W przewidywalnej przyszłości, Europie nie zagraża klasyczna agresja militarna – są natomiast poważne przesłanki, aby liczyć się ze wzrostem zagrożeń i wyzwań o charakterze asymetrycznym. Częściowo są one wynikiem wewnętrznych procesów społecznych, częściowo zaś efektem aktywności podmiotów zewnętrznych. Wobec tego, warto śledzić charakter, skalę i kierunki ewolucji wspomnianych zagrożeń; coraz bardziej istotna staje się także aktualna i potencjalna zdolność UE (oraz tworzących ją państw) do przeciwdziałania tym zjawiskom, w tym do efektywnej obrony strategicznych interesów europejskich w asymetrycznych działaniach "out of area". Dzisiaj, ocena europejskich możliwości w tym zakresie prowadzi do wniosku, że głównym problemem Europy nie jest brak potencjału materialnego czy instytucjonalnego, lecz brak woli i determinacji, wykazywany przez europejskie elity. Realność scenariuszy wojen Przez wiele stuleci bezpieczeństwo było na Starym Kontynencie utożsamiane ze stanem „braku wojny”. Zagrożeniem dla bezpieczeństwa państw i narodów była przede wszystkim agresja militarna, najczęściej zresztą wychodząca ze strony innego podmiotu europejskiego, a znacznie rzadziej – pozaeuropejskiego. Przełom wieku XX i XXI przyniósł istotną zmianę tej sytuacji. Z jednej strony na lepsze – bo wreszcie, po dekadach krwawych rzezi dokonywanych w (szeroko pojmowanej) europejskiej „rodzinie”, nauczyliśmy się rywalizować między sobą głównie na płaszczyznach innych, niż militarna – i realizować swoje partykularne interesy przy pomocy bardziej subtelnych narzędzi, niż armaty, czołgi, bombowce i rakiety balistyczne. Rzecz jasna, ryzyko konfliktu force to force pomiędzy krajami wysokorozwiniętymi nie zanikło całkiem, wciąż pisane są nowe, ewentualne scenariusze takich wojen – ale stopień ich realności wciąż pozostaje stosunkowo niewielki. Ze strony „reszty świata”, odczuwającej względem europejskiej cywilizacji mniej czy bardziej uzasadnione resentymenty i poczucie dziejowej krzywdy, a także (nierzadko) motywowanej obiektywnymi konfliktami interesów (np. ekonomicznych) , też zasadniczo nie grozi nam atak o charakterze klasycznej, symetrycznej agresji militarnej. Na to nasi potencjalni adwersarze są po prostu zbyt słabi i zbyt biedni – albo zbyt rozsądni . Z drugiej strony – wspomniana zmiana globalnego paradygmatu bezpieczeństwa wcale nie napawa optymizmem. Skokowy spadek zagrożenia klasycznie pojmowaną wojną nie oznacza przecież, że Europa stała się obszarem bezpieczniejszym, niż była w przeszłości. Przeciwnie; po prostu w miejsce starych pojawiają się wciąż nowe wyzwania i...