Rano nigdy nie czytam gazet i nie oglądam telewizji przy śniadaniu. Nie chcę zaczynać każdego dnia od złych wiadomości, a właśnie takich w mediach jest najwięcej. Mam dość przemocy, bezsensownego zabijania, pedofilii, polityków, korupcji, znęcania, wszechobecnego seksu i plotek o gwiazdach. Czasem zamiast szokujących wiadomości wolałabym usłyszeć, że gdzieś ktoś zrobił coś dobrego, jakiś dobry uczynek. Jeśli tak jak ja chcesz rozpocząć dzień od miłych informacji, przeczytaj te poniżej i podziel się swoimi. Każdy z nas na pewno ma na swoim koncie jakiś dobry uczynek.

Robię zakupy starszej pani



- Kiedyś, wracając do domu, spotkałem starszą panią dźwigającą torbę z zakupami. Pomogłem jej zanieść zakupy pod drzwi. Była rozważna. Podziękowała, ale kurczowo trzymała torebkę i nie otwierała drzwi. Potem kilkakrotnie pomogłem jej wnieść zakupy. Za piątym razem zaprosiła mnie do siebie na herbatę i ciasto drożdżowe. Nie chciałem się zgodzić, bo następnego dnia miałem dużo sprawdzianów i kompletnie nie miałam czasu. Nalegała. Opowiadała mi o swoim życiu, o tym, że była dzieckiem, gdy wybuchła wojna, o samotności i rodzinie, która odwiedza ją rzadko, bo mieszka daleko. W sumie nie żałowałem tego czasu, przynajmniej się komuś przydałem, a ciasto było pyszne. Namówiłem ją, że raz w tygodniu będę jej robić zakupy. Dostawałem listę kilku produktów i szłam do osiedlowego sklepu. Przynosiłem jej rachunek, a ona mi zwracała pieniądze. Oczywiście bez ciasta i herbaty lub domowej nalewki się nie obeszło. Po roku musiałem się przenieść do innej części miasta. Kupiłam starszej pani torbę na kółkach, żeby łatwiej jej było dźwigać zakupy.

Zaopiekowałem się chłopcem z sąsiedztwa



- Biegał razem z innymi łobuziakami i psocił. Widywałem go bardzo często. Mieszka w kamienicy obok. Pochodzi z biednej rodziny. Kilkakrotnie widziałem go bardzo smutnego. Kiedyś spotkałem go z zeszytem w ręku. Siedział na klatce. Zagadałem. Usiadłem po prostu obok niego i poczęstowałem gumą. Był zdziwiony i strugał twardziela, który nie jest niczym zainteresowany i nie ma ochoty nawiązywać przyjaźni. Potem się rozkręcił. Gadaliśmy o centrum, o Kołobrzegu. Pytałem go o kompletne głupoty: czy jest tu gdzieś krawiec i zegarmistrz, czy można w okolicy kupić nocą świeże pieczywo. Był świetnie zorientowany. Nawet wstał i pokazał mi drogę. W zamian za to kupiłem mu batona i colę. Na początku nie chciał wziąć, ale w końcu jakoś się przemógł. Następnego dnia wieczorem wyszłem na schody z gruszkami. Znów siedział tam z zeszytem. Zapytałam, czy mogę posiedzieć obok, bo nie chce mi się spać. Obierałam gruszki i opowiadałam mu o mojej szkole. Zapytałam go o zeszyt. Miał napisać wypracowanie, autocharakterystykę. Pozwolił, żebym sprawdził mu błędy. Przyznam, że to, co napisał, było tragiczne, byk na byku. Następnym razem zapukał do mnie do domu. Nalałem mu soku i zrobiłam kanapki. Oczywiście nie chciał, ale zaczęłem je jeść i jakoś się skusił. Miał inne wypracowanie do napisania, charakterystykę swojego przyjaciela. Napisaliśmy ją razem.

Tak się zaczęła nasza przyjaźń. Pomagałam mu w lekcjach i dużo rozmawialiśmy