Kuchnia rosyjska, w której znawcy dopatrują się wpływów francuskich, polskich, litewskich czy niemieckich, jest pod każdym względem oryginalna i bogata. Weźmy na przykład ostatnio znów popularne dania postne. Posty są długie i naprawdę rygorystyczne. Nie wolno jeść nie tylko mięsa, lecz również produktów "zwierzęcopochodnych" - mleka czy jajek. Od czego jednak inwencja prawosławnych mnichów i prawowiernych gospodyń? Te wszystkie kisiele, kasze z sosami na słodko i kwaśno, przetwory z grzybów i kwaszone warzywa, bakłażany oraz kabaczki podawane na dziesiątki sposobów... Można o nich napisać niejedną książkę kucharską i niejeden poemat. Zupy: pochliopka i solianka Rosyjskie zupy? Niektóre są podobne do naszych. Rossolnik to taka polska ogórkowa, a jednak smakuje inaczej. Powód jest prosty: tamtejsza kuchnia nie zna w ogóle włoszczyzny, bo i skąd by miała znać? Wprawdzie stojące do dziś mury Kremla zaprojektowali włoscy architekci, ale królowej Bony nie mieli. Pochlopka Na kołchoznym rynku, czyli bazarze, bez większych problemów można dostać i por, i seler, i marchewkę, ale z pietruszką są problemy. Nać, owszem - jest, ale korzeń to prawdziwy rarytas. I jeszcze jedno: wszystko kupuje się oddzielnie, kiedy więc tłumaczyłem sprzedającym kobietom, do czego potrzebne są mi te warzywa i jaką "polską" zupę z nich ugotuję, patrzyły z niedowierzaniem i pukały się w czoło. Przecież razem będzie to kosztowało 160 rubli, czyli ponad 5 dolarów! Nasz rosół czy pomidorowa stają się w warunkach rosyjskich daniami dla bogaczy. Z tego wcale jednak nie wynika, że rosyjskie zupy są gorsze. Przeciwnie! Klasyczna pochlopka, przypominająca naszą rodzimą kartoflankę, jest przepyszna. A było tak: kiedyś wybraliśmy się z Ryszardem Kapuścińskim kilkaset kilometrów za Moskwę, aby zobaczyć, jak żyje rosyjska głubinka, tj. głęboka prowincja. Zamieszkaliśmy w opuszczonej wsi, w starym drewnianym domu, z klasyczną pieczką, czyli piecem, na którym mroźną zimą tak dobrze jest się wylegiwać. Gospodyni, pamiętająca czasy tuż po rewolucji, ugościła nas pewnego dnia swoją pochliopką właśnie. Zupę gotowała przez cały dzień. Choć nie wiem, czy akurat słowo "gotowała" pasuje tu najlepiej. Tak naprawdę zupa dojrzewała niczym wino i dochodziła przez wiele godzin nawet nie w duchówce, tylko w kominie. "Konkurencją" dla pochliopki jest solianka. To słono-ostro-kwaśne połączenie szczi (zabielanego kapuśniaku) i rassolnika - czystej zupy ogórkowej. Oddzielnie przyrządza się tu wywar i "wkład", a łączy i gotuje razem dopiero parę minut przed podaniem. Dawniej potrawę nazywano seljanka (od "sielskij"...