Minęła godzina ósma. Właśnie rozległ się ten okropny dźwięk, którego nienawidzą wszyscy uczniowie. Dźwięk kojarzący się z nauką, lekturami, pracami domowymi i wieloma jeszcze gorszymi rzeczami. Dźwięk szkolnego dzwonka. Uczniowie już od dawna znajdowali się w klasie. Część z nich opowiadała z przejęciem o minionym weekendzie. Kilka osób, wręcz pękając ze śmiechu, trudziło się nad tworzeniem karykatur grona pedagogicznego. Następna grupa okazywała właśnie wielkie zainteresowanie tym, co dzieje się za oknem. Jednak nikt nie spojrzał na nauczyciela, który niezauważony wkroczył do klasy i ze stoickim spokojem przyglądał się uczniom, chociaż twarz zaczynała mu czerwienieć ze złości. W końcu emocje wzięły górę i „pan od matematyki” nabrał powietrza do płuc i krzyknął swym donośnym głosem: - Cisza! Wszyscy uczniowie skierowali przerażony wzrok na nauczyciela i w przeciągu sekundy zajęli swoje miejsca oraz wypakowali z plecaków podręczniki. Parę minut później, gdy matematyk skończył wypominać klasie brak kultury i wychowania, a jego twarz wróciła do naturalnych kolorów, rozpoczął tłumaczenie tematu lekcji: -…i wtedy, gdy odejmiemy dwa, zostanie nam trzy razy iks, co po podzieleniu przez sześć da nam… Uczniowie, marszcząc w zamyśleniu brwi, przypatrywali się zapisanemu na tablicy, niezrozumiałemu ciągowi liczb. -…w ten oto sposób otrzymamy wynik naszego równania czyli pięć i jedna druga. Proste prawda? Jeśli ktoś nie rozumie, proszę mówić. Śmiało, ja wytłumaczę… Jeden z uczniów niepewnie podniósł rękę. -Tak? Słucham. -No bo… widzi pan… - zaczął, po czym głośno...