Dawniej mieliśmy zwyczaj kanonizowania naszych bohaterów, obecnie ich trywializujemy.

Oscar Wilde

Powstanie styczniowe z lat 1863-1864 było największym polskim zrywem narodowowyzwoleńczym w historii. Chociaż ostatecznie powstańcy ponieśli klęskę, to jego znaczenie ideologiczne oraz fakt, iż było to niecodzienne zjawisko solidarności i jedności narodu polskiego, sprawiły, że do dnia dzisiejszego pisarze wspominają owe wydarzenia i prześcigają się w ich apoteozowaniu. Przywołując obraz powstania nie można pominąć jego przywódcy – Romualda Traugutta. Jest to postać szczególnie „eksploatowana” przez literaturę - niemalże od śmierci 5 sierpnia 1864. O jej niezwykłości i niecodzienności mogą świadczyć starania podjęte jeszcze przed II wojną światową, aby dyktatora insurekcji beatyfikowano. Jednak czy Romuald Traugutt rzeczywiście był postacią godną błogosławieństwa?

Temat powstania styczniowego i jego przywódcy poruszyła zarówno Eliza Orzeszkowa, jak i Tadeusz Konwicki. Ich stosunek do opisywanych wydarzeń i postaci ujawnia się już w tytule – „Gloria victis” w języku łacińskim oznacza „chwałę zwyciężonym”, co stanowi znaczny kontrast z „Kompleksem polskim”. „Kompleks” to, wprowadzony przez Zygmunta Freuda, termin dotyczący sprzecznych uczuć. Czyż więc ma to sugerować problemy z oceną Romualda Traugutta, albo wątpliwości dotyczącej ogólnie przyjętej opinii na temat tejże postaci historycznej? To nie koniec różnic między utworami. „Gloria Victis” Elizy Orzeszkowej oraz „Kompleks polski” Tadeusza Konwickiego skupiają się na postaci przywódcy powstania styczniowego, jednak dyktatora insurekcji widzą odmiennie. Zasadniczy wpływ na ocenę generała i jego przedstawienie ma czas powstania utworów oraz bezpośredni kontakt i relacje z opisywaną postacią (w przypadku Elizy Orzeszkowej). Dla autorki pozytywistycznej jest to bohater narodowy o przymiotach bliższych olimpijskim bogom niż ludziom, z kolei współczesnemu pisarzowi wydaje się być zwyczajnym człowiekiem, zmęczonym i doświadczonym przez życie. Teksty różnią się także gatunkowo – „Gloria victis” jest nowelą, a „Kompleks polski” powieścią.

U Elizy Orzeszkowej płaszczyzna narracji zyskuje wymiar baśni, gdyż pisarka dokonała jej personifikacji i antropomorfizacji. Narrator – Drzewa – ujawnia się bezpośrednio, poprzez formę pierwszoosobową – „patrzałyśmy na niego my, drzewa”. Elementy natury przestały być niemymi świadkami tragedii. Opowiadają o tym, co widziały, a nawet więcej – doznają przy tym ludzkich uczuć. Sposób mówienia w utworze jest przez to silnie zsubiektywizowany i emocjonalny. Drzewa, obdarzone poczuciem prawości stają po stronie powstańców i ich dowódcy – Romualda Traugutta, którego czyny i poświęcenie gloryfikują.

Tadeusz Konwicki w „Kompleksie polskim” wprowadził narratora trzecioosobowego („wsiadł”, „dostrzegł”). Klamra kompozycyjna w postaci słów „tak mogło być” określa przedstawione wydarzenia jedynie jako prawdopodobne – brak tu pewności, jak w przypadku utworu Elizy Orzeszkowej. Narrator opisuje Romualda Traugutta jako zwykłego człowieka – pełnego obaw, strachu i smutku – zdecydowanie nie jest to ten sam heros, którego wizja wyłania się z „Glorii victis”. Nie jest to również postać negatywna, można więc stwierdzić, iż w przypadku „Kompleksu polskiego” narrator jest obiektywizujący.

Romuald Traugutt opisany przez Elizę Orzeszkową to wielki wódz, który życie i sprawy osobiste poświęcił dla dobra ojczyzny. Przywódca powstania jest patriotą i idealistą, co udowadnia, gdy podejmuje walkę mimo świadomości klęski – jest gotowy na poświęcenia. Wysoko ceni wolność i decyduje się o nią walczyć. Traugutt w „Glorii victis” zostaje porównany do Chrystusa i poddany zabiegowi sakralizacji („mąż świętego imienia”) oraz mitologizacji, a jego czyny i poświęcenie – gloryfikacji.

Inna wizja przywódcy wyłania się z utworu Tadeusza Konwickiego, który wykorzystuje „zabieg Milieu” – opis postaci poprzez otoczenie. W tym tekście czytelnik poznaje nie bohatera, lecz zwykłego człowieka, konspiratora, który pragnie ukryć się przed światem. Jest spostrzegawczy, uważny, potrafi oszacować niebezpieczeństwo, jednak w jego zachowaniu nie widać niczego niezwykłego – stara się nakręcić zegarek, używa wody kolońskiej. Generał to człowiek doświadczony przez życie, zmęczony ciągłą walką, sceptyczny i mający poczucie klęski. To nie wojowniczy przywódca podobny do Leonidasa, lecz rozgoryczony mężczyzna, który nie widzi szans w dalszej walce. Nie uważa się za bohatera – sukcesy przypisuje anonimowym powstańcom. Mimo to chce walczyć, wie jednak, że zginie. Opis Traugutta w „Kompleksie polskim” wydaje się dużo bardziej realistyczny niż w „Glorii victis”, gdyż zostaje on poddany zabiegowi deheroizacji.

Utwór Elizy Orzeszkowej ma charakter podniosły i uroczysty z powodu zastosowanej przez pisarkę hiperboli np. "szedł i prowadził, bo taką była moc słupa ognistego”. W „Glorii victis” znajdują się także inne rodzaje stylizacji – baśniowa (ujawniająca się przez wybór narratora – Drzewa) oraz biblijna wprowadzone poprzez zastosowanie charakterystycznego słownictwa („krzyż”, „słup ognisty”, „albowiem”), obrazowe porównania („głos jak stal dzwoniący”), a także typowych dla Biblii inwersji oraz zdań zawierających paralelizm syntaktyczny.

W „Kompleksie polskim” dominuje forma opisowa. Język jest pozbawiony poetyckości, odarty z patosu. Jeżeli w tekście pojawiają się jakieś porównania, to nie należą do wyszukanych („błyszczące jak u kota oczy”). Przestrzeń opisywana jest bardzo dokładnie – łącznie z charakterystyką odsuwanej przez Traugutta firanki. Tak jak w poprzednim utworze pojawia się motyw krzyża („trzy szubienice, jak trzy krzyże”), jednak bliżej mu do symbolu śmierci niż świętości.

Eliza Orzeszkowa i Tadeusz Konwicki podjęli się charakteryzacji tej samej postaci. Pozytywistyczna autorka, która utrzymywała z Romualdem Trauguttem kontakty osobiste przedstawiła go jako bohatera i wielkiego wodza. Współczesny pisarz, którego od śmierci przywódcy powstania styczniowego dzieliło 113 lat, zaprezentował wizję generała pozbawioną patosu i zabiegów hiperbolicznych. Trudno zaaprobować którykolwiek z zaprezentowanych obrazów dyktatora insurekcji. Z powodu bezpośredniego kontaktu bardziej wiarygodna wydawałaby się charakterystyka stworzona przez Elizę Orzeszkową, jednak ludzie to nie anioły i nawet najlepsi posiadają jakieś wady. Poza tym przyjęta stylizacja baśniowa uniemożliwia pełną akceptację tekstu. Problem stwarza także motywacja pisarki do stworzenia owej noweli, czyli pragnienie przypomnienia młodzieży, poddawanej rusyfikacji, wartości i historii narodu polskiego. Niewiarygodny jest także Tadeusz Konwicki – bardziej snujący przypuszczenia, niż opisujący fakty. Niech więc prawda o Romualdzie Traugutcie pozostanie tajemnicą, chociaż czasami chciałoby się wspominać „polskiego Leonidasa”, prawda?