ESEJ INTERPRETACYJNY WIERSZA „ŻYCIE NA POCZEKANIU” WISŁAWY SZYMBORSKIEJ Życie na poczekaniu Życie na poczekaniu. Przedstawienie bez próby. Ciało bez przymiarki. Głowa bez namysłu. Nie znam roli, którą gram. Wiem tylko, że jest moja, niewymienna. O czym jest sztuka, zgadywać muszę wprost na scenie. Kiepsko przygotowana do zaszczytu życia, narzucone mi tempo akcji znoszę z trudem. Improwizuję, choć brzydzę się improwizacją. Potykam się co krok o nieznajomość rzeczy. Mój sposób bycia zatrąca zaściankiem. Moje instynkty to amatorszczyzna. Trema, tłumacząc mnie, tym bardziej upokarza. Okoliczności łagodzące odczuwam jako okrutne. Nie do cofnięcia słowa i odruchy, nie doliczone gwiazdy, charakter jak płaszcz w biegu dopinany – oto żałosne skutki tej nagłości. Gdyby choć jedną środę przećwiczyć zawczasu, albo choć jeden czwartek raz jeszcze powtórzyć! A tu już piątek nadchodzi z nie znanym mi scenariuszem. Czy to w porządku – pytam (z chrypką w głosie, bo nawet mi nie dano odchrząknąć za kulisami). Złudna jest myśl, że to tylko pobieżny egzamin składany w prowizorycznym pomieszczeniu. Nie. Stoję wśród dekoracji i widzę, jak są solidne. Uderza mnie precyzja wszelkich rekwizytów. Aparatura obrotowa działa od długiej już chwili. Pozapalane zostały najdalsze nawet mgławice. Och, nie mam wątpliwości, że to premiera. I cokolwiek uczynię, zamieni się na zawsze w to, co uczyniłam. „Życie na poczekaniu”; przyjrzyjmy się uważnie temu tytułowi, bo w jego trzech słowach zawiera się jedna z najbardziej charakterystycznych cech poetyckiej sztuki Wisławy Szymborskiej – zderzenie poetyckości ze zwyczajnością. Owo „życie” oznacza w naszym przypadku „wszelkie życie” a więc jest kategorią uniwersalną, która zostaje skonfrontowana z potocznym zwrotem „na poczekaniu”, jaki autorka przez większość swojego życia widywała co krok na niezliczonych szyldach oznajmiających, że właśnie tu „podnosi się oczka (w pończochach) na poczekaniu” lub, że „tylko u nas na poczekaniu (!) zrobisz legitymacyjną fotografię”. Dalsze próbki tej słownej, potocznej zwyczajności mamy już w kolejnych wersach, żaden krawiec nie robił nam „przymiarki” a głowa (każda) często palnie coś „bez namysłu”. Kolokwialne „znanie się na rzeczy” zamienia się w „nieznajomość rzeczy”, o którą nasz podmiot liryczny potyka się co krok przy okazji „zatrącając zaściankiem” i „amatorszczyzną”. Ta człowiecza zwyczajność zostaje wrzucona na scenę, na scenę świata, „theatrum mundi”. Wykorzystywano ten topos literacki we wszystkich epokach od starożytności poczynając. Wisława Szymborska ponawia ten motyw skrupulatnie kolekcjonując...