Gwiazdy- nadludzki idealizm

Ostatnio rozmawiając z mamą wkroczyłam na temat imion. Zauważyłam, ze zawsze panuje „moda” na pewne imiona. Kiedy w moim otoczeniu pojawia się niemowlę lub nieco starsze dziecko prawie zawsze jest to Lena, Amelia albo Oliwia. Nie wiem czym została zdeterminowana owa popularność tych imion, lecz jestem prawie przekonana, ze miałabym tę wiedzę, gdybym oglądała telewizję- mam na myśli głównie seriale, które właśnie kreują „najlepsze imiona”. Pamiętam natomiast, jak około 4 lat temu panowała epidemia na Julki. Był to czas szalu nowego serialu „Julka”- imię głównej bohaterki.

Reklamowali go na okrągło, a ja- choć nie obejrzałam ani jednego odcinka, do dziś jestem maltretowana piosenka, która rozpoczynała kolejny człon tego metrowego tasiemca. Prosta melodia, prosty tekst, aby „wpadał w ucho”, w polaczeniu z moja bardzo dobrze rozwiniętą pamięcią słuchową utrwaliła tą przeklętą melodię w mojej głowie. Moja mama także pamięta sensację wywołaną telewizją. Kiedy chodziła jeszcze do szkoły, wiele kobiet oglądało brazylijski serial „Niewolnica Isaura”. Wywołało to taki sam efekt jak w przypadku emitowania „Julki”.

Rzecz jasna imię, które nosi bohaterka wielbiona przez dana osobę jest jej znane. To jednoznacznie potwierdza, jaką fikcja karmią się ludzie. Wiemy, że postać filmu tylko gra- sama nazwa aktor, dobitnie to podkreśla. Mimo tego i tak utożsamiamy aktora z osobą, którą gra. Żałosnym jest tez fakt, ze ludzie pokładają nieuzasadniona i absurdalna wiarę w podobieństwo swojego dziecka do ekranowej Julii czy Isaury- niewolnicy- o dobrym sercu, skromnej, świętej jak aniołek. Owa popularność na imiona determinowana przez telewizje dotyczy tylko postaci pozytywnych, będących tymi głównymi, potocznie mówiąc „naj”. Sama kwestia imion jest jedynie namiastka problemu jakim jest podatność ludzi na pranie mózgu i ogłupienie. Choć każdy z nas wie, że serialowy Tom będący ideałem mężczyzny jest w rzeczywistości Martinem , dwukrotnym rozwodnikiem niestroniącym od używek to i tak nie jest utożsamiany z tym drugim życiorysem, lecz w ludzkich głowach tworzy on spójność z postacią, w która wciela się w godzinach swojej pracy. Mając świadomość co biorą za prawdę ludzie, miewam przypływy współczucia dla aktorów grających homoseksualistów czy kobiet wcielających się w role prostytutki. Nikt bowiem nie chce być odbierany w ten sposób. Mężczyzna heteroseksualny z pewności źle czuje się ze świadomością, że dla ludzi jest on gejem. Oczywiście każdy wie, ze dany człowiek, np. jest gejem tylko w filmie, jednak posiadamy non stop nieodparte wrażenie wyrobione przez telewizję. Przez to, mimo naszej umiejętności odróżnienia świata fikcyjnego od rzeczywistego nasz umysł przegrywa z silna manipulacją, którą jest oglądanie zwyczajnego człowieka, zresztą tak naturalnego, że nie wierzymy w jego „udawanie”.

Kolejnym niepokojącym faktem jest przekonanie o tym, ze ludzie światowej sławy nie są zwykłymi ludźmi. Nigdy nie mogłam wyjść ze zdziwienia na widok artykułów w gazetach, które robiły sensację z rzeczy, które są tak zwyczajne. Kiedyś, jako trzynastolatka w młodzieżowej gazecie natknęłam się na artykuł z ogromnym zdjęciem Dody, (Doroty Rabczewskiej), która siedząc w znanym fast-foodzie dłubała w nosie. Czy jeżeli widzimy jakiegokolwiek człowieka, dajmy na to obcego nam człowieka, który dłubie w nosie, robimy z tego aferę? Czy ktokolwiek opublikowałby artykuł przykładowego Kowalskiego czy Nowaka, który dłubie w nosie? Reakcja ludzi byłoby „ no i co z tego? Kogo to obchodzi, że jakiś tam facet grzebie w nosie?” Natomiast jeśli chodzi o gwiazdę jest to już szok. Reakcja jest zupełnie odwrotna. „Cooooo”? „Ale wstyd”! „Niemożliwe”? Kim wiec jest Doda?

Czy z racji swojej popularności i zasobnej fortuny zostały odebrane jej pierwotne, pospolite zachowania ludzkie? Czy gwiazdy nie maja prawa do tego co normalne i pospolite? Musza wzbraniać się wielu zachowań, aby nie wzbudzić oburzenia i rozczarowania innych? Dlaczego wymagamy od nich stałego grania, sztucznego „idealizmu”? Z jakich powodów chcemy oszukiwać samych siebie, zabijać naszą świadomość na rzecz wiary w zakłamanie? Czy musimy na siłę mieć utwierdzenie, że są ludzie zdecydowanie „nad”, będącymi zupełnie innym, piętnowanym gatunkiem?