Był rok 2009 właśnie kończyło się lato, a wraz z nim upragnione wakacje.Nigdy wcześniej nie sądziłem, że wolny czas można tak ciekawie spędzić w przepastnych borach z czasu królewskich łowów.Razem z kolegą postanowiliśmy zwiedzić Puszczę Kozienicką, która położona jest na terenie Mazowsza. Przygotowaliśmy potrzebny sprzęt, aparaty, kamery oraz niezbędne środki lokomocji czyli rowery, suchy prowiant i wyruszyliśmy.Swoją wędrówkę zaczeliśmy w najpiękniejszym miejscu rezerwatu Królewskie Zródła.Jak głosi legenda sam król Władysław Jagiełło pił z nich wodę podczas polowań na grubego zwierza.To miejsce przyciąga szczególną uwagę.Liczne źródełka dają temu miejscu niepowtarzalny urok .Dowiedzieliśmy się, że te lasy z tradycją i kulturą związane są ze szczególnymi wydarzeniami historycznymi. Podążając dalej wkroczyliśmy w świat puszczańskiej przyrody.W lasach mieszanych przywitały nas wiekowe drzewa,ponoć niektóre dęby mają już po 300 lat! Zauroczeni różnorodnością drzewostanów, w których występują klony, buki, sosny, jawory i olchy zauważyliśmy charakterystyczne ptaki dla tego ekosystemu.Słuchając koncertu latających przedstawicieli fauny rozróżnialiśmy takie gatunki jak sikorki, kraski.Największą atrakcją okazał się dla nas bocian czarny, który jest rzadkością ornitologiczną.Nie mieliśmy okazji zobaczyć trzech królów leśnych ostępów. Jelenia szlachetnego z pięknym porożem, odpowiadającego mu rozmiarami łosia oraz olbrzymiego bielika.Natomiast udało nam się dostrzec wśród haszczy i krzewów mniejsze, liczne populacje ssaków i gryzoni.Rudowłosy lis właśnie przebiegł nam drogę, goniąc zwinną kunę - Kamil patrz patrz! -mówił szeptem kolega wyciągając aparat. Flesz rozbłysł niczym błyskawica. - No gotowe zobacz bracie co za cudo! - Faktycznie ładne stworzonko, ale jedźmy dalej. - Oo, co to było, słyszałeś? - Wiesz, jesteśmy w lesie tu słychać różne dzwięki -powiedziałem do nieco wystraszonego kompana.Cicho przejechaliśmy koło kamienia, na którym wygrzewała się wydra.Zauroczeni roślinością w oddali dostrzegliśmy wzbudzającego w nas respekt dzika. Dalsza część trasy wiodła obszarem bagnisk i torfowisk.Woleliśmy to miejsce ominąć z daleka.To środowisko kojarzyło nam się z czymś niesamowitym zimnym i mokrym.I mieliśmy rację, szczęście dopisało nam jak mało komu, otóż wśród grząskiego podłoża natknęliśmy się na gniazdo żółwia błotnego.Takie spotkanie było uwieńczeniem niesamowitej eskapady.Zgodnie z przyjacielem stwierdziliśmy, że uroczyska są bogactwem przyrody, w których bytują mieszkańcy pól, lasów i łąk. Jadąc dalej widzimy bliskie zabudowania we wsi...