Arkadia jest krainą wiecznego szczęścia. Miejscem, gdzie odczuwamy spokój i bezpieczeństwo, którego tak bardzo łakniemy. Arkadia otula nas swoimi wyimaginowanymi ramionami i ukrywa przed całym złem. Zabiera zmartwienia, daje uśmiech, który nie jest tylko maską, bo przecież to może nam narzucić świat realny. Nasza kraina oferuje nam wszystko co najlepsze, przede wszystkim zapomnienie. Przecież zawsze tego chcemy najbardziej, zapomnienia. Gdy już jesteśmy w tej krainie wiecznego szczęścia, czujemy się jakby, zabierała ona wszystko co złe i brała na swoje plecy. Czujemy się beztrosko, zupełnie jak małe dzieci. W sumie, gdy przenosimy się w ten nasz idealny świat, jesteśmy jak takie pięcioletnie dzieci. Przecież Arkadia daje nam całkowitą swobodę, możemy być kim chcemy, zrzucić z siebie spojrzenia innych, ich słowa, które zraniły tak bardzo, że nie możemy się ich pozbyć. Tyle razy próbowaliśmy walczyć ze złem, wspomnieniami, które przywołują smutek, a wystarczyło tylko znaleźć swoje miejsce. Jest to rodzaj ucieczki, ale przecież ludzie są w tym najlepsi. Myślą, że jeśli uciekną, wszystko co złe zostanie w tyle. Jednak to biegnie za nimi, łapie ich za ręce, nogi i nie pozwala uciekać dalej. Wszystkie problemy są w nas i zjadają nas kawałek, po kawałeczku. Nie można uciec, można na chwilę zapomnieć.

Każdy ma swoją własną Arkadię, może dlatego, że każdy inaczej definiuje szczęście.

Moją Arkadią jest każde miejsce odosobnione. Kocham Alicje <3 Jednak najbardziej lubię park niedaleko rzeki. Nie ma tam ludzi, bo większość przebywa gdzieś w centrum. Ja tego nie lubię, raczej unikam tłumów i miejsc publicznych takich jak, kawiarnie, restauracje. Nie czuję się tam najlepiej. Gdy przychodzę do parku, zakładam słuchawki i włączam muzykę. Przechodzę koło ogromnych drzew i czuję się jak Alicja z krainy czarów. Mała, lekko zagubiona, lecz mimo wszystko, szczęśliwa w świecie, który ją otacza. Siadam przy największym drzewie, zakładam okulary i patrzę w niebo, słońce próbuje przedostać się przez konary drzew, uśmiecham się. Wsłuchuję się w muzykę, która jakby całkowicie mnie określa i zamykam oczy. Właśnie w tym momencie mnie nie ma. Nagle czuję zupełną lekkość, to chyba właśnie ten moment, kiedy Arkadia zabiera z głowy zło, a zostawia spokój i poczucie bezpieczeństwa. Otwieram oczy i cieszę się tą chwilą, gdy wreszcie mogę być naprawdę sobą, zdjąć maskę i pozwolić, żeby na mojej twarzy pojawił się szczery uśmiech. To jest jedna z tych chwil, którą chcę się zatrzymać, kiedy prosimy sami nie wiemy kogo o zatrzymanie czasu choćby na minutę. Uwielbiam swoją Arkadię, jednak nienawidzę powrotów. Chociaż, jakby tak się bardziej zastanowić, kto je lubi? Zależy też o jakich powrotach mówimy, ale chyba nikt nie lubi powrotu z krainy szczęśliwości do realnego życia. Ta nagła zmiana, jak bolesny upadek. Policzek, który wymierza nam rzeczywistość. Pospieszne zakładanie maski, tu nie można być sobą. Przez jakiś czas towarzyszy nam strach i ta wielka tęsknota za nasza chwilą zapomnienia. Znów pożera nas rzeczywistość, a później w kawałeczkach wracamy do Arkadii, wpadamy w jej ramiona i znów znikamy. Tak jest zawsze. Nasza kraina szczęścia zawsze nas przyjmuje, nieważne ile razy ją opuszczamy i wracamy do życia realnego. Ona rozumie ucieczki.

Często odwiedzam swoją Arkadię, bo jest to idealne miejsce do odpoczynku i chwilowego wyłączenia myśli. Chodzę tam już od kilku lat i nie znudzi mi się na pewno tak szybko. To wspaniałe, że są miejsca, które dają człowiekowi tyle szczęścia ile naprawdę potrzebuje.