W przewidywalnej przyszłości, Europie nie zagraża klasyczna agresja militarna – są natomiast poważne przesłanki, aby liczyć się ze wzrostem zagrożeń i wyzwań o charakterze asymetrycznym. Częściowo są one wynikiem wewnętrznych procesów społecznych, częściowo zaś efektem aktywności podmiotów zewnętrznych.

Wobec tego, warto śledzić charakter, skalę i kierunki ewolucji wspomnianych zagrożeń; coraz bardziej istotna staje się także aktualna i potencjalna zdolność UE (oraz tworzących ją państw) do przeciwdziałania tym zjawiskom, w tym do efektywnej obrony strategicznych interesów europejskich w asymetrycznych działaniach "out of area". Dzisiaj, ocena europejskich możliwości w tym zakresie prowadzi do wniosku, że głównym problemem Europy nie jest brak potencjału materialnego czy instytucjonalnego, lecz brak woli i determinacji, wykazywany przez europejskie elity.

Realność scenariuszy wojen

Przez wiele stuleci bezpieczeństwo było na Starym Kontynencie utożsamiane ze stanem „braku wojny”. Zagrożeniem dla bezpieczeństwa państw i narodów była przede wszystkim agresja militarna, najczęściej zresztą wychodząca ze strony innego podmiotu europejskiego, a znacznie rzadziej – pozaeuropejskiego. Przełom wieku XX i XXI przyniósł istotną zmianę tej sytuacji.

Z jednej strony na lepsze – bo wreszcie, po dekadach krwawych rzezi dokonywanych w (szeroko pojmowanej) europejskiej „rodzinie”, nauczyliśmy się rywalizować między sobą głównie na płaszczyznach innych, niż militarna – i realizować swoje partykularne interesy przy pomocy bardziej subtelnych narzędzi, niż armaty, czołgi, bombowce i rakiety balistyczne. Rzecz jasna, ryzyko konfliktu force to force pomiędzy krajami wysokorozwiniętymi nie zanikło całkiem, wciąż pisane są nowe, ewentualne scenariusze takich wojen – ale stopień ich realności wciąż pozostaje stosunkowo niewielki. Ze strony „reszty świata”, odczuwającej względem europejskiej cywilizacji mniej czy bardziej uzasadnione resentymenty i poczucie dziejowej krzywdy, a także (nierzadko) motywowanej obiektywnymi konfliktami interesów (np. ekonomicznych) , też zasadniczo nie grozi nam atak o charakterze klasycznej, symetrycznej agresji militarnej. Na to nasi potencjalni adwersarze są po prostu zbyt słabi i zbyt biedni – albo zbyt rozsądni .

Z drugiej strony – wspomniana zmiana globalnego paradygmatu bezpieczeństwa wcale nie napawa optymizmem. Skokowy spadek zagrożenia klasycznie pojmowaną wojną nie oznacza przecież, że Europa stała się obszarem bezpieczniejszym, niż była w przeszłości. Przeciwnie; po prostu w miejsce starych pojawiają się wciąż nowe wyzwania i zagrożenia. Większość z nich – zarówno tych określanych przez oficjalne dokumenty , jak i tych wyłaniających się z niezależnych analiz – wykazuje charakter silnie asymetryczny przynajmniej w jednym z trzech kluczowych obszarów: podmiotowym, celowościowym i taktycznym . Inaczej mówiąc, są to wyzwania i zagrożenia:

1) płynące ze strony odmiennych niż państwa podmiotów (np. legalnych lub nielegalnych organizacji politycznych czy ekonomicznych), lub

2) wynikające z realizacji przez inne podmioty (państwowe lub pozapaństwowe) celów jakościowo odmiennych, niż strategiczne cele państw europejskich (np. stabilizacja i pokój vs. utrzymanie chaosu i/lub podsycanie konfliktu), lub też

3) związane z realizacją interesów innych podmiotów poprzez konfrontację z zastosowaniem taktyk i narzędzi odmiennych jakościowo, niż możliwe do zastosowania przez państwa europejskie (np. terroryzmu).

Warto zauważyć, że w większości aktualnych lub potencjalnych sytuacji konfliktowych, w które zaangażowana być może czy to Unia Europejska jako całość, czy to jej poszczególne kraje członkowskie – mamy do czynienia z przenikaniem się lub nakładaniem dwóch lub trzech wymienionych wyżej aspektów asymetryczności.

Zagrożenia asymetryczne

Bazę dla owych konfliktów tworzą z kolei wyzwania i zagrożenia, niezwiązane (przynajmniej – nie bezpośrednio) z celową i planową działalnością ludzką w sferze bezpieczeństwa, ale inspirujące lub wymuszające sprzeczne z europejskimi interesami reakcje obronne różnych grup społecznych, państw czy organizacji, zlokalizowanych wewnątrz Europy lub w jej otoczeniu strategicznym. Przykładami mogą tu być choćby niekorzystne z punktu widzenia europejskich interesów procesy demograficzne, ekologiczne i inne , a także megatrend globalizacyjny i jego poszczególne aspekty , takie jak np. dyferencjacja kulturowo-cywilizacyjna, postęp technologiczny, erozja „westfalsko” pojmowanej suwerenności państwowej i efektywności tradycyjnych metod kontroli politycznej , zwiększona łatwość i skala transgranicznego przepływu ludzi, idei i towarów, wzrost roli mediów i opinii publicznej, etc.

Na tle wyżej wskazanych zjawisk i procesów rodzą się i rozwijają konkretne zagrożenia o charakterze asymetrycznym – takie jak np. terroryzm polityczny, przestępczość zorganizowana, a także coraz powszechniejsza cyberprzemoc, stosowana dla realizacji swoich interesów zarówno przez państwa i ich organy, jak i przez podmioty pozapaństwowe (legalne i nielegalne). Te rodzaje aktywności aktorów zewnętrznych i wewnętrznych uderzają w członków UE niejako „na ich terytorium” (przede wszystkim); nie można jednak zapominać, że różnego rodzaju istotne interesy (polityczne czy ekonomiczne) mamy też „poza terytorium”, i że są one wciąż zagrożone różnymi formami destabilizacji (wojnami, rebeliami, terroryzmem, upadkiem państw, rozwojem przestępczości zorganizowanej, etc.). W konsekwencji, dla realizacji wspólnej „unijnej” racji stanu, lub racji stanu poszczególnych krajów członkowskich, niezbędne okazują się operacje wojskowe, quasi-wojskowe lub wywiadowcze, podejmowane w różnych, nierzadko bardzo odległych geograficznie częściach świata: w Afryce, w rejonie Zatoki Perskiej lub Azji południowej i południowo-wschodniej, Ameryki Łacińskiej, a w przyszłości zapewne także w Arktyce i Antarktyce.

Jeśli chodzi o współczesny terroryzm – warto odnotować, że w Europie mamy dziś do czynienia z relatywnym zmniejszeniem częstotliwości ataków realizowanych przez podmioty będące emanacją radykalnych środowisk islamistycznych, przy jednoczesnym odradzaniu się zagrożeń terrorem motywowanym ideologicznie i etnoseparatystycznie. Trend taki przewidywano już wcześniej , a ostatecznym jego potwierdzeniem może być oficjalny raport Europolu, opublikowany w kwietniu 2009 roku i zawierający dane statystyczne za rok 2008 .

Czynniki wzrostu zagrożeń

Jak się wydaje, nietrudno o logiczne uzasadnienie i wyjaśnienie tej tendencji. Z jednej strony, sygnalizowane tu wcześniej procesy demograficzne, ekologiczne, cywilizacyjno-kulturowe czy ekonomiczne sprzyjają radykalizacji ruchów nacjonalistycznych , skrajnie lewicowych i skrajnie prawicowych. Szczególnie kryzys ekonomiczny, w którym pogrążyła się Europa w omawianym okresie, stanowi dla wielu środowisk naturalny bodziec do poszukiwania wroga w „obcym” (rasowo, etnicznie, społecznie, kulturowo) – zaś drastycznie słabnąca efektywność tradycyjnych, demokratycznych sposobów ekspresji i ochrony interesów wielkich grup społecznych rodzi pokusę posiłkowania się przemocą, w tym także jej najbardziej brutalnymi formami. Oto czynniki, współdecydujące o istotnym wzroście zagrożenia terrorystycznego ze strony np. ruchów lewackich we Francji i Grecji, skrajnie prawicowych na Węgrzech i w Niemczech, a także o potencjalnym renesansie terroryzmu etnoseparatystycznego m.in. na Korsyce, w Kraju Basków i w Ulsterze. W tych ostatnich przypadkach odnotować należałoby też czynnik tzw. „buntu młodych”: frustrację pokolenia, które „nie zdążyło być bohaterami”, nie potrafi odnaleźć się i samorealizować w trudnych ekonomicznie czasach postrewolucyjnej, względnej stabilizacji, a z obrzydzeniem patrzy na pragmatyzm dawnych liderów, wybierających dziś kompromis z niedawnym śmiertelnym wrogiem (i nierzadko – czerpiących z owego kompromisu znaczne korzyści polityczne lub materialne). To z tej frustracji często rodzi się nowa fala przemocy, niemożliwa do kontrolowania i powstrzymania przez „stare” elity narodów i grup etnicznych, walczących o zmianę swojego statusu .

Z drugiej strony, organizacje fundamentalistów muzułmańskich zostały w poważnym stopniu uwikłane w konflikty w Palestynie i Libanie oraz w Iraku i w Afganistanie, otrzymały tam ostatnio dość poważne ciosy zmniejszające ich potencjał ofensywny, zaś defensywa USA i państw europejskich okazała się zaskakująco szczelna. Zwłaszcza ten drugi element – trudność zorganizowania poważniejszego zamachu w kluczowych krajach obszaru transatlantyckiego , i trudność uzyskania poważniejszego wpływu na masowe zachowania polityczne obywateli tych krajów – wydaje się być decydującym na przykład dla obserwowanej zmiany strategii Al.-Kaidy i grup z nią sprzymierzonych, które coraz więcej uwagi poświęcają np. destabilizowaniu Pakistanu, Indii czy Indonezji, budowaniu przyczółków w azjatyckim interiorze postsowieckim oraz angażowaniu się w kluczową rozgrywkę w Maghrebie i na Bliskim Wschodzie, ewidentnie obliczoną na podkopanie pozycji tamtejszych rządów, skłonnych do (przynajmniej ograniczonej) współpracy z Zachodem.

Rzecz jasna, trudno ową zmianę traktować jako trwałą – zapewne ma ona charakter tymczasowy i wymuszony przez okoliczności, zaś możliwie mocne uderzenie w USA lub Europę wciąż pozostaje ambicją liderów środowisk muzułmańskich radykałów. Niestety, można się spodziewać, że pomimo naszych wysiłków kiedyś ten cios nastąpi i że będzie co najmniej równie spektakularny i dotkliwy, jak znane ataki z początku obecnej dekady.

Cele i środki uderzeń terrorystycznych

Prawdopodobne wydaje się zaistnienie jakościowo nowych form stosowania terroru przez islamistów – zarówno w zakresie celów, jak i środków. Agresorom chodzi wszak o „poszukiwanie nowych atrakcji”, zdolnych na powrót zogniskować słabnącą uwagę mediów, a w ślad za tym, także opinii publicznej w wymiarze globalnym . Przykładami takich strategii, służących skuteczniejszemu manipulowaniu zbiorowymi emocjami, mogą okazać się przede wszystkim: coraz bardziej zaskakujące metody ataku (np. wykorzystanie w charakterze super-bomby tankowców, chemikaliowców lub statków do transportu skroplonego gazu, uprzednio fizycznie opanowanych przez samobójców – lub doprowadzenie metodami zdalnymi do gigantycznej katastrofy komunikacyjnej poprzez przejęcie lub sparaliżowanie systemów nadzoru ruchu lotniczego nad wielkimi miastami Zachodu); coraz bardziej krwawe ataki (np. przy użyciu broni masowego rażenia), czy wreszcie coraz bardziej szokujący cel ataku (w tym zakresie – można zakładać, że szczególnie atrakcyjne medialnie okażą się cele, do których opinia publiczna ma stosunek mocno emocjonalny, a także relatywnie słabo, przynajmniej póki co, kojarzone są ze sferą „twardej” polityki, a raczej z relaksem, prywatnością, wypoczynkiem lub kulturą i rozrywką; w grę wchodzą przede wszystkim wielkie imprezy sportowe, a ponadto szkoły, teatry i kina oraz inne obiekty i imprezy kulturalne; zwłaszcza te, które „same z siebie” przyciągają ogromną uwagę wszelkich mediów, często w postaci najbardziej pożądanych przez terrorystów transmisji na żywo) .

Warto zdawać sobie sprawę, że jeśli terroryści nie będą w przyszłości w stanie – przy pomocy wskazanych innowacji operacyjno-taktycznych – uzyskać niezbędnego z ich punktu widzenia efektu szoku, w skali wystarczającej do wymuszenia pożądanych zachowań politycznych elit i opinii publicznej Zachodu, to sensownym (z ich punktu widzenia) wydaje się kolejna zmiana priorytetu. O ile maksymalizacja „pośredniego” efektu medialnego okaże się drogą donikąd, zapewne przydarzy się nam seria prób oddziaływania „bezpośredniego”, czyli uderzeń wprost na kluczową infrastrukturę (wojskowo-policyjną, polityczno-administracyjną, naukowo-badawczą, przemysłową, finansową, energetyczną, komunikacyjną, etc.), przy zastosowaniu różnorodnych metod „asymetrycznych”, ale już nie w celu wywołania paniki, lecz w celu dokonania realnych, możliwie trwałych i dotkliwych, zniszczeń (nawet na skalę, oznaczającą paraliż państwa, grupy państw, systemu międzynarodowego w wymiarze politycznym lub ekonomicznym, a w skrajnym przypadku – całej cywilizacji zachodniej) .

Odmienne będą zapewne cele – a co za tym idzie także taktyki i narzędzia – wspomnianego wcześniej, rdzennego terroryzmu etnoseparatystycznego oraz ideologicznego. Można się spodziewać, że zaangażowane w taką aktywność środowiska będą się starały jedynie zwrócić na swą krzywdę (realną czy wyobrażoną) uwagę opinii publicznej, a także, jak to bywało wcześniej, również pozyskać jej przychylność (chociażby częściową) dla swej idei . Póki terroryści będą mieli taką nadzieję, zapewne nie zdecydują się na eskalację przemocy i nieograniczoną maksymalizację strat ludzkich i materialnych atakowanej społeczności. Niestety, i tu nie można wykluczyć – w dalszej perspektywie – zmiany tej opcji, w wypadku ewidentnej nieskuteczności „ograniczonego terroru”.

Nowoczesne mafie

Europejskie struktury państwowe i quasi-państwowe wciąż są na tyle silne i sprawne, że w przewidywalnej przyszłości raczej nie zdoła nimi zachwiać asymetryczne oddziaływanie innego czynnika potencjalnie destabilizującego, czyli międzynarodowej przestępczości zorganizowanej. Casus Meksyku – kraju, z roli mocarstwa regionalnego błyskawicznie przekształcił się w państwo przegrywające walkę o wpływ na swych obywateli z kartelami narkotykowymi – wart jest jednak zapamiętania. My, póki co, możemy obserwować podobne sytuacje jedynie w niewielkich enklawach na obrzeżach Unii (w Kosowie czy w Mołdawii) , ale musimy pamiętać, że całkiem niedawno mafia realnie wpływała na politykę rządową w jednym z kluczowych państw UE: we Włoszech . To oznacza, że potencjał ofensywny nowoczesnych grup przestępczych nie powinien być lekceważony w analizie problematyki bezpieczeństwa międzynarodowego.

Współcześnie, organizacje tego typu budują swą potęgę na nielegalnym obrocie narkotykami (w coraz większym stopniu – syntetycznymi), bronią, ludźmi i ich organami, a także wszelkimi innymi dobrami i towarami, których dystrybucja jest w jakikolwiek sposób zakazywana czy limitowana przez poszczególne państwa bądź przez społeczność międzynarodową. Coraz istotniejszą rolę odgrywają nowoczesne i swoiście finezyjne rodzaje działalności, np. cyberprzestępczość i nielegalne operacje finansowe na skalę transnarodową – ale w razie potrzeby dzisiejsi mafiosi nie cofają się przed stosowaniem „tradycyjnej” i bardzo brutalnej przemocy, tak w stosunku do własnych podwładnych, jak i osób z zewnątrz, odmawiających im kooperacji, a wreszcie w stosunku do instytucji i przedstawicieli państwa. Co interesujące, coraz częściej wiele przejawów tej przemocy jest wykonywane przez „zewnętrznych podwykonawców”, np. gangi uliczne – a ten swoisty outsourcing jest tylko jednym z przejawów dosyć powszechnie obserwowanej tendencji organizacji nielegalnych do poszukiwania maksymalnie efektywnych i elastycznych form działania, spłaszczania dawnych struktur pionowych, usieciowienia, etc.

Na Starym Kontynencie mamy dziś do czynienia zarówno z mafiami „tradycyjnymi” – a więc całą paletą organizacji wywodzących się z Półwyspu Apenińskiego i jego bezpośredniego sąsiedztwa (gł. kalabryjska N’drangheta, neapolitańska Camorra, sycylijska Cosa Nostra), opartymi na wielusetletniej tradycji zastępowania lub wyręczania państwa w codziennym organizowaniu i regulowaniu życia społecznego w jego różnych, nie tylko ekonomicznych, aspektach – a z drugiej strony z organizacjami nowszymi i całkiem nowymi, jeśli chodzi o aktywność w tej części świata: mafiami rosyjskimi (np. sołncewską), ukraińskimi, kaukaskimi, a także coraz częściej chińskimi Triadami, mafią nigeryjską czy nawet japońską Yakuzą. To są uboczne skutki globalizacji – znoszenia granic i intensyfikacji wymiany międzynarodowej, technologii ułatwiających przemieszczanie na znaczne odległości ludzi i towarów oraz zdalne operowanie procesami ekonomicznymi, etc .

Zagrożenie przestępczością zorganizowaną

Wciąż istotnym pozostaje pytanie, czy aktywność zorganizowanych grup przestępczych, nawet tych największych, rzeczywiście należy traktować jako zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego i międzynarodowego, czy też „tylko” jako zagrożenie „porządku publicznego” i indywidualnych interesów bezpieczeństwa konkretnych osób, poddanych presji ze strony przestępców.

Jeśli weźmiemy pod uwagę choćby następujące czynniki ryzyka:

1) operowanie przez wymienione organizacje przestępcze gigantycznymi kwotami pieniędzmi, zapewne nierzadko przekraczającymi budżety wielu państw średniej wielkości, a co za tym idzie – praktycznie nieograniczone możliwości oddziaływań korupcyjnych oraz wyposażania się w dowolnie nowoczesne i kosztowne środki przymusu ;

2) związaną z powyższym, znaczną realność scenariusza, w którym mafia „wypiera” państwo z jego podstawowych funkcji i staje się dla większości mieszkańców danego obszaru nadrzędnym punktem odniesienia, władzą sensu stricto – rzecz jasna, niedemokratyczną, nieprzestrzegającą podstawowych praw człowieka i niepodlegającą jakiejkolwiek efektywnej kontroli i odpowiedzialności, acz (paradoks!) lokalnie zapewne postrzeganą jako prawomocna i być może nawet sprawiedliwa;

3) możliwą i obserwowaną w praktyce kooperację pomiędzy organizacjami nielegalnymi, działającymi z pobudek ekonomicznych (przestępczość zorganizowana) a organizacjami, motywowanymi politycznie i ideologicznie (w tym: terroryści) – polegającą np. na wzajemnym świadczeniu sobie usług, szczególnie w dziedzinie źródeł dochodów, legalizacji obrotów finansowych, przerzutu i ukrywania ludzi, dostaw sprzętu, broni oraz fałszywych dokumentów, a nawet stosowania przemocy „na zlecenie” ;

to odpowiedź na zadane pytanie musi być pozytywna. Tak – przestępczość zorganizowana stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa współczesnych państw europejskich, a także dla stabilności systemu bezpieczeństwa międzynarodowego w Europie.

Co ważne, powyższe punkty 1) i 2) można odnieść nie tylko do ekonomicznych organizacji nielegalnych, ale również do legalnych. Oznaczałoby to, że w całkiem przewidywalnych scenariuszach wyzwaniem bądź zagrożeniem dla bezpieczeństwa państw europejskich mogą być aspiracje do „suwerenności”, przejawiane przez wielkie, transnarodowe korporacje. Wszak mają i odpowiednie pieniądze (a co za tym idzie – możliwości realizowania swoich partykularnych interesów kosztem państw), i wyraźną skłonność do zastępowania państwa w wielu jego tradycyjnych rolach i cechach (np. oczekują pierwszeństwa w hierarchii lojalności, operują emocjonalnie traktowanymi symbolami, oferują opiekę socjalną i edukację, zarówno dla pracowników, jak i ich rodzin, a nawet są gotowe – w skrajnych przypadkach – zagospodarowywać i kontrolować ich czas wolny). Konflikty – o charakterze jak najbardziej asymetrycznym – pomiędzy wielkimi podmiotami gospodarczymi lub pomiędzy nimi a współczesnymi państwami, de facto są już rzeczywistością, acz toczą się z reguły szalenie dyskretnie; żadna ze stron nie jest zainteresowana ich ujawnianiem .

Kolejnym zagrożeniem, z różnych względów mniej powszechnie dostrzeganym i omawianym, jest stosowanie metod asymetrycznych w konfliktach międzypaństwowych. Jak wspomniano, klasyczna i symetryczna wojna pomiędzy krajami wysokorozwiniętymi przestała być ergonomiczną (możliwe zyski najczęściej nie rekompensują poniesionych strat) – stąd tendencja do stosowania przemocy mniej efektownej, bardziej dyskretnej, acz wcale niekoniecznie mniej dolegliwej. To między innymi sfera szantażu energetycznego , ale przede wszystkim pole działania współczesnych służb specjalnych – obszar prowokacji politycznych, manipulacji decydentami i opinią publiczną innych podmiotów, cyberagresji , wreszcie przemocy bezpośredniej, wymierzonej w konkretne osoby czy obiekty lub w zbiorowe emocje, realizowanej za pośrednictwem dyskretnie sponsorowanych i zadaniowanych grup przestępczych bądź terrorystycznych .

W obliczu wskazanych, poważnych wyzwań i zagrożeń dla bezpieczeństwa europejskiego, kluczowym staje się dzisiaj optymalne określenie podmiotu lub podmiotów, zdolnych do efektywnego przeciwdziałania.

Trudno zaprzeczyć, że istotną rolę wciąż odgrywają i zapewne odgrywać będą poszczególne państwa – realizujące własne, indywidualne (by nie rzec wprost – egoistyczne) polityki bezpieczeństwa. Dzieje się tak i będzie działo w przewidywalnej przyszłości, pomimo zakrawających na wishful thinking projektów euroentuzjastów – ba, w ostatnim czasie można nawet zaobserwować realną tendencję do wzrostu owego egoizmu, czyli do faktycznej renacjonalizacji strategii poszczególnych członków UE.

Odpowiedź państw

Z drugiej jednak strony, charakter wyzwań i zagrożeń będzie nas nieustannie zmuszał do współpracy ponad- i międzypaństwowej. Zwalczanie terroryzmu muzułmańskich radykałów czy zakrojonej na szeroką skalę przestępczości o charakterze mafijnym nie uda się w granicach jednego państwa, bowiem przeciwnik działa ponad nimi i swobodnie je przenika. Unia Europejska wydaje się oferować naturalną płaszczyznę i strukturę takiej kooperacji, stąd sygnalizowana w tytule niniejszych rozważań gotowość traktowania UE jako zasadniczego aktora gry o bezpieczeństwo na Starym Kontynencie.

Wbrew pozorom, wcale nietrudno jest odpowiedzieć na pytanie, czego potrzebujemy dla skutecznego przeciwstawienia się zagrożeniom asymetrycznym. Na plan pierwszy wysuwają się służby specjalne, agencje wywiadu, kontrwywiadu i policji, zdolne do:

1) monitorowania grup nielegalnych (zarówno motywowanych politycznie, jak i ekonomicznie), w celu rozpoznania ich struktur, potencjału i zamiarów;

2) niedopuszczenia do realnych aktów przemocy ze strony tych grup, lub innego naruszenia poważnych interesów bezpieczeństwa (np. zdobycia realnego wpływu na decyzje organów władzy publicznej);

3) zapobieżenia, metodami operacyjnymi, „ubocznym”, ukrytym i nielegalnym działaniom podmiotów jawnych i legalnych: państw obcych, organizacji pozarządowych oraz przedsiębiorstw.

Co ważne, wymienione działania służb winny być realizowane zarówno w aspekcie wewnętrznym (na własnym terytorium), jak i zewnętrznym (na terytoriach krajów, w których rodzą się lub mają swoje zaplecze podmioty, zagrażające naszemu bezpieczeństwu). Powinny też mieć wsparcie ze strony wymiaru sprawiedliwości, zdolnego do szybkiego i skutecznego osądzenia i ukarania osób dokonujących zamachów na cudze bezpieczeństwo, przy jednoczesnym sparaliżowaniu działania wrogich struktur. Wreszcie, w odniesieniu do wspomnianych operacji „out of area”, niezbędnym wydaje się posiadanie odpowiedniego potencjału militarnego – czyli wojsk o charakterze ekspedycyjnym, zdolnych do:

1) prowadzenia operacji stabilizacyjnych na terenie „państw upadłych”, w celu zapobieżenia proliferacji z ich terytorium zagrożeń asymetrycznych, bądź

2) do wymuszenia (siłą lub wiarygodną groźbą jej użycia) na państwach wrogich takich zachowań, które nie naruszają naszych fundamentalnych interesów bezpieczeństwa.

Jak wygląda europejski potencjał w wymienionych zakresach? Czym dysponuje Unia Europejska, a czym poszczególne, tworzące ją państwa?

Kiepska współpraca na poziomie europejskim

Jeśli chodzi o służby wywiadu i kontrwywiadu oraz wyspecjalizowane agencje policyjne – na poziomie państw członkowskich jest „więcej niż dobrze”. Struktury brytyjskie, francuskie czy niemieckie cieszą się w swoich branżach zasłużonym uznaniem i – na tyle, na ile można wnioskować w świetle dostępnych w obiegu naukowym informacji – dobrze wypełniają stawiane przed nimi zadania. Mniej znane i działające z reguły na mniejszą skalę służby innych państw europejskich – także mają swoje sukcesy. Gorzej wygląda poziom europejski. Owszem, dopracowano się pewnych struktur integrujących i koordynujących wysiłki służb narodowych – od Europolu po SitCen czy unijnego Koordynatora ds. Walki z Terroryzmem – i nikt tu nie kwestionuje ich przydatności ani osiągnięć, ale nietrudno dostrzec, że są one mocno skrępowane brakiem woli (przede wszystkim ze strony decydentów w sferze bezpieczeństwa państw członkowskich) do pokonywania kolejnych barier integracji. Ewidentnie cierpią na – skądinąd zrozumiały – deficyt wzajemnego zaufania, tym poważniejszy, im bardziej wrażliwych politycznie kwestii dotyczy współpraca.

Nieco inny charakter problemów można dostrzec we współpracy sądowo-prokuratorskiej, też istotnej w zwalczaniu zagrożeń asymetrycznych. Tu akurat nie brak zaufania jest barierą, ale sztywność procedur i – zwłaszcza! – nieelastyczny sposób myślenia, nadmierny formalizm i skrępowanie odruchami poprawności politycznej, wykazywane przez elity prawnicze. Za przykład niech posłużą przypadki zwalniania z więzień osób, co do których istniało graniczące z pewnością podejrzenie o aktywną działalność terrorystyczną (i które wkrótce po zwolnieniu do takiej działalności realnie wracały), ewentualnie kuriozalnie poważne potraktowanie przez niemiecki wymiar sprawiedliwości skargi somalijskich piratów, na „nieodpowiadające unijnym standardom” warunki w kenijskim więzieniu, do którego zostali wysłani .

Wreszcie, jeśli chodzi o zdolności czysto wojskowe – wypada wskazać, że wśród krajów Unii są dziś tylko dwa, dysponujące nowoczesnymi siłami o charakterze „ekspedycyjnym”. Są to Francja i Wielka Brytania. Ponadto, szereg krajów posiada (bądź podejmuje godne szacunku wysiłki w tym kierunku) mniejsze komponenty militarne, mogące stanowić uzupełnienie i wsparcie dla operacji podejmowanych zbiorowo przez państwa europejskie. Razem, tak pod względem wydatków na cele wojskowe, jak i pod względem realnych zdolności bojowych (w tym, nadążania za technologicznymi wyzwaniami współczesnego pola walki ) Europa nie wygląda wcale tak źle, jak zwykło się potocznie przyjmować. Nawet instytucjonalna struktura – czyli możliwości operacji militarnych, istniejące w oparciu o procedury NATO i/lub WPZiB/EPBiO, nie wydaje się obecnie bagatelna, nawet i bez tych modyfikacji, które wprowadza Traktat Lizboński .

Brak serca do walki

Można zaryzykować tezę, że problemem Europy nie jest dzisiaj brak miecza, ani silnego ramienia, zdolnego tym mieczem władać. Problemem jest brak serca do walki, a przede wszystkim gotowości do poniesienia w tej walce krwawych ofiar, lub przynajmniej rezygnacji z pewnych wygodnych schematów myślowych. Znów – źle pojęta poprawność polityczna z jednej strony, a z drugiej nadmierny pacyfizm opinii publicznej, niezrozumienie przez nią istoty i skali współczesnych zagrożeń , plus oportunizm elity politycznej, niezdolnej do realnego przywództwa i zainteresowanej raczej bezpiecznym (krótkoterminowo!) i wygodnym dryfem za sondażowo określanym „zdaniem większości”: oto głębokie przyczyny europejskiej niezdolności do asertywnych zachowań na arenie międzynarodowej. Tymczasem współczesny świat – nie negując roli negocjacji, procedur prawnych, soft power, a także zakulisowych nacisków i manipulacji (w czym Europejczycy wciąż bywają całkiem skuteczni) – nie do końca zapomniał o sile jako narzędziu politycznym, przynajmniej w niektórych obszarach (w odniesieniu do przeciwników asymetrycznych także!) , i zdolność do jej efektywnego stosowania wciąż liczy się jako wyznacznik potęgi, a w konsekwencji – jako element zapewniania sobie bezpieczeństwa.

dr Witold Sokała

Adiunkt w Instytucie Nauk Politycznych Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach, wicedyrektor Centrum Monitoringu Polityki Integracyjnej CEMPI, współautor programu publicystycznego Radia Kielce „Świat na wskroś”. W przeszłości m.in. dziennikarz prasowy i telewizyjny, menedżer, urzędnik państwowy. Absolwent Wydziału Prawa i Administracji UJ oraz Wydziału Zarządzania AGH.

* * * * *

Tekst jest uproszczoną i skróconą wersją materiału, przygotowanego jako referat na międzynarodową konferencję naukową Akademii Marynarki Wojennej „Europa: bezpieczeństwo, integracja, polityka”, Gdynia – Karlskrona 2009 oraz do publikacji w „Zeszytach Naukowych AMW”.