Moje tegoroczne wakacje były zupełnie inne niz te które przezywałem dotychczas. w tym roku spotkała mnie cudowna przygoda.

Wszystko zaczeło się pierwszego lipca. mama kazała mi wstac bardzo wczesnie. nie bylem z tego powodu zbyt zadowolony. w końcu mialem wakacje. Niestety po paru nie udanych powrotach do łozka musialem wstac. tata siedzial juz w samochodzie. byl strasznie podekscytowany. nie rozumialem zupelnie o co chodzi. ledwo co wstalem pzreciez z łozka. poszedlem do lazienki i kątem oka zauwazylem moja zielona walizke na kołkach , ze jest spakowana. mama pomyslala najwidoczniej o wszystkim.

Zaczela sie podroz. slonce swiecilo okropnie. zadnej chmury na nie ie. w samochodzie gorąco. nie wytrzymywalem. a najbardziej zastanawialo mnie czemu w samochodzie jest tak cicho. rodzice praktycznie nic do siebie nie mowili. czasami rzucali sobie tylko spojrzenie i zaczynali sie glosno smiac. pomyslalem ze powariowali. nasza podroz trwala chyba wieki. wkoncu dojechalsmy do jakiegos portu. okazalo sie ze czeka nas jeszcze podroz promem. bylem w szoku, lecz szybko okazalo sie ze niepotzrebnie. na promie bylo super . samochody staly w rzedach a my moglismy korzystac z uslug statku do woli. widzialem pare slawnych osob, pozbieralem autografy do mojego cennnego zeszytu. naprawde czulem sie swietnie gdy morski wiatr czesal mi wlosy. Lecz prawdziwa pzrygoda czekala mnie dopiero za kilka nocy. dni na promie uplynelely bardzo szybko. biegalem wszedziel. patzrylem w gwiazdy. bylo naprawd ejak w filmie. nazajutrz po sniadaniu dobilismy do portu. wyjechalismy znow w podroz samochodem. .. slonce grzalo jeszcze gorzej niz w wczoraj. jechalismy dlugimi prostymi drogami. miajlismy pustynie, pola. nie wiedzialem gdzie jestesmy. rodzice nadl trzymali mnie w niepewnosci. wkoncu zatrzymalismy sie w jakims polu. postawilismy samochod w dziwnym miejscu/ mama kazala mi uzbroic sie w cierpliwoc. zakryla mi oczy rekoma . tata prowadzil mnie za reke. pod stopami czulem miekkie podloze, chyba jakis piach. nagle zatrzymal;ismy sie. slyszalem tylko ciche westchnięcie mamy. tata puscil moja reke. mama powoli odslaniala mi widok.. gdy otworzylem oczy nie moglem uwierzyc w to co widze. piękne wielkie skaly wyrzeźbiuone przez nature. wiedzialem juz gdzie jestem. widzialem ten widok w kalendarzu na mojej scianie. teraz w pieknym lipcowym dniu stalem tu na wlasnych nogach. rodzice zabrali mnie na Wielki Kanion. spojzralem na rodzicow , mama miala lzy w oczach. od zawsze pragnelismy tu przyjechac. mama powiedziala ze ta wycieczke zrobili ze wzglledu na moje dobre swiadectwo. nie moglem uwierzyc. taki cud natury w zamian z amoje swiadectwo. rodzice naprawde byli z emnie dumni jak przynioslem im wyrożnienie. naprawde się postarali. moze w pzryszlym roku tez sie bede dobzre uczyl to pojade do paryz.a byloby naprawde super.

Na dzien dzisiejszy mam wspaniale wspomnienia z Kanionu, piekna opalenizne i malownicze fotografiem ktore zastepuja wyblakły kalendarz i dają zywy obraz mojej wspanialej wakacyjnej przygody.