Dziesięcioletni Janko był chudy, z zapadłymi policzkami, wydętym brzuchem, wytrzeszczonymi oczami; miał jasne włosy i był opalony. Latem chodził w koszulinie przepasanej krajką i obdartym słomkowym kapeluszu. Jego życie nie było proste. Często bywał głodny; w zimie, kiedy matka nie miała opału, popłakiwał z przemarznięcia. Był także bity przez matkę z powodu swojego lenistwa i ciągłego mówienia o tym, że słyszał gdzieś granie. Siniaki na jego ciele były efektem nie tylko złości matki, ale też innych ludzi ze wsi, na przykład karbowego, który obił kiedyś Janka słuchającego wiatru grającego mu na drewnianych widłach. Tym, co najbardziej odróżniało Janka od innych dzieci ze wsi było jego zamiłowanie do muzyki. Wydawało się, że to ona rządziła jego życiem. Chłopiec słyszał muzykę wszędzie. Zauważał ją w dźwiękach, które wydawał las, w śpiewie ptaków, w wietrze. Wielokrotne razy dawane mu przez matkę, żeby wybić mu z głowy granie nie przyniosły skutku. Muzyka była jedną z jego naturalnych potrzeb. Nigdy nie był zachęcany do muzyki, nikt nigdy nie mówił mu o jej pięknie i wartości, a jednak chłopiec doceniał ją i był w stanie znosić wiele bólu, żeby jej słuchać. Wykradał się w nocy pod karczmę i dwór, żeby rozkoszować się...