Dnia 11 stycznia 2013 roku wraz z klasą 3a wybraliśmy się do kina na film znanego reżysera – Petera Jacksona – pod tytułem ,, Hobbit : Niezwykła podróż”. Film powstał na podstawie wspaniałej powieści Johna Ronalda Reuela Tolkiena ,,Hobbit, czyli tam i z powrotem”. Scenariusz ekranizowanej książki został napisany przez samego autora wraz z Guillermo del Toro, Fran Walsh oraz Philippy Boyens. Premiera tego filmu odbyła się 28 listopada 2012 roku ( na świecie) i 25 grudnia 2012r. ( w Polsce). W rolach głównych wystąpili: Martin Freeman jako Bilbo Baggins, Ian McKellen zagrał Gandalfa i Richard Armitage wcielił się w postać Thorina Dębowa Tarcza. Postacie te wraz z całą kompanią Thorina odegrały najważniejsze role w filmie. Oprócz aktorów, duże znaczenie miała ścieżka dźwiękowa, standardowa dla filmów typu fantazy. Podobnie jak w filmach serii ,,Władca Pierścieni” wystąpił taki rodzaj muzyki. Oprócz Howarda Shore'a, nad muzyką do Hobbita pracowali także artyści z grupy Plan 9, których utwory można było usłyszeć również właśnie we ,,Władcy pierścieni”. W ekranizacji powieści dało się usłyszeć takie utwory jak

My Dear Frodo

Old Friends

An Unexpected Party The World is Ahead The White Council

Over Hill Misty Mountains (kompozycja: J.R.R. Tolkien i Plan 9)

Produkcję rodzącej się w bólach ekranizacji „Hobbita” z uwagą śledziłem od samego początku, nie tylko przez miłość do tolkienowskiej mitologii i jacksonowskich ekranizacji, lecz również z powodu osobistej fascynacji koncepcyjną i produkcyjną stroną filmowego Władcy Pierścieni. Historię Bilba Bagginsa znają chyba wszyscy - zwykły hobbit, przedstawiciel najnudniejszej rasy w Śródziemiu, której życie składa się z prostych przyjemności od pielenia ogródka po palenie fajkowego ziela. Do jego przytulnej hobbiciej norki, przybywają niespodziewani goście - dobrotliwy czarodziej Gandalf oraz wesoła kompania rubasznych Krasnoludów z Thorinem Dębową Tarczą na czele. Wizyta podróżnych odmienia życie Bilba, który wyrusza wraz z Krasnoludami w niebezpieczną wędrówkę ku Samotnej Górze strzeżonej przez smoka Smauga. Cała drużyna wraz z Hobbitem ma zamiar przepędzić przerażającego potwora i odzyskać utracone królestwo swoich przodków, wraz z niezliczonymi kosztownościami, których strzeże potwór. Ekipa wyrusza w drogę, na której czeka ją wiele niebezpieczeństw - od okrutnych Trolli i kamiennych olbrzymów, po liczne zastępy ohydnych Orków i Goblinów. Baggins trafia do jaskini Golluma, gdzie odnajduje istotny dla losów całego Śródziemia pierścień. Początek filmu nie zwiastował niczego dobrego. Jednak z minuty na minutę z coraz większym skupieniem obserwowałem ekran. Im dłużej oglądałem nowy film Petera Jacksona, tym bardziej nie mogłem oderwać od niego wzroku. Akcja i humor przeplatają się wzajemnie tworząc intrygującą całość. Pomijając pierwsze 20 minut szkoda uronić choćby jednego ujęcia. Co czyni „Hobbita” udanym seansem? Moim zdaniem była to z pewnością świetnie dobrana obsada. Bohaterowie filmu nie wyróżniają się dialogami czy zarysem psychologicznym, przykuwają uwagę dobrze rozpoznawalną i silnie oddziałującą prezencją. Aby coś takiego zadziałało potrzeba odpowiednich aktorów. Nie tylko wystarczająco charakterystycznych i z ekranowa siłą przebicia, lecz również na pierwszy rzut oka uosabiających cechy ich postaci. Jackson pokazał, że ma nosa do obsady. Richard Armitage jest idealny jako Thorin. Klasyczne połączenie srogiej, choć inspirującej osobowości, z upartością osła. Pierwszy Hobbit wbrew oczekiwaniom fali krytyków jest filmem świetnym i pozostawiającym widzów w nieznośnym oczekiwaniu na kolejną część.