Mój Drogi Przyjacielu (bo tak mi się kazałeś tytułować)!

Dziękuję Ci za to, że jak zwykle, gdy ze mną rozmawiałeś, udało Ci się mnie kompletnie

zagłuszyć, ale dzięki temu doskonale wiem, że wszystko u Ciebie idzie nadzwyczaj dobrze. U mnie

nie jest tak lekko, chociaż wiem, że niewiele Cię to obchodzi i że gdyby nie nadzieja, że w tym

liście przeczytasz coś pochlebnego na swój temat, pewnie w ogóle byś się w tą treść nie

zagłębiał.

Mój Drogi Przyjacielu, jest to prawdopodobnie ostatni list, jaki do Ciebie piszę. Kiedy

niedawno siedzieliśmy w aucie, widziałeś, że płaczę. Byłeś pewien, że wiesz dlaczego. Płakałam,

bo nigdy mnie nie wysłuchałeś, bo zawsze miałeś ważniejsze sprawy, bo zrobiłeś z mojego serca

swoje małe ambulatorium i nawet nie zauważyłeś, że Ci sami ludzie, którzy dzisiaj świętują z

Tobą Twoje urodziny, jeszcze wczoraj pluli Ci pod nogi.

Powodem, dla którego piszę ten list, jest odpowiedzialność, jaką powinni brać za siebie

przyjaciele. Odchodzę, Mój Drogi Przyjacielu, gdyż za bardzo rozpieściłam Cię swoją miłością.

Najwyższy czas, żebyś dorósł. Dorosłych od dzieci odróżnia to, że kiedy upadną, wstają sami i

sami ocierają swoje łzy. Bo ja, tak najszczerzej na świecie, mam już dość babrania się w Twoich

łzach. Mój Drogi Przyjacielu.

Oddana Ci do bólu,

Przyjaciółka.