Życie nie jest proste. Nie jest wcale tak, jak piszą w tych popularnych, kolorowych czasopismach, według których wystarczy przez odpowiedni czas się śmiać, mieć kogoś bliskiego czy zakochać się bez pamięci, aby być szczęśliwym, czy choćby usatysfakcjonowanym, tym, co się ma. Bo kiedy nie masz powodu do radości, bliscy cię opuścili, a w twoim związku nie ma niczego nadzwyczajnego, też możesz być zadowolona z istniejącego stanu rzeczy. Musisz się tylko tego nauczyć. *** Po zakurzonej szybie płyną kolejne strumienie wody. Oczyszczający deszcz moczy wszystko, na co spadną zbawcze krople w ten trwający już o wiele za długo upał. Niemal słyszę westchnienie ulgi tych przegrzanych liści, łodyg i kwiatów. Stoję przed oknem i rozmyślam. Spadające krople przywołują głęboko ukrywane wspomnienia. Mam wrażenie, że mnie atakują, wprost nie mogę się od nich odpędzić. Spoglądam przez okno na deszczową pogodę i widzę w mej głowie obrazy tak wyraźne, jakby działy się nie w mojej zakurzonej pamięci, ale teraz, dzisiaj, w tym miejscu i w tym czasie. Zamykam oczy i znów jestem małą dziewczynką, znów gonię wiewiórki z braćmi, gotuję z uśmiechniętą mamą, skaczę z zawsze radosnym tatą. Znów się niczym nie przejmuje, nic się dla mnie nie liczy oprócz tej chwili, oprócz tego szczęścia, oprócz moich najbliższych. Świat jest taki prosty, wesoły, nikogo nie muszę udawać. Po prostu jestem dziewczynką z długimi, ciemnymi warkoczami i pozdzieranymi kolanami. Wiele bym dała, by od tamtej chwili nic się nie zmieniło. Otwieram oczy. Deszcz nadal pada. Pioruny przeszywają niebo, gwałtownie je oświetlając. Grzmot co kilka minut przerywa nieistniejącą ciszę. Ptaki już całkiem umilkły. Widzę w oknie swoje odbicie. Po dawnych warkoczach pozostało tylko mgliste wspomnienie, uśmiech z wiekiem stał się dziwnym wykrzywieniem ust, życie skomplikowało się, i nie potrafię tego wszystkiego doprowadzić do właściwego stanu. Przyglądam się tej twarzy i zastanawiam, kto to jest. Kim jest ta ponura, bez wyrazu, ze smutkiem w oczach i grymasem na twarzy kobieta? Przecież to nie mogę być ja. Ja miałam kiedyś warkocze. Zaczyna padać grad. Ciężkie, choć małe bryłki lodu uderzają w mokre listki roślin, chodniki, ulice, samochody, dachy. Znowu zamykam oczy. I znowu pojawiają się wspomnienia. Niestety tym razem nie są już takie sielankowe. Kłótnie rodziców, ich rozwód, śmierć Kuby, kłótnia z Adamem, depresja i samobójstwo mamy, zawał babci i ta wieczna nieobecność ojca. Zostawił nas. Bez słowa spakował się do niebieskiej walizki i mijając mnie w korytarzu zatrzasnął drzwi, zabierając ze sobą całą moją...