Utwór „Ferdydurke” to pozycja z kanonu literatury absurdalnej. Sam tytuł jest na to dowodem, gdyż wydaje się być zlepkiem losowo wybranych sylab. Jednakże książka traktuje o tematach podniosłych: nieuniknionych rolach społecznych nadawanych każdemu człowiekowi oraz niemożności wyrażenia własnego wnętrza, duszy, co zresztą wynika z pierwszego zagadnienia. Przytoczona scena odbywa się po ucieczce narratora i Miętusa ze szkoły, z miasta. Ten pierwszy chce uciec od udziecinniania, przyjęcia narzuconej roli społecznej – co, po cofnięciu się Józia w przeszłość, stara się na nim wyegzekwować Pimko; drugi natomiast poszukuje „parobka”, czyli osoby uosabiającej jego ideały, prostej, nieskażonej przez szkołę. Jednocześnie w epizodzie ziemiańskim książki zostaje pokazany kontrast wsi, rozdartej między tradycję i nowoczesność. Polem tej walki jest przedstawiona rodzina. Rodzina składa się z czterech osób: Ciocia, wuj Konstanty, Zygmunt i Zosia. Bohaterami sceny są także służący oraz przebywający w gościnie Józio oraz Miętus. O ile większość tych postaci posiada jakieś charakterystyczne cechy, o tyle najmłodsi członkowie zostali poddani typizacji. Natomiast pomiędzy małżeństwem toczy się cichy, niepozorny bój ideowy. Widzimy, iż na pierwszy rzut oka ziemiańska rodzina wydaje się całkiem normalna, co jednak zmienia się, jeśli poddamy ją głębszej analizie. Zygmunt i Zosia to postacie nijakie. O pierwszej z nich pojawia się zaledwie kilka zdań, po lekturze których nie sposób stwierdzić żadnych cech Zygmunta: „z łokciami na poręczy wpatrywał się w noski bucików.” Zosia zostaje scharakteryzowana jako przeciętna ziemiańska dziewczyna, bez żadnych cech szczególnych. Zgarbiona, niechętna do rozmowy, o złożonych dłoniach, nikt nie słucha jej, gdy mówi. Narrator jest dosadny w uwidocznianiu tego: „Zosia odpowiedziała, ale nikt jej nie słuchał, gdyż wiadomo było, że mówi po to, by mówić.” Takie zabiegi zastosowane przez autora w kreacji obu postaci nadają rodzinie wymiar uniwesalny – przynajmniej na razie. Ciocia zostaje ironicznie przedstawiona jako „dobra”, którą to dobroć się wyraźnie podkreśla. Ciocia postępuje „z dobrocią i bez żadnego przymusu”. Jej postać, podobnie jak Pimko, uosabia „pupę” w gombrowiczowskiej dialektyce. „Kindersztuba po przodkach dziedziczna” obecna jest w każdym ruchu Cioci. Wszystkich traktuje jak dzieci, nieustannie posługuje się deminutywą, a jej atrybutem – jeśli można to tak nazwać – jest cukierek. Ciocia zachowuje się z wyraźną sztucznością. Toczy z Konstantym cichą walkę – stara się „upupić” jego „nowoczesne” pragnienia. Tak więc postać...