Wygląd bohaterki według trzecioosobowego narratora: „Panna Izabela była niepospolicie piękną kobietą. Wszystko w niej było oryginalne i doskonałe. Wzrost więcej niż średni, bardzo kształtna figura, bujne włosy blond z odcieniem popielatym, nosek prosty, usta trochę odchylone, zęby perłowe, ręce i stopy modelowe. Szczególne wrażenie robiły jej oczy, niekiedy ciemne i rozmarzone, niekiedy pełne iskier wesołości, czasem jasnoniebieskie i zimne jak lód. Uderzająca była gra jej fizjognomii. Kiedy mówiła, mówiły jej usta, brwi, nozdrza, ręce, cała postawa, a nade wszystko oczy, którymi zdawało się, że chce przelać swoją duszę w słuchacza. Kiedy słuchała, zdawało się, że chce wypić duszę z opowiadającego. Jej oczy umiały tulić, pieścić, płakać bez łez, palić i mrozić. Niekiedy można było myśleć, że rozmarzona otoczy kogoś rękoma i oprze mu głowę na ramieniu; lecz gdy szczęśliwy topniał z rozkoszy, nagle wykonywała jakiś ruch, który mówił, że schwycić jej niepodobna, gdyż albo wymknie się, albo odepchnie, albo po prostu każe lokajowi wyprowadzić wielbiciela za drzwi...” [rozdział piąty, tom I]. To właśnie w tej postaci, reprezentującej środowisko arystokratyczne, interpretatorzy powieści dostrzegają tytułową lalkę.

Prus skonstruował tę kobietę, będącą obiektem szalonej miłości bohatera (być może nawet powód samobójstwa) jako postać, która pozornie jest dobrze wykształconą damą, znającą się na kulturze, stylu, władającą kilkoma językami. Tak naprawdę jednak jej maniery są powierzchowne, zainteresowania sztuką i kulturą są płytkie (czego przykładem może być ślepe wpatrzenie w kiepskiego włoskiego aktora Rossiego), traktującą przedstawienia teatralne jako możliwość pokazania się w nowym stroju publicznie.

Świat, w którym się wychowała, wpoił w nią przeświadczenie, że jest wyśnionym ideałem każdego mężczyzny, który powinien spełniać każdą jej zachciankę. Tak też potraktowała zakochanego w niej do szaleństwa Stanisława Wokulskiego. Na koniec powieści, gdy „starzejąca się salonowa lalka” wstępuje do klasztoru, decyzję tą komentują doktor Szuman oraz Ochocki: „- Cóż to, czy ma zamiar nawet Pana Boga kokietować, czy tylko chce po wzruszeniach odpocząć, ażeby pewniejszym krokiem wyjść za mąż? – Daj jej pan spokój… to dziwna kobieta (…)”.