UWAGA! Fragment tej książki został udostępniony przez wydawnictwo Rea http://www.rea-sj.pl specjalnie dla portalu Webook.pl Więcej informacji o książce znajdziesz pod adresem: http://www.webook.pl/b-29008,Pokuta.html Informacje o autorze: Olle Lönnaeus http://www.webook.pl/autor-Olle_L%C3%B6nnaeus.html [Video] Wywiad z autorem: http://www.webook.pl/film,29008,597,Pokuta_-_Olle_Lonnaeus_-_Trailer.html#etykieta_film Pokuta - Olle Lönnaeus „Podwójne zabójstwo w Tomelilla. Policja apeluje o pomoc” – przeczytał na pierwszej stronie gazety „Ystads Allehanda”. Sam otrzymał wiadomość wczoraj późnym wieczorem. W ciągu godziny odebrał dwa telefony. Najpierw jakaś kobieta, która przedstawiła się jako inspektor kryminalny z Ystad, obwieściła mu bez ogródek, że jego adopcyjni rodzice nie żyją i policja chce z nim porozmawiać. Całkiem nieformalnie. Potem zadzwonił adwokat i chciał pomówić o spadku. „Jest trochę pieniędzy” – mruknął ściszonym głosem. O konkretnych sumach mieli porozmawiać później. W pierwszej chwili Konrad zareagował zdziwieniem. Czy wszystko to, co minęło, co, jak mu się zdawało, zostawił daleko za sobą, miało go tak nagle dopaść? Od jego ostatniej rozmowy z Hermanem i Signe minęły blisko trzy dekady. I jeśli miałby być całkiem szczery, nieczęsto pojawiali się w jego myślach przez te wszystkie lata. Unikał rodzinnej miejscowości, odkąd z niej wyjechał. Nie wiedział właściwie dlaczego. Więzy zostały raz na zawsze zerwane, a myśl o powtórnym ich nawiązaniu zawsze napawała go niechęcią. Nawet gdy sięgnął dna, nie przyszło mu do głowy, by wrócić. Policjantka, która do niego zadzwoniła, ostrzegła: – Okoliczności zbrodni są bardzo nieprzyjemne. „Czy mogą być bardziej martwi, niż są?” – pomyślał. – Oboje zginęli od strzału w potylicę – oznajmiła. – Sądzimy, że był to napad rabunkowy. Konrad zaczął powoli przypominać sobie, że na początku tygodnia słyszał o morderstwie w Tomelilla w wiadomościach radiowych. Wówczas nie zareagował na tę nowinę. Gdy jednak dotarło do niego, że ofiarami zbrodni są Herman i Signe, zaczęła mu w głowie kiełkować myśl o tym, co nieuniknione. Przeczuwał, że będzie zmuszony wrócić do miasteczka, gdzie przyszedł na świat. Ulica, przy której stała budka z kiełbaskami, była prawie pusta. Słońce prażyło tak mocno, że powietrze aż drżało. Ktoś rozbił szybę w dawnym sklepie z przyborami do szycia, potem ktoś inny zakleił okno taśmą i kawałkami tektury. Sąsiedni lokal był pusty. To w nim miał swój sklepik ślepiec. Sprzedawał wyblakłe pocztówki, zakurzoną porcelanę i szklane kule. „Ta kula posiada magiczną moc” – mruczał, błądząc...