20 sierpień 2010

Pierwszy dzień festiwalu Coke Life Music Festival w Krakowie na którym uczestniczyłam .Wybrałam się tam z Magdą i z Karoliną. Tego dnia miał wystąpić mój ulubiony zespół Muse. Od początku byłam podekscytowana, że będę na ich koncercie. Cieszyłam się, że moje marzenie za chwilę się spełni.

Dochodziła godzina występu. Zniecierpliwością czekałam razem z moimi koleżankami, aż zespół wyjdzie na scenę. Było już ciemno. Serce coraz szybciej mi było. Nagle usłyszałam piski i zobaczyłam, że wokalista wchodzi na scenę. Zaczęłam krzyczeć, podniosłam ręce do góry. Po chwili zaczęli grać. Byłam oszołomiona. Złapałam się za głowę, bo nie mogłam uwierzyć, że to dzieje się naprawdę. Czułam dreszcze na całym ciele. To był niesamowity moment, nigdy czegoś takiego nie czułam. Podczas refrenu wszyscy zaczęli skakać, a ja razem z nimi. Ogarnęła mnie radość, chciałam żeby ta chwila trwała wiecznie. Zapomniałam o całym świecie, skupiłam się tylko na muzyce. Podczas koncertu bardzo podobały mi się efekty świetlne. Zielone lasery robiły świetne wrażenie. Gdy zagrali ,,Undisclosed Desires” wszyscy zaczęli święcić latarkami. Wydarzenie, które utkwiło mi w pamięci to, to gdy wokalista powiedział po polsku ,,jak się macie” i ,,dziekuję”. Nigdy nie zapomnę tego dnia. Mam nadzieję, że jeszcze będę mieć okazje aby być na ich koncercie.

Jest to wyjątkowy zespół. Gdy pierwszy raz usłyszałam ich piosenki, od razu mnie zachwycili. Ich koncerty pachną zawsze profesjonalizmem, wszystko maja dopięte na ostatni guzik co sama mogłam się o tym przekonac. Wokalista ma niezwykła charyzmę, nic nie musi mówić aby mieć dobry kontakt z publicznością. Na żywo brzmią niesamowicie. Był to mój najlepszy koncert w życiu.