że w sprawie zmiany konstytucji wymagane jest przeprowadzenie referendum w Irlandii, nie mogło więc być inaczej w świetle prawa. Lewicowi krytycy traktatu wskazywali na możliwość pogorszenia się opieki socjalnej i groźby ograniczenia praw pracowniczych. Natomiast przeciwnicy prawicowi wyrażali zaniepokojenie związane z utratą możliwości decydowania o takich kwestiach jak polityka fiskalna, czy też dopuszczalność aborcji. Szczególnie ostatni argument był dość jasnym sygnałem do nie popierania traktatu, z racji tego, że Irlandia uchodzi za jeden z najbardziej katolickich narodów w Europie. W kampanię na rzecz odrzucenia traktatu zaangażowali się także członkowie rządowej Fianna Fáil, m.in. Declan Ganley. Kolejnym argumentem przytaczanym przez przeciwników była ewentualna utrata irlandzkiego komisarza. Ponadto Irlandia obawiała się o możliwość zmiany i modyfikowania Traktatu bez konieczności przeprowadzania referendum. Z punktu widzenia Dublina, Traktat wzmocni i ugruntuje pozycję Francji i Niemiec w Unii. Dokument mówi także o militaryzacji Wspólnoty, co z perspektywy Irlandczyków nie spotkało się z zadowoleniem z racji tego, że Irlandia jest krajem neutralnym. Podczas szczytu Rady Europejskiej w czerwcu tego samego roku szeroko komentowano wyniki irlandzkiego referendum. Sami Irlandczycy, doszli do wniosku, że lepiej będzie, jeśli powstanie nowy dokument z wypracowanym kompromisem. W grudniu 2008 roku podczas szczytu w Brukseli podjęto decyzję o przeprowadzeniu kolejnego referendum w sprawie ratyfikacji traktatu. Jako wstępny termin przeprowadzenia referendum ustalono na październik 2009 roku. Ponownie tuż przed głosowaniem uaktywnili się oponenci, jak i zwolennicy przyjęcia dokumentu. Ówczesny premier Brian Ó Comhain prowadził kampanię na rzecz poparcia traktatu. Jedną z kart przetargowych premiera i jego rządu były specjalnie uzyskane gwarancje dla Irlandii. Podczas posiedzenia Rady Europejskiej w Brukseli, w dniach 18-19 czerwca 2009 odbyło się ogłoszenie dokumentów mających ułatwić przyjęcie traktatu lizbońskiego dla Zielonej Wyspy. Dotyczyły one gwarancji nienaruszalności irlandzkiej jurysdykcji prawa do życia, rodziny, praw pracowniczych, polityki społecznej, a także oświadczenie Irlandii na temat tradycyjnej neutralności wojskowej. Celem wnikliwego zapoznania Irlandczyków z dokumentem strona rządowa opublikowała bezpłatny przewodnik po traktacie kolportowany bezpłatnie. Prymas Irlandii Seán Brady stwierdził, iż „za fiaskiem poprzedniego referendum stoi wrogość Unii Europejskiej wobec Religii”. Równocześnie toczyła się także w Irlandii polityczna kampania nawołująca do zagłosowania przeciwko traktatowi. Ugrupowania sceptycznie nastawione w stosunku do dokumentu wciąż twierdziły, iż - nawet z gwarancjami - traktat lizboński jest de facto tym samym dokumentem, odrzuconym rok wcześniej. W opozycji do ratyfikacji traktatu w dalszym ciągu pozostawała nacjonalistyczno-lewicowa partia Sinn Féin. Organizacja People's Movement oraz Peace and Neutrality Alliance, zgodnie twierdziły, że gwarancje są próbą przekupienia społeczeństwa i uznały gwarancje za "zasłonę dymną". W dniu 2 października na Zielonej Wyspie odbyło się głosowanie na temat przyszłości traktatu. Z zapartym tchem obserwowała je cała Europa, śledząc same wyniki jak i wyniki wcześniej przeprowadzanych badań opinii publicznej. W drugim głosowaniu Irlandczycy większością 67,1% głosów przy frekwencji 59% opowiedzieli się za przyjęciem nowego aktu prawnego. Wszystkie kraje Unii Europejskiej rozpoczęły ratyfikację Traktatu Lizbońskiego w 2009 roku. Ostatnio panujący kryzys w Irlandii zahamował rozwój tamtejszej gospodarki. Głównym partnerem handlowym, dla Irlandii jest Wielka Brytania, która ostatnio rozważa opuszczenie struktur Unii Europejskiej. To stamtąd przyjeżdża najwięcej turystów. Brytyjczycy są też drugą największą mniejszością w Irlandii (po Polakach). Tam też tysiące Irlandczyków jedzie szukać pracy. Szef irlandzkiego rządu Éanna Ó Cionaoith, ocenia plany wystąpienia Zjednoczonego Królestwa ze Wspólnoty Europejskiej, jako katastrofalne dla Wyspy. Całe zamieszanie wzięło się za sprawą brytyjskiego premiera Davida Camerona. „Unia Europejska w obecnym kształcie jest takim rozczarowaniem, że wystąpienie Wielkiej Brytanii ze Wspólnoty trzeba traktować bardzo poważnie. Biurokracja, dokładanie do bankrutujących państw, nierówność – to wszystko trzeba zmienić w ciągu dwóch lat” grzmiał Cameron. Jednocześnie ogłosił, że jeśli wygra kolejne wybory, przeprowadzi referendum i spyta Brytyjczyków czy opowiadają się za wystąpieniem z UE. Aż 51% popiera pomysł premiera. Teraz należy poczekać do wyborów w roku 2015. Ciekawe czy tendencja poparcia dla premiera wzrośnie czy zmaleje? Do tego czasu w Wielkiej Brytanii, dorośnie kolejne pokolenie emigrantów. Najwięcej na Wyspach Brytyjskich wyznaje islam, ponieważ pochodzą przeważnie z państw, gdzie religia ta jest religią państwową. W rodzinach islamskich rodzi się zdecydowanie więcej dzieci, niż w brytyjskich. Jakie więc zdanie wypracuje ta część mieszkających i mających prawo wyborcze obywateli? Politycy, a szczególnie rządząca Partia Konserwatywna, na pewno nie omieszkaja nie dostrzec tych zmian demograficznych. Póki co Cameron jest chwalony w kraju za swoją twardą rękę w prowadzeniu polityki z Unią Europejską. Z najnowszych sondaży, przeprowadzonych 17 listopada 2012 roku wynika, że 56% Zjednoczonego Królestwa opowiada się za opuszczeniem Unii. Badanie zostało przeprowadzone dla poczytnego brytyjskiego dziennika The Guardian. Stanowisko popierające pozostanie w Unii wyraziło 30% respondentów. Według dr Katarzyny Pisarskiej, politologa z SGH „Poparcie dla członkostwa w UE od lat jest w Wielkiej Brytanii jednym z najniższych w Europie. Dzięki temu eurosceptycznemu argumentowi, Brytyjczycy byli w stanie wybierać a la carte pewne polityki Unii Europejskiej. Trzeba pamiętać, że Wielka Brytania nie jest w strefie Schengen i w strefie euro. Argument, że społeczeństwo brytyjskie nie jest gotowe do pełnej integracji, wykorzystywano w negocjacjach w Brukseli wielokrotnie.” Patrząc na wolną i bezunijną Norwegię, czy Szwajcarię na pewno niejednemu Brytyjczykowi kręci się łezka w oku. Patrząc na przykład Wysp Brytyjskich, możemy znaleźć kwestie różniące je z Brukselą. Nie tylko. Pomiędzy samymi państwami dochodzi do poróżnienia także. Chociażby sprawa opuszczenia struktur UE przez Wielką Brytanię. Boją się tego radykalnego kroku Irlandczycy. Zielona Wyspa, też toczyli potyczki z Unią. Czy zatem istnieje jeszcze szansa realnej unii wszystkich państw w Europie? Różny jest rozwój gospodarczy, PKB na mieszkańca w Niemczech, a inny w Bułgarii. Każdy kraj ma swoje wewnętrzne sprawy jak bieda, bezrobocie, grupy etniczne, mniejszości narodowe etc. Może dlatego niektórzy odrzucają i nie zgadzają się na kształt tej unii? (unii- celowo napisane z małej litery jako termin)