Opis sklepu – miejsca handlu i interesu, towarów i zakamarków, w swoich utworach zawarli polscy prozaicy Bolesław Prus i Bruno Schulz. Urywek powieści „Lalka” pozytywistycznego twórcy, a dokładniej kilka stronic pamiętnika Ignacego Rzeckiego, zawiera, obok podobieństw, wiele różnic w stosunku do fragmentów opowiadania „Noc wielkiego sezonu” Brunona Schulza piszącego w dwudziestoleciu międzywojennym.

Obaj artyści tworzyli w odmiennych konwencjach literackich. W pamiętniku Rzeckiego uwidacznia się przede wszystkim prostota przekazu, więc znikoma liczba metafor, zwyczajne wyliczenia („po pieprz, kawę i liście bobkowe szło się na lewo”) i dosłowne opisy sytuacji („Franc odmierzył jakiejś kobiecie za dziesięć groszy rodzynków.”). Jest to zrozumiałe jeśli weźmiemy pod uwagę epokę realizmu, w jakiej dane było żyć Prusowi.

„Noc wielkiego sezonu” pęcznieje od wyszukanych porównań, aluzji biblijnych, nawet stylizacji biblijnej. Słownictwo wykracza ponad to konieczne do opisu sprzedaży materiałów, jest bogate w określenia z dziedziny biologii, filozofii i teologii („polip”, „kosmogonia”, „prorok”) Dynamika tekstu, osiągnięta dzięki dużemu nagromadzeniu czasowników, jest także znacznie większa, wciąga i upaja („I kiedy tłum szturmem zdobywał tę twierdzę i wkraczał hałaśliwą ciżbą do sklepu, ojciec mój jednym skokiem wspiął się na półki z suknem i, uwisły wysoko nad tłumem, dął z całej siły w wielki puzon z rogu i trąbił na alarm.”). Wydarzenia są tylko pretekstem do zaistnienia świata przeżyć i wizji bohaterów. Możemy to także częściowo wyjaśnić epoką literacką, w jakiej pisał Schulz. Dwudziestolecie międzywojenne syciło czytelników katastroficznymi, surrealistycznymi, negującymi realizm obrazami, które zauważamy też w jego opowiadaniu.

Bohaterowie obu tekstów to dojrzali mężczyźni, właściciele sklepów, a narrator, pierwszoosobowy, to człowiek wspominający czasy swojego dzieciństwa. Można właściwie zaryzykować stwierdzenie, że oba teksty mają formę pamiętnika. A przy tym, zarówno w opowiadanie, jak i we fragment powieści, wpleciony jest element dialogowy.

„Ojciec” (czyli ojciec opowiadającego) z „Nocy wielkiego sezonu” przedstawiony jest jako postać ponadludzka, mająca moc stwórczą. Narrator porównuje go do proroka, walczącego w obronie wielkiej sprawy, a zarazem potrafiącego zmieniać rzeczywistość, stwarzać nową Ziemię. Nadaje mu także takie cechy boskie jak wszechwiedza - ojciec umie zobaczyć, co się dzieje za ścianami domu. Widzi wyraźnie, ze szczegółami, choćby to była siła jego wyobraźni, radosną zabawę subiektów, którzy powinni pomagać mu w sprzedaży tkanin.

Ojciec nie przejmuje się zasadami, jakie panują w świecie, momentami jakby ignorował nawet prawo grawitacji, gdy bez trudu skacze wysoko po półkach z suknami. Jego działania, praktyczne czy nie, niezależnie od tego czy ściąga z półek tkaniny dla klientów, czy dmąc w „puzon z rogu” wzywa aniołów, wszystkie mają piętno nadprzyrodzoności. Niesamowitość tę wyolbrzymiają fantastyczne metafory („Ojciec nasłuchiwał. Jego ucho zdawało się w tej ciszy nocnej wydłużać i rozgałęziać przez okno: fantastyczny koralowiec, czerwony polip falujący w mętach nocy.”). Jest postacią bardzo dynamiczną, pełną życia, wciąż dokądś biegnie, wznosi ręce.

Za to Jan Mincel, bohater „Lalki” opisany jest z prostotą jako „starzec z rumianą twarzą i kosmykiem siwych włosów pod brodą”. Jego działania i wygląd są jak najbardziej uzasadnione i realistyczne, i w taki sposób opisane. Zajmuje się pilnowaniem, czy w sklepie wszystko odbywa się w porządku oraz prowadzeniem rachunków. Przez większość czasu jest nieruchomy, czasem drzemie lub na dłużej przymyka oczy. Język jakiego używa jest potoczny, więc przystający do materii codzienności.

Mimo to narrator nadaje mu znamię tajemniczości, umieszcza w nim pokłady niekorzystnej dla subiektów siły. Ujawnia się ona w używaniu „sarniej nogi” do zadawania im bólu za różne przewinienia. Narrator ze zdziwieniem stwierdza: „Patrząc na jego półuśmiechniętą twarz i przymrużone oczy, prawie nie mogłem uwierzyć, że ten jowialny staruszek posiada taki zamach w ręku.”

Sklep Mincla jest opisany systematycznie i obrazowo, tak jak pozostał w pamięci Rzeckiego. Wymienia on produkty na sprzedaż, podając miejsca ich bytności. Słowami „Nawet sklepienie było zajęte.” sugeruje ciasnotę, jaka panowała w pomieszczeniu. Nie kryje nudy, która musiała stać się udziałem pracowników, dla których jeden dzień nie różnił się niczym od drugiego. Jedynym elementem wykraczającym lekko poza ramę rzeczywistości, jaki mógł na przykład przywoływać na myśl dawne bitwy i wyprawy, był kozak, który ruszał się, gdy Jan Mincel pociągał za sznurek. Inne przedmioty, choćby to był „wypchany krokodylek”, nie robiły na opowiadającym większego wrażenia.

Zupełnie inaczej jest w przypadku sklepu opisanego w „Nocy wielkiego sezonu”. Wszystko, co mogło być tam małe i nieciekawe, zostało niewyobrażalnie powiększone i przekształcone nie do poznania. Sama warstwa akustyczna jest niezwykle przedstawiona. Słyszymy najpierw odległy, potem coraz bliższy szum nadciągającego tłumu. Przebija się przez to dźwięk puzonu. Ludzie wpadają do sklepu, czyniąc jeszcze większy hałas, który stopniowo klaruje się we wspólną pieśń. Jest ona przerwana przez łomot spadających bali wełny.

Przestrzeń nie jest statyczna jak u Prusa. Podlega ciągłym przemianom. („Dom otwierał się (…), izba za izbą (…) jak dom z kart”.) Jest to wyniesione aż do rozmiarów kosmogonii, do powstawania gór, dolin, całych kontynentów tkanin. Rzeczy martwe zostają ożywione, szafy wymiotują materiałami. Metafory także nie pozostają stałe. Sukna raz są wodospadami, raz barykadą. Wreszcie tłum kupujących: w jednym momencie nacierają oni jak armia, w drugim są starożytnym ludem czczącym Baala.

Konwencje literackie podanych tekstów Brunona Schulza i Bolesława Prusa, pisarzy nie tak bardzo oddalonych od siebie w czasie, okazują się być całkiem różne. Wprawdzie oba mają postać wspomnień, jednak w każdym przypadku użyty jest inny język, zastosowany odmienny styl. Bohaterowie literaccy i przestrzeń wykreowani są na dwa różne sposoby z zastosowaniem innych środków stylistycznych. Dwa sklepy, choć być może obiektywnie podobne, jawią się nam jako dwa obce sobie światy.