Był 31 sierpnia. Na dworze mimo letniej pory padał deszcz. Lało już od tygodnia, nie mówiąc już o tych wcześniejszych burzach z przeszłego miesiąca. - Czy ta pogoda nie może się wreszcie zmienić?- marudził wciąż dziewięcioletni Adaś. Od tego roku miał już iść do czwartej klasy- Ostatni dzień wakacji powinien wyglądać chyba inaczej. Resztki tej wolności od jutra będą przeszłością jakże odległą. Pogoda wydaje się płakać razem ze mną!- Te wakacje Adaś na pewno zapamięta na całe życie, nie tylko przez to, co zostanie w pamięci, ale głównie przez ślad, jaki na jego ciele zostawiły wydarzenia ostatnich dwóch tygodni. Oczywiście chodzi o tę bliznę biegnącą wzdłuż pleców. Teraz to, co się stało wydaje się być tylko złym snem… Ale i w tym zdaniu jest trochę prawdy… Pewnego dnia Adaś bawiąc się z Kamilem na placu zabaw, znajdującym się niedaleko ich domów, spadł z huśtawki i niestety wypadł mu ząb. - Już wiem!- krzyknął nagle Adaś- włożę go pod poduszkę, może w nocy odwiedzą mnie wróżki- - Co? Ty wierzysz w takie coś?- zdziwił się Kamil. - Oczywiście, że tak. Wierzę we wróżki i leśne elfy.- odpowiedział Adaś - Kto ci takich głupot nagadał? Ja tam w to nie wierzę.- - A ty myślisz, że płatki kwiatów są normalnymi płatkami? Nie, to skrzydła elfów.-powiedział Adaś. - Wiesz co, Adaś? Jesteś niemądry wierząc w takie coś.- odparował Kamil i odszedł bez pożegnania, więc zawiedziony Adaś powlókł się w stronę swojego domu. Bez względu na to, co powiedział Kamil i tak wierzył we wróżki i elfy. Zamierzał mu udowodnić, że to prawda. Tak, tak właśnie zrobi, włoży ząb pod poduszkę i nie będzie spał dopóki nie zobaczy wróżki na własne oczy. Wieczorem, po zjedzeniu kolacji, kąpieli i umyciu zębów, Adaś zaczął się przygotowywać do nocnych odwiedzin. Włożył swoją ulubioną piżamę, ładnie się uczesał, ale najważniejsze- ukrył swój ząb pod zieloną poduszkę, kontrastującą z czerwonymi ścianami w pokoju Adasia. Chłopiec, żeby czymś zająć ten czas, wziął pierwszą, lepsza książkę, która wpadła mu do ręki, położył się wygodnie na łóżku i zaczął czytać. Po dwóch godzinach Adaś powoli stracał nadzieje, że wróżki się zjawią, ale nagle coś zastukało do okna. W pierwszej chwili Adaś pomyślał, że to zwykła gałąź, ale nie przypominał sobie, by pod jego oknem rosło jakieś drzewo. Tak więc zaciekawiony, podszedł ostrożnie do okna i otworzył je. Do pokoju wleciała jakaś maleńka istota. Miała może 15 centymetrów wzrostu, a z jej pleców wyrastało coś na kształt skrzydeł podobnych do tych, jakie mają motyle. - Jestem Gandalfina- przedstawiła się wróżka.- przybyłam do ciebie Adasiu w bardzo ważnej...