"Chłopi"

Rozdział 1

W pewien wrześniowy dzień proboszcz wybiera się na spacer po swojej parafii. Niedaleko pola jednego z najbogatszych mieszkańców wsi - Macieja Boryny, spotyka Agatę. Jest to staruszka, krewna mieszkających we wsi Kłębów. Całą wiosnę i lato spędza ona u rodziny. Pomaga im, w miarę możliwości, w pracy w gospodarstwie. Jednak z nadejściem zimy opuszcza swoich najbliższych i udaje się na żebry. W ten sposób zwalnia miejsce w domu i nie stanowi ciężaru dla rodziny. Agata jednak nie uskarża się na swój los. Broni Kłębów tłumacząc księdzu, że zima to trudny okres dla wszystkich i stali mieszkańcy domu sami ledwo ją przetrzymują. Staruszka wyjaśnia, że sama źle by się czuła sprawiając im dodatkowy kłopot. Proboszcz nie komentuje zachowania rodziny Agaty, ale daje staruszce złotówkę. Ta, wdzięczna za datek, całuje księdza po rękach i odchodzi.

Proboszcz cieszy się dużym szacunkiem wśród ludzi zamieszkujących wieś. Każdy, kogo spotyka całuje go w rękę. Również chłopi pracujący na polu Boryny przerywają na chwile pracę, by pokłonić się księdzu. Po jego odejściu wracają do swojej pracy i do rozmów, które między sobą toczyli. Oskarżają w nich Kłębów o brak sumienia. Krytykują sposób, w jaki traktują oni Agatę. Wykorzystują staruszkę, a gdy nadchodzi najtrudniejszy okres, wypędzają ją z domu. Miejscowym kobietom nie podoba się również postępowanie innej rodziny, a właściwie pewnej matki i jej córki. Stara Dominikowa uważana jest za czarownicę. Wieśniaczki twierdzą, że odbiera mleko krowom i rzuca inne uroki. Jej córka Jagna też nie cieszy się szacunkiem. Jest wyjątkowo ładną dziewczyną i bez problemu uwodzi wszystkich mężczyzn. Przy tym odrzuca starających się o jej względy kawalerów.

Wśród pracujących w polu kobiet jest tez młoda kobieta - Hanka. Jak się okazuje nie jest ona zwykłą pracownicą, ale synową właściciela pola. Sama pracuje, ale przede wszystkim dogląda parobków. Hanka, wraz ze swoim mężem Antkiem, dziećmi i małą jeszcze bratową - Józią, mieszka w domu teścia. Kobiety sugerują, że i mąż Hanki zainteresował się Jagną.

Spokojną pracę przerywa nagłe przybycie Józki. Dziewczyna woła Hankę mówiąc jej, że jedna z krów zdycha. Hanka natychmiast przerywa prace i biegnie do domu.

Po jej odejściu rozmowa pracujących w polu ludzi schodzi na temat Macieja Boryny.

Rozdział II

W gospodarstwie Boryny wszyscy próbują ratować krowę. Zgromadzone kobiety wierzą, że jeżeli wleją jej do pyska wosk z poświęconej świecy zmieszany z mlekiem, to zwierzę da się uratować. Niestety nie przynosi to oczekiwanego rezultatu. Hanka postanawia posłać po Ambrożego - miejscowego kościelnego, który zna się na leczeniu. Niestety okazuje się, że jego wiedza jest niewystarczająca i również bardziej przypomina gusła niż działania lekarza. Każe on rozpruć krowie brzuch, wyciąga wnętrzności i stwierdza, że zwierzęcia nie da się uratować.

W tym czasie wraca do domu stary Boryna i jego syn. Widząc co się dzieje gospodarz wpada w złość. Chora krowa była sporo warta, a przez nieuwagę parobków trzeba ją dobić, żeby się już nie męczyła. Maciej twierdzi, że choroba zwierzęcia spowodowana jest tym, iż kiedyś niepilnowane weszło na teren dworskiego lasu i pogonione przez gajowego zadyszało się i nabawiło choroby. Parobkowie dobijają krowę, a mieszkańcy wracają do domu.

Dom Macieja Boryny jest naprawdę okazały. Podzielony został na dwie części. Jedną z nich zajmuje Maciej i jego córka Józka, drugą Antek z żoną i dziećmi. W chałupie panuje porządek. Mimo dużej ilości różnego rodzaju sprzętu, wszystko ma tu swoje miejsce. Ściany domu są świeżo wybielone i przyozdobione świętymi obrazkami.

Po popołudniowym zajściu w gospodarstwie Boryny wciąż panuje napięta atmosfera. Parobkowie boją się gniewu starego Macieja, a Hanka z niepokojem patrzy na męża. Wie, że ten w złości jest w stanie ją mocno uderzyć.

Wieczorem Maciej udaje się z wizytą do wójta. Po drodze zastanawia się nad swoim życiem. Myśli o zmarłej żonie. Jest przekonany, że wiedziałaby jak się zachować przy chorobie krowy i, kto wie, może nawet udałoby się uratować zwierzę. Niestety Hanka nie jest do niej podobna. Martwi go również zachowanie syna. Maciej dostrzega to, że Antek patrzy tylko na swoją korzyść. Nie liczy się z nikim i niczym innym.

Podczas wizyty w domu wójta, Maciej rozmawia z gospodarzem o czekającym Borynę procesie. Okazuje się, że jedna z służących niegdyś u Macieja dziewczyn jest w ciąży i oskarża o nią swojego byłego pracodawcę. Teraz żąda od niego pieniędzy na wychowanie potomka.

Wójt nie wierzy w winę Macieja, ale sugeruje mu, że powinien się ponownie ożenić. To zapewniłoby mu spokój, a tak samotny i bogaty mężczyzna będzie często narażony na takie ataki. Ponad to łatwiej by mu się żyło, gdyby miał przy sobie pomocną kobietę.

Pozornie Boryna nie traktuje słów przyjaciela poważnie. Wykręca się żartem, ale tak naprawdę z przebiegu dalszej rozmowy do się wywnioskować, że Maciej myślał już o nowej żonie. Jako ewentualną kandydatkę Boryna wskazuje Jagnę. Nic w tym dziwnego. Dziewczyna jest młoda i śliczna. Maciej dostrzegł to już nie raz, a wracając późno do domu, zagląda przez okno do oświetlonej izby Dominikowej i jeszcze raz przekonuje się o nieprzeciętnej urodzie jej córki. Przez resztę drogi rozmyśla już tylko o Jagnie.

Rozdział III

Następnego dnia prace w gospodarstwie zaczęły się jak zwykle bardzo wcześnie. Pierwsi wstali dwaj parobkowie Kuba i Witek. Kuba od razu wziął się do pracy. Doglądał wszystkich zwierząt, sprzątał stajnię, karmił bydło i konie. Widać było, że mimo bolącej nogi, praca przy zwierzętach sprawia Kubie przyjemność.

Nieco inaczej zachowywał się Witek. Znalazł zamarzniętą jaskółkę, starał się ją rozgrzać i w ten sposób ożywić. Niestety przy tej czynności zastał go gospodarz. Maciej oskarżył Witka o lenistwo, ściągnął skórzany pas i wymierzył parobkowi kilka batów. Był zły i krzyczał, że to przez nieróbstwo Witka jego najlepsza krowa poszła pod nóż. Zapłakany i dotkliwie pobity chłopak uciekł w pole.

Maciej zezłościł się jeszcze bardziej podczas śniadania. Z równowagi wyprowadziła go rozmowa jaka odbył z synem. Stary Boryna zasugerował Antkowi, że po południu trzeba będzie pozatykać wszystkie dziury w chałupie i w ten sposób przygotować się na nadejście zimy. Niechętny do jakiejkolwiek współpracy z ojcem Antek stwierdził, że jego część domu jest ciepła i nie zamierza niczego uszczelniać. Już od dłuższego czasu nie układało się między ojcem a synem. Maciej widząc zachłanność Antka postanowił, że dokąd będzie mógł, sam będzie prowadził całe gospodarstwo i nie przepisze ziemi na syna. Stało się to przyczyną nieustannych kłótni między nimi.

Boryna denerwował się również rozprawą, jaka go czekała jeszcze tego samego dnia. Przed swoim wyjazdem rozdał dyspozycje służbie i Józce. Nie chciał, żeby po powrocie spotkała go znowu jakaś niemiła niespodzianka.

W drodze do pobliskiego miasta - Tymowa, gdzie miał się odbyć sąd, Maciej przejeżdżał obok pola Dominikowej. Jeszcze raz pomyślał o korzyściach jakie wyniknęłyby z jego ślubu z Jagną. Połączone ziemie stanowiłyby naprawdę imponujący majątek.

Kiedy Maciej dotarł do budynku, w którym miała odbyć się jego rozprawa, okazało się, że w środku jest już wielu ludzi. Tego dnia miało odbyć się kila rozpraw. Każdy z sądzących się tego dnia głośno wykrzykiwał swoje pretensje. Wśród rozkrzyczanego tłumu była również Ewka. Dziewczyna z dzieckiem na ręku głośno złorzeczyła na Borynę. Wrzawa ucichła dopiero wtedy, gdy na salę wszedł sędzia w towarzystwie dwóch ławników i sekretarza. Wszyscy umilkli i cierpliwie czekali na swoją kolej.

Sąd szybko rozpatrywał sprawy i wydawał wyroki. Tego dnia sądzono m.in. chłopa, który nie potrafił należycie prowadzić swojego gospodarstwa, czy też ludzi oskarżonych o kradzież drewna z dworskiego lasu. Rozpatrywana była również sprawa Dominikowej. Otóż oskarżała ona jednego z mieszkańców wsi Bartka Kozła o to, że ukradł jej świnię. Chłop próbował się tłumaczyć, twierdząc, że zwierzę samo do niego przyszło, jednak jego zeznania niczego nie wyjaśniły, aq jedynie sprowokowały kłótnię. Po tej sprawie nastał przerwa. Dopiero po niej przed sądem stanął Maciej Boryna. Ewka, z dzieckiem na ręku, zaklinała się, że ojcem trzymanego przez nią niemowlaka jest jej były pracodawca. Domagała się teraz, żeby bogaty gospodarz uznał dziecko i opłacił jego wychowanie. Kobieta nie miała jednak wystarczających dowodów. Rzekome podobieństwo niemowlęcia i Macieja Boryny nie wystarczyło, żeby przekonać sąd. Macieja Borynę uniewinniono, a Ewka została wyśmiana przez zgromadzonych na procesie ludzi. Niespodziewanie w obronie dziewczyny stanęła Dominikowi. Uciszyła ona kpiarzy stwierdzeniem, ze to grzech wyśmiewać się z biedoty.

Kiedy sąd się skończył, Maciej miał wspaniałą okazją porozmawiać z Dominikową. Postanowili razem wracać do Lipiec, ale wcześniej odwiedzili jeszcze gospodę. Wspólny posiłek pozwolił na przełamanie pierwszych lodów.

W drodze do wsi Boryna i Dominikowa rozmawiali na temat ewentualnego małżeństwa Macieja. Sprytna kobieta szybko pojęła, że kandydatką na ewentualną żonę jest jej Jagna. Mimo iż Maciej Boryna był znacznie starszy do jej córki, Dominikowa nie zaprotestowała. Wprost przeciwnie. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, jakie korzyści mogłyby wyniknąć z takiego związku. Nie chciała jednak, żeby to Boryna przejął jej majątek. To raczej ona chciała stać się niejako współwłaścicielką części jego ziem. Dlatego zasugerowała, że Maciej prędzej znajdzie żonę, jeżeli obieca przepisać na nią swój majątek. W rozmowie pojawił się również wątek niewdzięczności dzieci. I Maciej i Dominikowa skarżyli się na swoje potomstwo. Uważali, że młode pokolenie ich nie docenia i nie liczy się z wolą rodziców. Jest zachłanne i patrzy tylko na swoją korzyść.

Rozdział IV

Niedziela była zawsze wielkim świętem w pobożnych Lipcach. Wszyscy gospodarze i ich parobkowie udawali się do kościoła na niedzielna sumę. Na ten dzień każdy wyciągał najlepsze ubranie, a na ulicach robiło się kolorowo od barwnych chust gospodyń. Do Kościoła szedł każdy, bez względu na to z jakiej klasy społecznej pochodził. Jednak w samej kaplicy każdy miał swoje miejsce. Najbliżej ołtarza siadali najbogatsi, natomiast biedota stała przy drzwiach.

Którejś niedzieli porządek ten zakłócił parobek Borny - Kuba. Przed mszą ofiarował on proboszczowi upolowane przez siebie kuropatwy. Za ten prezent proboszcz wynagrodził ubogiego chłopa. Dał mu całą złotówkę. Dla Kuby był to wielki skarb. Poczuł się ważny i postanowił ten jeden raz zasiąść w kościele obok bogatych gospodarzy. Niektórych jego zachowanie oburzyło, jednak inni tylko się z niego naśmiewali. Sam Boryna był zły, że Kuba robi z siebie widowisko.

Proboszcz jak zwykle wygłosił płomienne kazanie. Mówił w nim o grzechach jakimi jest skąpstwo, lenistwo i przede wszystkim pijaństwo. Niestety wszystkie te przywary były powszechne w jego parafii. Chłopi zrozumieli słowa księdza. Na kolanach wyrazili swoją skruchę i obietnice poprawy. Niestety, tak jak w każdą niedziele, zaraz po zakończeniu mszy, spora ich cześć udała się do gospody.

Po mszy uwagę Antka przykuła Jagna. Dziewczyna była naprawdę wyjątkowo ładna, a wystrojona w świąteczne ubranie, prezentowała się jeszcze lepiej niż zazwyczaj.

Boryna wraz z rodziną wrócił do domu. Wszyscy jego mieszkańcy usiedli do wspólnego, świątecznego obiadu. Ponieważ należeli do bogatych gospodarzy, mogli pozwolić sobie na smakołyki jakimi była Kasza ze skwarkami, pieczone mięso i rosół. Niestety przy wspólnym stole nie było mowy o ciepłej, rodzinnej atmosferze. Maciej i Antek niemal od razu zaczęli się sprzeczać. Zaczęło się od gazet, a skończyło jak zwykle na sprawie przejęcia majątku. Antek miał już dosyć nieustannej pracy na ziemiach ojca. Chciał, żeby Maciej przepisał na niego cześć ziemi. Stary gospodarz za nic się na to nie zgadzał. Gdyby nie interwencja Hanki, kłótnia z pewnością zakończyłaby się bójką. Synowa Macieja obawiając się kolejnej awantury, zaraz po obiedzie zabrała męża i dzieci na spacer. Podczas niego próbowała porozmawiać z Antkiem. Wyznała, że i ją męczy taka sytuacja. I ona ma dosyć ciągłego uzależnienia od starego Boryny. Oskarżyła przy tym męża o zbytnią uległość wobec ojca i o brak poczucia odpowiedzialności za rodzinę. Jej słowa jeszcze gorzej rozsierdziły Antka, który pokłócił się z żoną i poszedł do wiejskiej karczmy, zostawiając płaczącą Hankę samej sobie.

W karczmie był również Kuba. Parobek część podarowanych przez proboszcza pieniędzy chciał przeznaczył na ofiarę, a za resztę chciał się napić. Siadł w kącie i szybko upił się arakiem. Wtedy podszedł do niego właściciel karczmy, stary Żyd. Zaproponował on Kubie współpracę. Początkowo namawiał go do kłusownictwa, a następnie poprosił o podkradanie owsa u Boryny. Stary Kuba może nie był zbyt rozgarnięty, ale za to był uczciwym człowiekiem. Oburzył się na propozycję Jankiela. Wtedy stary żyd kazał zapłacić Kubie za wypity alkohol. Okazało się, że parobek nie ma aż tyle pieniędzy, żeby móc pokryć swój dług.

Rozdział V

Wielkim wydarzeniem był coroczny jarmark. Mieszkańcy Lipiec przygotowywali się do niego bardzo starannie. Szykowali produkty na sprzedaż i sprawdzali czego będą potrzebować na zimę.

Nie inaczej było w gospodarstwie Boryny. I tu wszyscy przygotowywali się do jarmarku i do zimy, która miała wkrótce nadejść. Dużym zaskoczeniem dla gospodarza było oświadczenie Kuby. Nie wiedzieć czemu parobek nagle postanowił odejść. Boryna próbował tłumaczyć Kubie, że świat jest tak urządzony, aby każdy miał w nim swoje miejsce, a miejsce parobka jest właśnie w jego stajni. Słowa gospodarza nie docierały jednak do Kuby. Maciej, aby go zatrzymać musiał podnieść mu wynagrodzenie i dodatkowo obiecać dwie koszule oraz to, że nie sprzeda klaczy, którą Kuba wyjątkowo lubił. Dopiero po tych obietnicach uradowany Kuba wrócił do stajni.

Kolejnego dnia, w Tymowie, odbywał się jarmark. Maciej Boryna pojechał na niego później niż reszta domowników. Sam gospodarz nie handlował. To jego dzieci i synowa zajmowali się sprzedażą.

Na jarmark Macieja podwoził organista. Wraz ze swoją żoną i uczącym się na księdza synem - Jaśkiem starał się umilić drogę rozmową. Niestety wywody rodziny organisty tylko rozzłościły starego gospodarza. Wszystko zaczęło się od rozmowy na temat małej ilości ślubów i chrzcin we wsi. Organista skarżył się, że mało ostatnio zarabia. Tak się złożyło, że akurat w trakcie tej rozmowy wóz organisty minął Dominikową i jej córkę. Wtedy to żona organisty zaczęła czynić kąśliwe uwagi na temat Jagny. Dogadywała, że dziewucha powinna już dawno wybrać sobie kawalera, wyjść za mąż i rodzić dzieci. Słowa kobiety dziwnie uraziły Macieja, który szybko zrezygnował z ich towarzystwa i zsiadł z wozu pod byle pretekstem.

Na jarmarku Maciej pomału odzyskiwał humor. Chodził między kramami i oglądał rzeczy wystawione na sprzedaż. Dla swojej najmłodszej córki Józki wybrał chustę, którą obiecał jej kupić. Potem poszedł zobaczyć jak mają się jego interesy. Okazało się, że nie najlepiej. Józka i Hanka nie mogły dobrze sprzedać prosiaków. Liczyły na wyższą cenę za tak dorodne zwierzęta, ale niestety jej nie osiągnęły. Boryna chciał dać Józce na pocieszenie kupioną przed chwilą chustkę, ale nagle wśród kupujących dostrzegł Jagnę. Zamyślony odszedł od stoiska z prosiakami i poszedł do Antka.

W tym dniu Antek sprzedawał kury. I jemu nie szło najlepiej. Martwił się, że tym razem coroczny targ nie przyniesie rodzinie oczekiwanych zysków. Rozmawiając z Antkiem Boryna postanowił, że u miejskiego pisarza sporządzi pozew do sądu. Chciał oskarżyć robotników dworskich za przyczynienie się do śmierci jego najlepszej krowy. Liczył, że przynajmniej pieniądze z odszkodowania zasilą ich budżet na następny rok.

Gospodarz zrobił tak jak postanowił. Z pomocą pisarza sporządził odpowiednie pismo i złożył je w izbie sądowej. Wychodząc z budynku spotkał się z Jagną. Koniecznie chciał spędzić z nią chwilę czasu. Zaproponował nawet, żeby napiła się z nim jakiegoś słodkiego trunku i w ten sposób rozgrzała w jesienny dzien, ale dziewczyna nie przyjęła propozycji. Boryna nie dawał jednak za wygraną i postanowił pospacerować z Jagną między stoiskami. Dziewczyna z wypiekami na twarzy oglądała piękne, kolorowe stroje, ale niczego nie kupowała. Oczarowany jej urodą Maciej wyciągnął chustkę, którą kupił dla Józki i podarował ją Jagnie. Panna przyjęła podarek. Na koniec spotkana Maciej Boryna zasugerował Jagnie, że będzie się starał o jej rękę. Poprosił, żeby zbyt pochopnie nie wybierała kawalera.

Po tej rozmowie Jagna odeszła do matki, a Boryna spotkał się ze swoim zięciem. Kowal zaczął nagabywać Borynę o należny mu posag. Przypominał, że gospodarz ma jeszcze obowiązki względem starszej córki. Aby omówić tę sprawę, mężczyźni postanowili pójść do pobliskiej karczmy. Tam przy odpowiednim napitku doszli do porozumienia. Boryna obiecał kowalowi cielaka. Takie rozwiązanie zadowoliło obie strony.

Jarmark zbliżał się już ku końcowi. Wszyscy mieszkańcy lipiec i okolicznych wiosek pomału rozchodzili się w swoje strony. Również Maciej Boryna i jego rodzina wrócili do domu.

Rozdział VI

Po święcie, jakim był jarmark, życie w Lipcach wróciło do normy. Każdy gospodarz zajął się ostatnimi pracami w gospodarstwie. Żniwa co prawda już dawno były zakończone, ale należało jeszcze zwieść z pola kapustę i przygotować ją na zimę. Pogoda nie sprzyjała pracom w polu, jednak i na ziemiach Dominikowej i na gospodarce Boryny zajmowano się ostatnimi zbiorami.

Pewnego dnia, podczas takich prac, spotkały się ze sobą Jagna, Józka i Hanka. Rozmowa między nimi szybko zeszła na temat zaręczyn i ślubów. Przysłuchująca się temu wieśniaczka zasugerowała, że i u Borynów może niedługo być weselisko. Nie miała jednak na myśli ślubu Józki (dziewczyna była jeszcze zbyt młoda), ale podała możliwość ponownego ślubu Macieja Boryny. Józka i Hanka oburzyły się na taką propozycję. Stwierdziły, że one na to nie zezwolą. Jednak w głębi serca wiedziały, że kobieta ma rację. Zdawały sobie również sprawę z tego, że stary Boryna nie będzie czekał na ich zgodę.

Sprzeczka między kobietami najbardziej rozbawiła Jagnę, która z uśmiechem opowiedziała o zdarzeniu jakie miało miejsce na targu. Dotknęła tym od żywego Józkę. Dziewczyna wiedziała, że chustka, o której mówiła Jagna, była z pewnością przeznaczona dla niej.

W drodze do domu Jagnie przydarzył się mały wypadek. Nie mogła przejechać wozem po rozmokłej części drogi. Jej brat Szymek sam nie mógł przepchnąć wozu. Z pomocą przyszedł im Antek. Dzięki jego pomocy udało się jakoś pokonać błoto i wóz ruszył. Między Jagną i Antkiem dało się jednak wyczuć jakieś dziwne napięcie. To o czym od dawna plotkowały miejscowe kobiety było prawdą. Antkowi bardzo podobała się córka Dominikowej, a i on nie był jej obojętny.

Wieczorem Dominikowa i jej córka miały niespodziewanego gościa. Przyszedł do nich Ambroży. Początkowo ukrywał cel swojej wizyty, ale w końcu zdradził go. Okazało się, że występuje w imieniu Macieja Boryny, który ma zamiar poprosić o rękę Jagny. Stara Dominikowa zaraz zaczęła rozważać wszystkie za i przeciw. Z jednej strony martwiła się, że córka będzie musiała iść za starego i że jego dzieci jej nie zaakceptują, z drugiej cały czas miała na uwadze majątek Boryny. Kiedy Ambroży dał słowo, że Maciej zgodzi się przepisać ziemie na żonę, Dominikowi dała zezwolenie na swaty.

Sama Jagna nie miała w tej kwestii wiele do powiedzenia. Dziewczyna doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że się podoba niejednemu młodemu chłopakowi, sama czuła cos do Antka, ale w sprawie małżeństwa wolała zdać się na doświadczenie matki.

W chwilę po wizycie Ambrożego w domu Dominikowej pojawił się jeszcze jeden gość. Była to Józka z zaproszeniem na wspólne obieranie kapusty w ich chałupie. Zaproszenie zostało przyjęte, jednak po odejściu dziewczyny w izbie zapanowała grobowa cisza. Nikt nie śmiał komentować tego, co się przed chwilą stało.

Rozdział VII

Następnego dnia Dominikowa dostała wezwanie do porodu. W domu została sama Jagna. Dziewczyna nie mogła usiedzieć na miejscu. Cały czas myślała o wieczoru, jaki ma spędzić u Borynów. Niestety to nie ewentualny narzeczony wzbudzał w niej uczucia. Jagna nie mogła doczekać się spotkania z Antkiem. Cały czas wspominała przygodę z wozem i rozmyślała o młodym, silnym i przystojnym mężczyźnie. Zaczęła szukać odpowiedniego stroju na wieczór. Bardzo jej zależało na odpowiednim wyglądzie. Kiedy przeszukiwała kufry z ubraniami, niespodziewanie w izbie pojawił się Mateusz Gołąb. Był on kiedyś zalotnikiem Jagny, ale od jakiegoś czasu nikt go nie widział. Wszyscy we wsi byli przekonani, że to przez Jagnę. Myśleli, że dziewczyna odrzuciła jego oświadczyny i zrozpaczony chłopiec postanowił szukać szczęścia gdzieś indziej. Tymczasem Mateusz nie zachowywał się jak obrzucony kawaler. Przeprosił Jagnę, że tak długo jej nie odwiedzał, przyciągnął dziewczynę do siebie i zaczął namiętnie całować. Początkowo Jagna chciała odrzucić te pieszczoty, ale szybko uległa zalotnikowi.

W tym momencie do chaty weszła Dominikowa. Gdy zobaczyła córkę w objęciach Mateusza podniosła wielki krzyk. Wygoniła Mateusza, a Jagnę porządnie skarciła. Dziewczyna płacząc starała się usprawiedliwić. Zarzekała się, że to nie jej wina, że Mateusz wtargnął do izby i siłą zmusił ją do pocałunków. W końcu wdowa uspokoiła się i kazała córce przygotować się na wieczorne wyjście do Borynów.

U Borynów zebrało się wiele osób. Na wsi obieranie kapusty było niemal rytualnym zajęciem. Spotykali się przy nim prawie wszyscy mieszkańcy i w ramach sąsiedzkiej pomocy wspólnie pracowali. Takie spotkania były okazją do wymiany wszelkich plotek. Nie inaczej było i tym razem. Początkowo dyskutowano o powrocie Mateusza. Ktoś widział go jak szedł przez wieś. Okazało się, że do Lipiec przyszedł też Roch. Był to wędrowiec, który co jakiś czas gościł u Macieja i jego rodziny. Wśród mieszkańców wsi Roch cieszył się dużym uznaniem. Podróżnik widział już w swoim życiu niejedno, dużo czytał i potrafił mówić w kilku językach. Do tego posiadał niezwykły talent do opowiadania. Każdy chętnie radził się go, wiec przybycie Rocha było zawsze wielkim wydarzeniem.

Wśród ogólnego gwaru, tylko dwie osoby prawie wcale się nie odzywały. Był to Antek i Jagna. Młodzi cały czas spoglądali na siebie i wymieniali nikłe uśmiechy. Spostrzegła to największa plotkarka we wsi - Jagustyna. Może nawet starałaby się to skomentować, ale do izby wpadła dziewczynka z wiadomością , że młynarzowi skradziono konie. Informacja ta stała się pretekstem do dalszych rozmów wśród zgromadzonych.

Po jakimś czasie w izbie pojawił się gospodarz. Maciej Boryna już wcześniej trochę wypił i teraz mógł śmiało ze wszystkimi rozmawiać. Cały czas spoglądał na Jagnę. Chciał usiąść obok dziewczyny, ale przed oficjalnymi zaręczynami nie wypadało mu tak się spoufalać.

Tradycją było, że gospodarz u którego obierano kapustę, organizował poczęstunek. Maciej Boryna jak zwykle chciał się pokazać. Przygotował na te okoliczność same specjały. Po przerwie wszyscy ochoczo wrócili do pracy. Wśród zgromadzonych pojawił się też długo wyczekiwany gość. Był nim oczywiście wędrowiec Roch. Kiedy zasiadł on między resztą towarzystwa plotki ucichły i spotkania przebiegało już inaczej. Słuchano granych na skrzypkach melodii i opowieści wędrowca. Tym razem Roch opowiedział zgromadzonym historię, jak to Pan Jezus oswoił dzikiego psa i uczynił go swoim przyjacielem i najwierniejszym towarzyszem. Dał do zrozumienia, że należy szanować zwierzęta, które dla nas służą. Opowieść była piękna i wszyscy słuchali jej z zainteresowaniem. Kiedy opowiadanie wędrowca skończyło się, nikt z obecnych w izbie nie śmiał powiedzieć ani jednego słowa. Na ten krok odważyła się jedynie wiejska plotkarka. Tylko do niej nie dotarły słowa Rocha. Praca w domu Borynów już się kończyła, kiedy to Maciej spostrzegł, że z izby wyszła Jagna. Gospodarz prawdopodobnie chciał odprowadzić pannę do domu, ale ubiegł go w tym Antek. Zerwał się on i wybiegł za Jagną. Kiedy dogonił dziewczynę, mocno ją objął i razem poszli dalej.

Rozdział VIII

Maciej nie chciał już dłużej zwlekać z oświadczynami. Na swojego swata wyznaczył wójta. Chciał, żeby ten utrzymał wszystko w tajemnicy, ale wśród kochających plotki mieszkańców Lipiec nie było to możliwe. Wieść o ponownym ożenku Macieja Boryny szybko obiegła okolicę. Nie obyło się przy tym bez kąśliwych uwag ze strony zazdrosnych bab. W Jagnie widziały one wcielenie zła. Nie darzyły sympatią jej matki, a pannę nieustannie ganiły za złe prowadzenie się. Nie było to całkiem bezpodstawne. Jagna niejednemu mężczyźnie zawróciła w głowie. Wiele razy stawała się przyczyną kłótni miedzy małżonkami. Chłopki zastanawiały się dlaczego Maciej nie wybrał sobie innej żony. We wsi nie brakowało urodziwych i bogatych kandydatek.

Dodatkowym pretekstem do plotek stał się fakt, że Maciej jako majętny gospodarz z pewnością będzie musiał podzielić swoją ziemię między dzieci i nową żonę. Wszyscy wiedzieli, że takich spraw zwykle nie udaje się rozstrzygnąć bez pomocy sądu.

Przed zaręczynami Maciej stał się jeszcze bardziej drażliwy niż wcześniej. Jeszcze częściej kłócił się z synem i coraz gorzej traktował parobków. Zły humor ojca odbił się również na Józce. Jedynie Jagustynka pozostawała w łaskach Boryny. Wszystko dlatego, że sprytna intrygantka potrafiła mówić tylko to, co Maciej chciał usłyszeć. Zapewniała gospodarza, że jego oświadczyny z całą pewnością zostaną przyjęte.

W końcu nadszedł dzień oświadczyn. Wójt poszedł w imieniu Boryny do Dominikowej i tam przekonywał starą kobietę, że nie mogła wymarzyć sobie lepszego zięcia. Zachwalał gospodarność i roztropność Macieja, mówił o szacunku, jakim ten cieszy się wśród mieszkańców Lipiec. W końcu Dominikowi zgodziła się oddać Maciejowi rękę córki. Jagna nie skomentowała tego. Na znak zgody wypiła tylko wódkę ze swatem i bez słowa uciekła do sąsiedniej izby gdzie rozpłakała się.

W tym czasie Maciej Boryna niecierpliwie czekał na swatów w karczmie u Jankiela. Denerwował się bardzo, ale gdy zobaczył, że wójt prowadzi ze sobą Dominikowi i jej córkę, jego radość była ogromna. Na koszt przyszłego Pana Młodego zorganizowano w karczmie prawdziwe przyjęcie ze śledziami i arakiem.

Sam Maciej nie mógł się nacieszyć śliczną narzeczoną. Cały czas obdarowywał ją łakociami i obejmował. Obiecywał jej też różne rzeczy. Między innymi piękne korale po jego zmarłej żonie. Panna nie była jednak tak szczęśliwa. Opanowała już płacz, ale za zaloty i czułe gesty Macieja odpłacała się oziębłością.

Dominikowa postanowiła ,,kuć żelazo póki gorące" i jeszcze tego samego wieczoru zaczęła na stronie uzgadniać z Maciejem warunki ślubu. Zażądała, żeby Maciej zapisał dla przyszłej żony najlepszą część swoich ziem. Boryna wiedział, że akurat ten kawałek powinien odziedziczyć jego syn, ale ponieważ z Antkiem nie potrafił się dogadać, a radość z młodej żony była ogromna, postanowił spełnić żądanie Dominikowej. Dał słowo, ze zaraz po pierwszych zapowiedziach podpisze stosowne dokumenty.

Zabawa trwała. Ludzie zapomnieli o złych wróżbach, jakie pod adresem związku Macieja z Jagną wypowiadali i uradowani raczyli się arakiem. Wesołą zabawę popsuł jednak młynarz, który oznajmił biesiadnikom, że dziedzic sprzedał ziemię, na której rósł las będący współwłasnością chłopów z Lipiec. Dla chłopów oznaczało to tylko jedno - walkę z dworem.

Rozdział IX

Nastał listopad. Jak co roku w Lipcach uroczyście obchodzono Dzień Zmarłych. Był to dzień pełen smutku. Wspominano tych, których nie było już wśród żywych. Józka płakała wspominając swoją matkę. Niestety Antek nie potrafił jej pocieszyć. Sam zresztą też nie był w najlepszym nastroju. Znał już najnowsze postanowienia ojca. Wiedział, że najlepsza ziemia dostanie się Jagnie, przyszłej żonie Macieja. Niestety wiedział też, że nic nie może wpłynąć na zmianę decyzji ojca.

Sam Boryna ostatnimi czasy rzadko przebywał w domu. Wiedział, że jego postanowienie zostało źle odebrane przez domowników. Nie miał ochoty kłócić się z nimi i psuć sobie humoru. Dlatego też większość czasu spędzał w domu przyszłej żony.

Święto Zmarłych jak zwykle rozpoczynała uroczysta msza. Zgromadzili się na niej wszyscy mieszkańcy Lipiec. Wspominano tych co odeszli i modlono się za ich dusze. Najbardziej cierpiał parobek Boryny Witek. Nie znał on swoich rodziców i nie wiedział za kogo ma się modlić. W tym czasie najwięcej serca okazał mu stary Kuba.

Po nabożeństwie wszyscy udali się na cmentarz. Każdy odwiedzał mogiły bliskich. Zgodnie ze zwyczajem tego dnia dawano też jałmużnę dla żebrzących pod cmentarnymi bramami dziadów. Wierzono bowiem, że mogą to być zaklęte dusze czyśćcowe.

Kuba również poszedł odwiedzić grób swojej matki. Zabrał ze sobą Witka. Przy mogile opowiedział mu swoją historię i wyjaśnił dlaczego kuleje. Okazało się, że Kuba był synem ludzi pracujących na dworze. Sam zajmował się wypasem owiec, a że był dzieckiem bardzo śmiałym i rezolutnym, przypadł do gustu dziedzicowi. Ten chętnie zabierał go na polowania i uczył strzelectwa. Podczas powstania Kuba uratował młodego dziedzica i za to został sowicie wynagrodzony. Któregoś dnia miał dostarczyć do dworu jakąś wiadomość od panicza. Niestety po drodze został ranny w nogę i na miejsce przybył zbyt późno. Dwór został spalony, a jego matka i pani dziedziczka nie żyły.

Ciekawe opowieści tego dnia można było usłyszeć również w domu Borynów. Snuł je stary Roch, a przysłuchiwali się im goście Antka i Hanki. Samego gospodarza nie było wśród obecnych w izbie ludzi. Jak zwykle wolał on spędzić ten wieczór w towarzystwie Jagny.

Rozdział X.

Antek nie potrafił już dłużej tłumić swojego bólu. Postanowił poszukać pomocy u proboszcza. Poszedł do niego i poskarżył się na niesprawiedliwego ojca. Chciał, żeby proboszcz wstawił się za nim i wpłynął na ojca. Niestety nie udało się mu osiągnąć celu. Proboszcz skarcił go i przypomniał, że jako syn winny jest ojcu posłuszeństwo. Zły z takiego obrotu sprawy Antek, postanowił szukać pociechy u swojego szwagra - Kowala. Po drodze do domu siostry minął gospodarstwo Dominikowej. Przypomniał sobie o Jagnie i nagle ogarnęła go jeszcze większa złość. Żałował, że ta śliczna dziewczyna już nigdy nie będzie jego. W myślach złorzeczył ojcu i własnej, nieporadnej żonie.

Niestety i ze strony szwagra Antek nie mógł liczyć na wsparcie. Tak się złożyło, że gościem siostry w ten sam wieczór był też wójt. Wspólnie z kowalami starał się on przekonać Antka, że tylko pogodzenie się z ojcem może zagwarantować mu chociaż część ziemi. Nie istnieje bowiem pisane prawo, które nakazywałoby ojcu oddanie majątku synowi. Maciej Boryna ma pełne prawo przepisać go na żonę. W trakcie sporu doszło do bardzo niemiłej wymiany zdań między Antkiem i wójtem. Wójt, znając wszystkie wiejskie plotki, zasugerował, że Antkowi bardziej niż o ziemię rozchodzi się o samą Jagnę. Te słowa, mimo że prawdziwe, wprawiły Antka w prawdziwą wściekłość. Młody Boryna chciał uderzyć wójta, ale na szczęście interwencja kowala zakończyła spór.

Nazajutrz kowal chciał pogodzić się z Antkiem. Przyszedł do niego i zaproponował współpracę. Chciał, żeby Antek pogodził się z ojcem i zaakceptował nową macochę, a kiedy nadejdzie właściwy czas zaproponował sprawiedliwy podział majątku między jego żonę i wszystkie dzieci. Jako mąż córki Boryny też liczył na jakąś część. Niestety pomysł Kowala nie spodobał się Antkowi. W złości przegonił on szwagra z domu. Urażony kowal przysiągł sobie, że już nigdy nie będzie próbował wchodzić w jakiekolwiek układy z Antkiem. W ten sposób Antek stracił jedynego swojego sojusznika.

Kiedy Antek trochę ochłonął chciał naprawić swój błąd. Postanowił postąpić zgodnie z radą kowala i pogodzić się z ojcem. Chciał tez przeprowadzić z nim poważną rozmowę. Był na nią przygotowany, ale ku jego zaskoczeniu ojca nie było w domu. W jego izbie Roch udzielał lekcji biednym dzieciom.

Tego dnia do domu Borynów zawitali też inni goście. Jednym z nich był stary ojciec Hanki. Żalił się on na swoją biedę, ale nie chciał zostać w domu córki. Przyszła też starsza córka Boryny, żona kowala. Razem z Hanką zaczęła użalać się nad ich losem i nadawać na głupotę ojca. Do kobiet przyłączył się Antek.

Oliwy do ognia dolała Jagustyna, która oznajmiła zgromadzonym, że Maciej i Jagna roznoszą już zaproszenia na swoje wesele.

Ta wiadomość najmocniej uderzyła w Antka. Zrozumiał on, że kobieta, którą skrycia kochał będzie żoną jego ojca. Zrozpaczony zastanawiał się nad tym, co powinien zrobić. Rozważał różne warianty. Jednym z nich było przyznanie się do swoich uczuć względem Jagny. Jednak wiedział, że takim czynem niczego nie osiągnie. Narazi się tylko na gniew ojca, rozpacz żony i pogardę mieszkańców wsi i okolicy.

Kiedy do domu wszedł Maciej Boryna, syn powitał go krzykiem i pretensjami. Złościł się mówiąc, że ojciec nie miał prawa przepisywać najlepszej ziemi dla Jagny. Do Antka dołączyła się jego żona. Hanka krzycząc obrażała Jagnę. Tego było dla Macieja za wiele. Uderzył syna. Między młodym i starym Boryną doszło do takiej bójki, że na pomoc musieli przyjść mieszkańcy okolicznych domów. Tylko dzięki nim udało się w końcu rozdzielić awanturników.

Po tym zdarzeniu Antek i jego rodzina nie mogli dłużej mieszkać w domu ojca. Pospiesznie pakowali rzeczy, które należały do nich. Jedyną osobą, która pozostawała przy ojcu była mała Józka. Dziewczynka płakała i prosiła o zgodę. Niestety nie udało jej się niczego wsuwać. Maciej i Antek nie mieli zamiaru dojść do porozumienia. Antkowie złorzecząc Maciejowi i użalając się nad własnym losem odjechali do domu ojca Hanki. Boryna starał się uspokoić Józkę. Obiecał jej, że teraz ona zostanie najważniejszą kobietą w domu, że przejmie obowiązki gospodyni.

Obok, w stajni rozgrywała się inna tragedia. Kuba w nocy kłusował. Nakrył go leśniczy i postrzelił w nogę. Parobkowi udało się uciec, ale teraz strasznie cierpiał. Noga krwawiła, a on nie mógł znieść bólu. Witek cały czas pielęgnował Kubę, ale nie wiedział jak mu ulżyć.