Dostałam za nie 6 w gimnazjum, więc chyba nie jest tak źle ^^ Drodzy koledzy i koleżanki! Chcę przemówić w obronie tych, którzy z pewnością chcieliby to zrobić, ale nie mogą. Mianowicie w obronie psów - naszych czworonożnych przyjaciół. Codziennie kilka psów zostaje porzucanych na ulicy, które po jakimś czasie zostają zabierane do schroniska, często tracą życie, a w bardzo rzadkich sytuacjach zostają przygarnięte. Życie każdego psa skazanego na schronisko to walka, ciężka i długa walka. Często tak bardzo trudna, że nieraz w psich oczach gaśnie nadzieja i przestają prosić o ratunek. Wtedy kładą się cicho w kącie, samotnie i czekają... Na co czekają nie wie nikt. Może jeszcze wierzą, że ktoś przyjdzie i powie "chodź ze mną piesku" i odmieni ich całe życie, a może czekają na moment, kiedy przestaną czuć, myśleć, słyszeć i oddychać na zawsze. Może czasem w psiej głowie kotłują się takie myśli, kto wie... Może pies, jak i człowiek nieraz stwierdza, że lepiej gdyby go nie było. Może wtedy nie byłoby mu tak ciężko i smutno? Możecie wyobrazić sobie taką sytuację, kiedy jest się tylko wyrośniętym, koślawym szczeniaczkiem, którego nikt nie chce i który jest uzależniony od początku do końca od ludzi. Mały, koślawy, owczarkowaty piesek o mądrym spojrzeniu leży z powyginanymi łapkami w błocie i zawzięcie piłuje zębami swój ogon. To jego rozpaczliwa odpowiedź na rozdzierający żal, jaki wyrządzili mu ludzie porzucając go. Rozgryziony do mięsa ogon nie boli go nawet tak, jak boli go samotność. Dopiero potem, kiedy przestaje gryźć, czuje potworny ból. Zaczyna od nowa. Wgryza się coraz głębiej, a kolejne kawałeczki jego ciała odpadają, rana robi się coraz większa i bardziej bolesna. Ta rana, to jego samotność, ten ból, to jego każdy dzień bez człowieka. Dopóki człowieka nie ma, to ból z dnia na dzień będzie większy i coraz bardziej nieznośny. I nie ma dla niego...