Afryka, jej mieszkańcy oraz kultura tego kontynentu była obecna w literaturze powszechnej od wieków. Przedmiotem tak dużego zainteresowania Czarnym Lądem była i jest jego odmienność w stosunku do Europy, w każdym wymiarze i każdej dziedzinie. Różnice te obejmowały klimat, obyczaje, mentalność i kulturę jej mieszkańców, a także faunę i florę. Pomimo bliskości obu kontynentów, białe, nieodkryte plamy na mapie Afryki zostały zapełnione dopiero w wieku XX. Tajemniczość i chęć odkrywania nowych ziem była kolejnym czynnikiem przyciągającym podróżników ze Starego Kontynentu, którzy swoje przygody i doświadczenia przelewali na papier w formie dzienników, pamiętników i wspomnień. Ten, pod każdym względem bogaty kontynent, jednych oczarowywał, stając się wymarzonym miejscem na ziemi, zaś innych przerażał swą dzikością i przemieniał się w miejsce przeklęte. Okresem, kiedy zainteresowanie Afryką w literaturze stanowczo wzrosło był wiek XIX i XX, kiedy to Europejczycy rozwinęli na ogromną skalę kolonizację i eksploatację dóbr naturalnych Czarnego Lądu. Z tego okresu pochodzą dzieła, które omówię w swojej pracy. Każde z nich przedstawia Afrykę z innej perspektywy i zajmuje się odmienną od pozostałych dziedziną życia. Najwcześniej powstałą książką, którą wybrałam jest wydane w roku 1899 Jądro ciemności Josepha Conrada, następną w kolejności chronologicznej jest powieść Pożegnanie z Afryką Karen Blixen, opublikowana w 1937 roku, zaś najmłodsze dzieło to Cesarz Ryszarda Kapuścińskiego, który ukazał się w roku 1978.

W swej prezentacji nie posłużę się jednak kolejnością chronologiczną, a pierwszym dziełem, które omówię będzie Pożegnanie z Afryką. Jest to powieść autobiograficzna, opowiadająca o losach duńskiej baronowej Karen von Blixen, będąca owocem jej pobytu na Czarnym Lądzie. Bohaterkę książki bez obaw można utożsamiać z autorką, a opisane w niej losy niemal idealnie oddają dzieje pisarki z lat pobytu w Kenii, na co potwierdzeniem są słowa Jeana-Noela Liauta: „W jej opowieści wszystko jest prawdą lub prawie prawdą, nawet jeśli nieco deformowała chronologię zdarzeń bądź aranżowała je w nazbyt heroiczny sposób.” Opowiadają one o latach 1914-1931, kiedy baronowa Blixen prowadziła farmę kawy. Jej stosunek do Afryki i jej mieszkańców był bez wątpienia pozytywny. Autorka była kobietą dążącą do pełnego usamodzielnienia się od rodziny i wszelkich europejskich konwenansów, a podróż i zamieszkanie na Czarnym Lądzie dało jej szanse realizacji tego marzenia. Kolejnym darem jaki dostała od swej nowej ojczyzny było wyzbycie się rutyny i nudy, której tak bardzo nienawidziła, a wręcz się obawiała, będąc osobą żądną przygód. Od pierwszych słów powieści, widać jak bardzo autorka jest zafascynowana Afryką i jej rdzennymi mieszkańcami. Wskazują na to liczne opisy przyrody oraz obyczajów Masajów, Kikujusów i Somaliczyków np. opis tradycyjnej uroczystości jaką była ngoma. Jednocześnie nie są one przekazywane czytelnikowi z perspektywy obserwatora, lecz osoby utożsamiającej się z opisywanymi wydarzeniami i ludźmi, współuczestnika. Zaangażowanie Karen Blixen w życie codzienne mieszkańców Afryki ujawnia się na samym początku powieści, kiedy baronowa leczy rany na nogach małego Kamante, dalej opatruje i zawozi do szpitala postrzelonego Wanyanerri, a na sam koniec, będąc świadomą swojego ostatecznego wyjazdu, załatwia swoim boyom i ich rodzinom ziemie w rezerwacie. Jako pierwsza spojrzała na tubylców, nie jako na ludzi gorszych, lecz równych Europejczykom, co bardzo dziwiło osoby jej współczesne. Starała się zrozumieć i szanować panujące w poszczególnych plemionach obyczaje. Pierwsze zdanie książki brzmiące następująco: „Miałam w Afryce farmę u stóp gór Ngong.”, uświadamia czytelnikowi, że ma do czynienia z powieścią melancholijną, pisaną z perspektywy czasu, opowiadającą o czymś, co już było i do czego nie ma powrotu. Taka tonacja jest utrzymana do końca, a wręcz wzmaga się z chwilą nieubłaganego powrotu do Danii. Potwierdza to fragment z końcowej części powieści: „Dziwna rzecz, ale sama wówczas nie wierzyłam, że ostatecznie przyjdzie mi się rozstać z farmą i opuścić Afrykę. (…) uporczywie wierzyłam, że złożę swoje kości w Afryce. Ta wiara miała tylko jedną podstawę i jeden powód – moją absolutną niezdolność wyobrażania sobie innego wyjścia.” Doskonale ukazuje to jak wielką miłością i uwielbieniem Karen Blixen obdarzyła kontynent na którym się znalazła. W książce można również odnaleźć zdanie: „Na tej wysokości człowiek budzi się rankiem i myśli: jestem tu gdzie powinienem być…” Moim zdaniem w tym krótkim fragmencie zawarty został cały stosunek i uczucie autorki do jej nowej ojczyzny. Rytm Afryki stał się rytmem jej życia – tu spotkały ją najsilniejsze wzruszenia, radości i tragedie.

Całkowicie odmienny obraz Afryki ukazuje Jądro ciemności Josepha Conrada. Przedstawia ono Czarny Ląd jako miejsce, w którym wyzwalają się w człowieku wszystkie najgorsze instynkty i pragnienia. Podobnie jak w przypadku Pożegnania z Afryką to dzieło także jest owocem przeżyć i przemyśleń autora w czasie podróży na omawiany kontynent. Jak stwierdził sam Conrad ta nowela była: „ (…) przeżyciem, ale przesuniętym trochę (choć bardzo nieznacznie) poza fakty, które zaszły istotnie.” Josepha Conrada już od lat dzieciństwa pasjonowały podróże i odkrywanie nowych zakątków ziemi. Ze względu na to, że w czasie kiedy żył, Afryka była najmniej znanym i zbadanym kontynentem, jego myśli i marzenia wciąż uciekały w jej kierunku. Marzenie o upragnionej podróży spełniło się w 1890 roku, kiedy otrzymał posadę w Kongijskiej Kampanii Handlowej. Jednak to co zastał przybywszy do Konga Belgijskiego, nie było tym co spodziewał się ujrzeć. Zamiast białych ludzi niosącym tubylcom wiedzę i zdobycze cywilizacji, napotkał uciemiężonych, umierających z głodu i traktowanych gorzej niż zwierzęta rdzennych mieszkańców Afryki. Edward Garnett określił Jądro ciemności i opisanych w nim Europejczyków jako: „najbardziej zadziwiający, doskonały wytwór artystycznych czarów diabelskich – analiza postawy moralnej białego człowieka, uwolnionego od europejskich ograniczeń i przesadzonego w tropiki w charakterze uzbrojonego po zęby „emisariusza oświecenia” po to, żeby wyciskać zyski handlowe z podbitych narodów”. Postawę tę w największym stopniu reprezentuje postać Kurtza, człowieka, który przebywał długi czas sam na sam z tubylcami, których całkowicie sobie podporządkował, wręcz stając się dla nich bogiem. Co ciekawe, autor przedstawił tą postać jako osobę o w pełni jasnym umyśle, szeroko uzdolnioną, jednak o obłąkanej duszy. Długi okres braku kontaktu z cywilizacją, u nawet tak wykształconego i wrażliwego na sztukę człowieka jak Kurtz wyzwoliło pierwotny instynkt oraz niebywałe okrucieństwo. Przykładem no to jest sposób w jaki traktował on nieposłusznych mu tubylców, a mianowicie brutalnie mordował, a następnie nabijał ich głowy na pale wokół swojej siedziby. Opis bohatera przywołuje na myśl postać demona lub innej nieludzkiej istoty. Spowodowane było to wyniszczającą go chorobą, przez którą stał się nadzwyczaj chudy, wręcz przypominał śmierć. W książce odnaleźć można następujący cytat dotyczący Kurtza: „Nie było dla niego nic nad nim ani pod nim…”. Te słowa ukazują jak głęboko „wsiąkło” w niego zło, jak bardzo stał się pewny siebie, uważając, że stoi ponad wszystkim. Od początku noweli Afryka jest nazywana jądrem ciemności, w której nic dobrego nie może człowieka spotkać, a jedynie przemienić go w istotę pozbawioną ludzkich uczuć i zasad. Narrator w ten sposób charakteryzuje przestrzeń: „Dążyliśmy coraz głębiej i głębiej do jądra ciemności. (…) Byliśmy wędrowcami na prehistorycznej ziemi, na ziemi, która miała wygląd nieznanej planety.” Daje to czytelnikowi poczucie, że opisywany kraj jest miejscem obcym i nieprzyjaznym człowiekowi. Conrad haniebną dla ludzi białych historię Konga skomentował następująco: „Cała Europa złożyła się na postać Kurtza.”, co jest jednoznacznym oskarżeniem, świadczącym o tym, że ta postać stanowi jedynie symbol zła, które może nieść żądny władzy i bogactwa człowiek, nieograniczony społecznymi normami.

Cesarz Ryszarda Kapuścińskiego jest książką nietypową, ponieważ brak w niej jasno zarysowanej akcji, a całość złożona jest z wielu wywiadów, które autor przeprowadził z członkami świty dworu Hajle Sellasje I. Stanowią one swoistą opowieść o życiu codziennym i panowaniu tego władcy oraz o drodze do jego upadku. Pomysł na napisanie tego światowej klasy dzieła zrodził się w głowie Kapuścińskiego nagle. W roku 1974 przybył on do Etiopii w celu stworzenia reportaży na temat tamtejszej rewolucji. Był załamany, ponieważ po tym jak napisał już mnóstwo reportaży z różnych zamachów stanu, zabrakło mu pomysłu na to jak napisać coś nowego, odmiennego. Jak sam wspomina, na pomysł stworzenia Cesarza wpadł przeglądawszy miejscową prasę: „Na jednym ze zdjęć cesarz siedzi na tronie z małym pieskiem na kolanach. Wtedy mi się przypomniało, że Hajle Sellasje I rzeczywiście miał takiego pieska, z którym wszędzie się pokazywał. I wtedy sobie pomyślałem, że nie ja to mówię, tylko jeden ze sług cesarza: »To jest mały piesek rasy japońskiej, nazywa się Lulu«. Kiedy miałem to jedno najprostsze zdanie, to wiedziałem, że będę miał książkę. Miałem mnóstwo relacji. Cały problem był w selekcji, strukturze.” W ten sposób narodził się pomysł stworzenia dzieła, które ukarze typowe wady i zło jakie niesie ze sobą system totalitarny. Pierwsza część książki przybliża czytelnikowi realia pałacowego życia, dzięki niej poznaje się różne, wydałoby się, absurdalne posady, tj. lokaj trzech drzwi, czy woreczkowy. Tym co wprawia czytelnika w jeszcze większe zdziwienie jest fakt, że ludzie pełniący te zadania są bardzo dumni ze swej funkcji i nie dostrzegają ich niedorzeczności. Cesarz doskonale ukazuje hierarchiczność, tak typową dla systemów totalitarnych. Kapuściński doskonale zarysował pałacową drabinę sukcesu. Kolejną typową dla tego systemu cechą świetnie ukazaną przez autora jest dbanie władzy jedynie o swoje dobro, nie zaś o dobrobyt poddanych. Hajle Sellasje nie dopuszczał do swoich uszu żadnych donosów o umierających z głodu rodakach, dodatkowo urządzał wielkie, kosztowne uczty, co stawia tę sytuację w ironicznym świetle. Na dworze cesarza królowała korupcja i nepotyzm co pozwalało skupiać panującemu pełnię władzy w swoim ręku. Ponadto władca rozpoczynał swój dzień od wysłuchiwania donosów. Sceną, która moim zdaniem najlepiej oddaje istotę totalitaryzmu jest opis przygotowań Addis Abeby na przyjęcie głów państw afrykańskich: „Tym razem wielki ruch panował przy głównych ulicach. Skrajem ulic toczyły się gigantyczne spychacze burząc najbliżej stojące lepianki, już opustoszałe, bo poprzedniego dnia policja wypędziła ich mieszkańców z miasta. Następnie brygady murarzy budowały wysoki mur, aby zasłonić nim pozostałe lepianki. Inne brygady pomalowały mur w narodowe wzory. Miasto pachniało świeżym betonem i farbą, stygnącym asfaltem i wonią palmowych liści, którymi ozdobiono bramy powitalne.” Ten fragment doskonale ukazuje obłudę systemu totalitarnego, który światu zewnętrznemu ukazuje realia, które w rzeczywistości nie istnieją. Widać zatem, że w Cesarzu zawarte zostały typowe cechy systemów totalitarnych, gdy imię Hajle Sellasje zastąpić imieniem innego dyktatora czy tyrana wszystko inne byłoby idealnie dopasowane.

Podsumowując, na przykładzie trzech omówionych dzieł, doskonale widać jak bardzo różnorodny wpływ na pisarza może mieć Afryka. Jedni, jak Karen Blixen odnaleźli w niej swoją arkadię, a światu dostarczyli wspaniałych dzieł przenoszących czytelnika na gorące sawanny, dla innych zaś, stała się natchnieniem do opisania ludzkich zachowań i instynktów, jak to się stało w przypadku Josepha Conrada. Pisarzowi nam współczesnemu, Ryszardowi Kapuścińskiemu pozwoliła scharakteryzować i wskazać wady systemu totalitarnego. Każdy z omawianych autorów, wyniósł z podróży i pobytu w Afryce inne wnioski i odczucia, jednak na nich wszystkich ten jakże bogaty kontynent wywarł tak duże wrażenie, że wszyscy pod jego wpływem musieli stworzyć dzieła i to światowej klasy.