Kobiety od zarania dziejów stanowiły ważną część inspiracji literackich i malarskich. Skąd, jeżeli nie analizując sławną „Wenus z Willendorfu” wiedzielibyśmy, jakie kobiece kształty były w przeszłości tymi najbardziej pożądanymi? Jaki poetycko brzmiący eufemizm stosowalibyśmy w odniesieniu do grubszych kobiety, gdyby nie pojawił się Rubens? Czy wielu spośród sławnych malarzy, jak np. Gauguin byliby współcześnie rozpoznawani, gdyby nie ich muzy (w przypadku Gauguina można mówić o wielu muzach, bo o całym społeczeństwie tahitańskich kobiet)? Sposób przedstawiania kobiet ewoluował wraz z rozwojem technik malarskich i filozofią następujących po sobie epok, jak w porównania do dzieł np. Botticellego, kobiety prezentowano w XIX i XX wieku?

Za kobietę idealną świat bardzo długo uważał Wenus – rzymską boginię miłości. Stała się ona również inspiracją dla renesansowego twórcy – Sandra Botticellego, dzięki której stworzył dzieło „Narodziny Wenus”. Bogini pędzla Botticellego wygląda wspaniale, przybywając w pozłacanej muszli, naga i piękna ze świata bogów na ziemię. Zefir, zachodni wiatr, wydyma policzki, energicznie dmuchając i popychając muszlę ku brzegowi. Razem z nim, obejmując go w pasie, płynie w powietrzu nimfa Chloris, z którą pojawiły się kwiaty zwiastujące wiosnę, lekko i swobodnie unoszące się obok stojącej w centrum kompozycji Wenus. Na brzegu czeka na nią nimfa z płaszczem z pięknej tkaniny, ponieważ tak urzekająca piękność, nie powinna być oglądana nago. Artysta ukazał Wenus w odrealniony sposób, jako piękno samo w sobie; trudno nam wyobrazić sobie, aby portretowana przez niego kobieta pociła się lub pracowała, czy nawet wiedziała, co to jest brud.

Zupełnie inaczej prezentuje się kobieta na obrazie Eugena Delacroix – „Wolność wiodąca lud na barykady”. Przywódczyni powstańców nie ma już wiele z eterycznej piękności, to nie ta sama delikatna postać przywodząca na myśl piękno anielskiego bóstwa. Cechuje ją silne ciało, mocna postawa, wyraźna twarz rumiana ze zmęczenia i uporu o rysach prostych, ostrych, niemal męskich. Twardo stąpa po ziemi, emanuje od niej pewność siebie będąca w tamtym czasie raczej atutem płci brzydkiej niż kobiet. Gdyby nie nagie piersi wyeksponowane z powodu rozdartej sukni straciłaby wszelkie atuty kojarzone z potomkiniami biblijnej Ewy. Ważny jest także element symboliczny tej postaci, Eugen Delacroix maluje przecież „wolność wiodącą”. Zrywa więc z charakterystycznymi w tamtym okresie, krępującymi kobiety gorsetami, panierami czy rogówkami. Wolność jest tutaj nie tylko kwestią społeczną, ale również osobistą.

Jean Francois – Millet kobiety przedstawiał także odmiennie od Botticellego. „Kobiety zbierające kłosy” to dzieło z pozoru sielankowe i spokojne. Przyglądając się płótnu pierwszy raz uderza obserwatora letnia pora i ciepło. Nasuwają się skojarzenia obfitych plonów, urodzaju, ale też ciężkiej pracy. Odbiór dzieła zmienia się po głębszej analizie. Przedstawione kobiety wbrew sielankowości obrazu nie są szczęśliwe. Ich praca jest koniecznością. Emanuje od nich zmęczenie, są pochylone, zgarbione, a do fartuchów wrzucają resztki kłosów pozostawione przez żniwiarzy. Siła skupienia na wykonywanej czynności sugeruje ogrom zależności od jej efektu, tak jakby wyznaczała późniejsze losy ich oraz ich dzieci. Odzież kobiet jest zniszczona i brudna, co świadczy o bardzo niskim statusie materialnym i społecznym. Twarze mają zmęczone, ciemne, pokazujące troski powszedniego życia. Bogactwo zaś zostało odsunięte na drugi plan. W tle bowiem pracują jeszcze inni żniwiarze, kosząc i ładując wozy, zaprzężone w konie. Nawet światło obrazu zdaje się podkreślać gdzie jest dobrze, a gdzie źle. Drugi plan przyciąga wzrok wyjątkową jasnością snopów i ludzi w jasnych strojach. Nad tym wszystkim czuwa niewzruszone słońce, które oświetla pole codziennie tak samo nie zwracając uwagi na dolę człowieka. Jedynym zakłóceniem jest cień rzucany przez pochylone kobiety. Millet w swoim dziele zawarł zarówno wiele cech realizmu jak i pozorny ukryty dramatyzm.

Alfred Glendenning całkowicie zrywa z kobiecą niewinnością na swym obrazie pt. „Nimfa drewna”. Przedstawiona kobieta jest niemalże naga, przepasana w biodrach jedynie kawałkiem tiulu, ułożona w kuszącej pozie eksponuje piersi i bawi się kosmykami włosów. Wyraz jej twarzy nie sugeruje zakłopotania czy też zawstydzenia. Jest raczej pewna siebie, doskonale zdaje sobie sprawę z celu jaki chciałaby osiągnąć swoim zachowaniem. Znamienny jest tutaj tytuł obrazu – nimfa, czyli mitologiczna boginka stanowiąca uosobienie płodności i wdzięku. W mitologii greckiej znane były szczególnie z częstych zmian partnerów i porywania wybranych przez siebie, niekoniecznie odwzajemniających ich uczucia, młodych mężczyzn. Od ich nazwy wywodzą się pojęcia takie jak nimfomania czy patologiczna nimfofilia zwana również pedofilią.

Podane przeze mnie powyżej przykłady nasuwają wniosek, iż wizja kobiet w malarstwie ewoluowała z delikatnej i eterycznej, poprzez zdolną do czynów i wysiłku bliższym mężczyznom, na bezpruderyjną i uwodzicielską. Wraz z postępem czasu i rozwojem społeczeństwa niczym nieskrępowana wolność zaczęła dotyczyć również, uznawanych powszechnie za delikatne i niewinne, kobiet. Wizja Botticellego pozostaje obecnie w sferze romantycznych marzeń i snów, bowiem współcześnie człowiekowi bliższa wydaje się niedoskonałość.