I. Literatura podmiotu:

1. Mickiewicz A., "Konrad Wallenrod"

2. Prus B., "Kamizelka"

3. Konopnicka M., "Mendel Gdański",

4. Żeromski S., "Ludzie bezdomni",

Każdy z nas przynajmniej raz zastanawiał się czym są marzenia i jaki wpływ wywierają one na nasze życie. Każdy z nas marzył, chociaż otwarcie uważał to za mało realne. Dla wielu pragnienia te pozostają wyłącznie w sferze fantazji. Jednakże można spotkać ludzi, dla których marzenia są jedyną szansą na zmianę, na przerwanie łańcucha monotonii. Próbują oni zmierzyć się z życiem, a ich jedyną bronią jest nieustępliwa wiara

w powodzenie. Historia Polski pokazuje, że wyłącznie poprzez podejmowanie ciągłych prób realizacji marzeń można mówić o wolności. Prawdziwy dramat rozpoczyna się, gdy pomimo aspiracji i niejednokrotnie heroicznych wysiłków, marzenie nie może zostać spełnione.

W swojej pracy skupię się na przyczynach i konsekwencjach niezrealizowanych dążeń, ujętych przez pryzmat polskiej literatury.

Jednym z najznakomitszych przykładów walki o zrealizowanie marzenia z całą pewnością jest Konrad Wallenrod. Adam Mickiewicz w tą romantyczną historię rycerza ‘dwojga nazwisk’, wplata ówcześnie bardzo popularny motyw mesjanizmu narodowego. Konrad jest zdeterminowany chęcią zemsty na Zakonie Krzyżackim. Jego dosyć zawiłe losy poznajemy podczas Pieśni Wajdeloty. Stary bard śpiewa o chłopcu – Walterze Alfie – przed laty porwanym z rodzinnej Litwy i wychowywanym przez Rycerzy Krzyżackich. Jednak pomimo upływu lat spędzonych za murami zakonu, dzięki Halbanie Walter nigdy nie utracił własnej tożsamości. To właśnie on pobudza bohatera do zemsty. Dzięki niemu ucieka z Zakonu i poślubia litewską księżniczkę Aldonę. Niestety na krótko dane mu było owo szczęście, gdyż Litwa popada w poważne niebezpieczeństwo. Powodowany chęcią zemsty opuszcza ukochaną z przyrzeczeniem zniszczenia Zakonu. Jako Konrad Wallenrod po raz kolejny przestępuje szeregi Krzyżaków. Wkrótce udaje mu się zostać Wielkim Mistrzem Zakonu, dzięki czemu może powoli realizować plan destrukcji od wewnątrz.

Tyś Konrad, przebóg! Spełnione wyroki,

Ty masz być mistrzem, abyś ich zabijał!

[...] Chociażbyś jak wąż przybrał inne ciało,

jeszcze by w twojej duszy pozostało

wiele dawnego [...]”

Niebawem powoduje klęskę Krzyżaków w wojnie z Litwinami, przez co zostaje zdemaskowany i skazany na śmierć. Jego pragnienie nie zostaje zrealizowane w pełni, co staje się osobistą tragedią Konrada. Żeby walczyć o swoje marzenie położył na szali swój honor, zasady, którymi się kierował i miłość Aldony. Teraz czeka go upokorzenie, agonia i wieczne potępienie. Ostatkami sił informuje zamkniętą w wieży żonę o samobójstwie – jedynej szansy na oczyszczenie. W chwili, gdy Walter umiera wypijając truciznę, Aldonie pęka serce



Mimo, iż Konrad Wallenrod to utwór z silnie zarysowanym charakterem politycznym, można w nim odczytać, jak wiele bólu niesie ze sobą upadek planów i marzeń, w walce o ojczyznę.

Natomiast epoka pozytywizmu do roli marzeń w życiu człowieka odnosi się sceptycznie. Na ogół większość polskich utworów z drugiej połowy XIX w. z góry zakłada upadek wszelkich planów bez względu na ich wartość. Jasnym było, że pozytywistyczni realiści tworzyć będą w opozycji do romantycznych marzycieli.

Dramat niespełnionego marzenia realizuje w swej noweli jeden z najwybitniejszych polskich twórców – Bolesław Prus. Kamizelka to opowieść o codziennej, lecz heroicznej walce zwykłych ludzi o marzenia, o prawo do szczęścia. Narratorem utworu jest mieszkaniec jednej z warszawskich kamienic, z dosyć sentymentalnym podejściem do życia. Kolekcjonuje on w swej szufladzie różne bibeloty bez praktycznie żadnej wartości materialnej. W pewnym momencie napotyka starą, wytartą kamizelkę i zaczyna wspominać, ile miłości się niegdyś z nią wiązało. Była to miłość młodego małżeństwa, mieszkającego nieopodal niego. Chcieli oni zbudować rodzinę i dzielić swoje radości i smutki. Ciężko pracowali na swoje szczęście. Narratorowi udaje się zaobserwować, że z dnia na dzień sytuacja w domu urzędnika pogarsza się. Wkrótce odchodzi służąca, okazuje się, że sam urzędnik zapada na ciężką chorobę. Małżonkowie popadają w ubóstwo, gdyż niezdolny do pracy mężczyzna przyjmuje coraz mniej zleceń. Oboje z żoną nie poddają się jednak. Każde z osobna wierzy, że każda najdrobniejsza mrzonka buduje wielkie marzenie. Niestety los pana jest już przesądzony, nawet lekarz nie jest w stanie mu pomóc. Żona, biorąc na siebie cały ciężar świadomości nadciągającej śmierci, w imię miłości i wspólnych marzeń zaczyna okłamywać męża. Wielokrotnie potajemnie zwęża tytułową kamizelkę, by dać ukochanemu nadzieję na poprawę zdrowia:

„(…) pan - co dzień posuwał sprzączkę, ażeby uspokoić żonę, a pani co dzień - skracała pasek, aby mężowi dodać otuchy (…)”

Niebawem urzędnik umiera, a jego żona odchodzi w niewiadomym kierunku. Budowana

z wielkim poświęceniem rodzina upada. Narrator dopełnia całość refleksji nadzieją, że małżeństwo spotka się po śmierci i wyjawi swoją małą ‘tajemnicę’.

Cały utwór mimo smutnego zakończenia, niesie ze sobą pozytywne przesłanie mówiące o tym, że o marzenia należy walczyć zawsze, mimo z góry przesądzonego losu.

Innym, równie wzruszającym i nawiązującym do dramatu niespełnionych marzeń, jest Mendel Gdański Marii Konopnickiej. Porusza on problem asymilacji Żydów w polskich miastach XIX w.

Tytułowy Mendel to Żyd, od urodzenia mieszkający w Warszawie. Opiekuje się on jedynym żyjącym wnuczkiem – dziesięcioletnim chłopcem. Sam jest introligatorem, cieszącym się dużym szacunkiem wśród polskich sąsiadów. Staruszek zna swoje miejsce w świecie. W jego życiu największym marzeniem od zawsze było spokojne życie

i wychowanie dzieci na uczciwych ludzi. Los jednak zdecydował inaczej. Wszystkie jego dzieci umarły, a jedyną rodziną, jaka mu pozostała, okazał się syn swojej najmłodszej córki. Szczęście chłopca stało się nadrzędnym celem życia dziadka, który każdy dzień poświęca właśnie jemu, zamartwiając się o jego zdrowie. Któregoś dnia do domu żydowskiej rodziny wkrada się jednak niepokój. Jakub wraca ze szkoły zdyszany, przerażony, bez czapki. Jak się później okazało powodem ucieczki był atak rówieśników na jego żydowskie pochodzenie. W Mendlu wywołało to ogromną złość. Stara się wytłumaczyć chłopcu, że powinien być zawsze dumny ze swych korzeni. Zwłaszcza, jeśli ma szacunek dla swojej ojczyzny. Następnego dnia dowiaduje się o planowanym w całym mieście ‘pogromie’ Żydów. Mendel naiwnie pyta sąsiadów, co złego zrobili Żydzi, że chce się ich atakować. Odpowiedź, że warszawiacy chcą pozbyć się obcych, głęboko nim wstrząsa.

Mimo nadchodzącego zagrożenia, z wysoko podniesioną głową twierdzi, że przez ludzi przemawia wódka i głupota, a on sam będzie spał spokojnie. Nie jest jednak w stanie. Zdaje sobie sprawę, że ludzie nie zrezygnują z powziętego zamiaru, a w jego rękach leży przecież los małego Kubusia.

Nazajutrz w Warszawie dochodzi do zapowiedzianych zamieszek, co doprowadza Mendla do załamania. W międzyczasie sąsiadki, chcąc uratować starca i chłopca przed oprawcami, umieszczają w oknie wizerunek Matki Boskiej. Starzec, choć wzruszony gestem kobiet, odmawia:

„ Ja się nie chcę wstydzić, co ja Żyd. Ja się nie chcę bać! Jak uny miłosierdzia w sobie nie mają, jak uny cudzej krzywdy chcą, nu, to uny nie są chrzescijany nu to uny i na ten krzyż nie będą pytali ani na ten obraz... Nu, to uny i nie ludzie są. To uny całkiem dzikie bestie są.

A jak uny są ludzie, jak uny są chrześcijany, nu. to dla nich taka siwa głowa starego człowieka i takie dziecko niewinne też jak świętość będzie.”

Przekonany o swojej racji i dobroci ludzi, staje w oknie razem z wnukiem i czeka na dalszy rozwój wypadków. Jednak rozjuszony tłum uznaje jego czyn za arogancki i rzuca kamień prosto w małego Jakuba, dotkliwie raniąc mu głowę. W obronie sąsiadów staje młody student – Polak, zasłaniając Mendla własnym ciałem, powoduje wycofanie się agresorów.

Tej samej nocy Mendel zdaje sobie sprawę, że jego marzenie, pielęgnowane całe życie ciężką pracą i uczciwością, umarło wraz porannymi wydarzeniami:

„ Pan powiada, co u mnie nic nie umarło? Nu, u mnie umarło to, z czym ja się urodził. Z czym ja sześćdziesiąt i siedem lat żył, z czym ja umierać myślał... Nu. u mnie umarło serce do tego miasto!”

Mężczyzna wie, że tragedia, jaka spotkała jego rodzinę, na zawsze odmieni ich stosunek do bliźnich – będą sami, chociaż w tłumie ludzi. On sam kiedyś odejdzie ze świata z poczuciem porażki i przepełniony rozczarowaniem swoich upadłych marzeń.

Kolejnym, sztandarowym wręcz przykładem dramatu niespełnionych marzeń w literaturze polskiej jest niekwestionowanie Tomasz Judym – główny bohater powieści młodopolskiej –Ludzi bezdomnych. Marzy on o prawdziwej miłości i cieple rodzinnym.

Tomasza poznajemy z chwilą jego praktyk chirurgicznych w Paryżu. Spędza on kolejne gorące popołudnie w murach Luwru i rozmyśla o swoim dotychczasowym życiu. Nieoczekiwanie spotyka grupę kobiet, Polek, wśród których znajduje się Joanna Podborska – guwernantka. Spotkanie to zapada głęboko w pamięci Tomasza. Tymczasem mija rok w życiu młodego lekarza. Wraca on do Warszawy przepełniony planami na przyszłość. Po powrocie odwiedza brata. Bolesne wspomnienia na nowo budzą w nim kompleks niższości. Dzieciństwo spędzone w ubóstwie i lata w domu apodyktycznej ciotki zahartowały jego duszę. W zamian za otrzymane wykształcenie był poniżany i wykorzystywany. Mimo wszystko nie poddał się, osiągnął wiele – został lekarzem. Jednak pochodzenie nie dało o sobie zapomnieć

Wkrótce po wizycie u Wiktora odbywa się spotkanie lekarzy w domu doktora Czernisza. Jest to szansa Tomasza na zaistnienie w środowisku, na zyskanie uznania i rozpoczęcie całkiem nowego, spokojnego życia. To właśnie podpowiada młodzieńcowi zdrowy rozsądek – ustatkować się. Niemniej jednak chęć realizacji marzeń ma niewiele wspólnego ze zdrowym rozsądkiem. Tomasz po raz kolejny podnosi rękawicę rzuconą przez los. Wygłasza rozprawkę o konieczności poprawy warunków miejscowej biedoty. Spotyka się to z ogólnym niezrozumieniem i rozbawieniem. Nikt z zebranych nie poparł Judyma. Został sam, ze swoimi dążeniami. Jednego wieczora traci wszystko – wsparcie kolegów, pacjentów, a co za tym idzie i przyszłość. Nie ulega jednak. Pielęgnuje w sobie marzenie o prometeizmie.

Środowisko, chcąc nauczyć Judyma pokory doprowadza do jego wyjazdu do ziemskiego uzdrowiska w Cisach. Ma on tam pełnić funkcję miejscowego lekarza – właściwie ma dostarczać rozrywek bogatym, znudzonym ludziom. Przez pewien czas zdaje się to akceptować. W jego życiu ponownie pojawia się Joanna. Tomasz zaczyna wierzyć, że i on może odnaleźć szczęście. Myśli o wspólnej przyszłości. Marzenie o rodzinie i bezinteresownej miłości – bez bólu, wyrzeczeń, w otoczeniu ciepła – zdaje się być na wyciągnięcie ręki. W końcu wyznaje dziewczynie miłość. Niestety zaaferowany uczuciami nie zauważa, że pobliscy mieszkańcy zaczynają chorować, bo ośrodek pozbywa się szlamu ze stawów w korycie rzeki, z której robotnicy czerpią wodę. Dochodzi do scysji i w atmosferze ogólnego gniewu Judym traci pracę. Żal mu opuszczać Cisy, lecz nie może patrzeć na zakłamanie bogaczy. Wyjeżdża do Zagłębia, gdzie zaczyna rozumieć, że od przeszłości nie można uciec. Zauważa, jego życie jest fatalistycznie naznaczone prometeizmem, a jego marzenia o szczęściu prawdopodobnie nigdy nie zostaną spełnione.



„Nie mogę mieć ani ojca, ani matki, ani żony, ani jednej rzeczy, którą bym przycisnął do serca z miłością, dopóki z oblicza ziemi nie znikną te zmory. Muszę wyrzec się szczęścia. Muszę być sam jeden. Żeby obok mnie nikt nie był, nikt mię nie trzymał!”

Polska literatura pokazuje, jak ważną rolę marzenia odgrywają w życiu każdego z nas. Sprawiają, że stajemy się lepsi, z optymizmem patrzymy w przyszłość i nie boimy się tego, co przyniesie nam jutro. Konrad walczył o zemstę i wyzwolenie narodu, jednak jego romantyczna natura nie pozwoliła mu w pełni tego osiągnąć. Prusowskie małżeństwo liczyło na szczęśliwe i spokojne życie, ale los miał inne plany. Dla Mendla równie ważna co uczciwość była akceptacja środowiska, z którym się związał, a które w rezultacie przekreśliło go i wykluczyło. Tomasz natomiast nigdy nie uwolnił się z koszmaru przeszłości przez co nie był w stanie cieszyć się życiem.

Zaprezentowana przeze mnie praca miała na celu ukazanie, że determinacja i wiara w siebie musi towarzyszyć każdemu, nawet najdrobniejszemu marzeniu, nawet temu z góry skazanemu na niepowodzenie. Dopóki bowiem realizujemy marzenie, zawsze jest szansa, że się spełni. Kiedy natomiast porzucimy nadzieję na jego urzeczywistnienie, w nasze życie wkradnie się gorycz, która z pewnością będzie rzutować na resztę naszych decyzji.