Czy cierpienie uszlachetnia? Myślę, że odpowiedzi na to pytanie byłyby na tyle różne, na ile różne są od siebie charaktery ludzi. Każdy z nas bowiem przeżywając tą samą krzywdę bądź troskę odczuwa ją całkiem inaczej. Uważam, że poszczególny człowiek posiada swój osobisty ,,worek uczuć?, z którego pod wpływem różnych przeżyć wyrzuca odpowiednie dla niego emocje w odrębnych sytuacjach. Jeśli chodzi o moje zdanie na ten temat myślę, iż cierpienie rzeczywiście uszlachetnia Pierwszym argumentem na potwierdzenie słuszności mojej tezy jest bardzo poważna choroba, która dotyka jakąś osobę. Walka z nią bywa często ciężka i nierówna. Wtedy właśnie każda minuta naszego życia sprawia nam co raz więcej bólu i cierpienie. Mimo tego człowiek dalej pragnie żyć i kiedy już udaje mu się przezwyciężyć chorobę, staje się bardziej dojrzały. Zaczyna być bardziej uczulony na czyjąś tragedię bądź krzywdę. Rozumie tych wszystkich pacjentów walczących o życie w szpitalach i to tylko dlatego, że sam to przeżył. Wie ile siły i odwagi trzeba mieć w sobie. Umie odpowiednio zareagować na inne nieszczęścia. Choroba, która go spotyka pomaga stać mu się przede wszystkim odpornym i silniejszym niż do tej pory, a wcześniejsze problemy stają się błahe w porównaniu do tego co przeżył. Drugi argument na to, że cierpienie uszlachetnia można spotkać w Starym Testamencie, a mianowicie w Księdze Hioba. Na głównego bohatera uważanego za bogobojnego i najsolidniejszego człowieka wschodu zaczynają spływać nieszczęścia. Najpierw traci...