"Pan Tadeusz" Adami Mickiewicza i "Ferdydurke" Witolda Gombrowicza to utwory powstałe w dwóch zupełnie rożnych epokach. Mickiewicz to romantyk a Gombrowicz to awangardowy artysta. Powyższe teksty posiadają wspólną tematykę jaką jest tradycja szlachecka. W podanych fragmentach opisywana jest polska gościnność, jednak autorzy mają do niej zupełnie inne podejście – Mickiewicz ją pochwala, natomiast Gombrowicz wyśmiewa.

Pierwszym elementem ceremonii goszczenia jest przywitanie. W Soplicowie wszystko odbywa się według staropolskiej tradycji, nie poddawano się tam żadnej nowej modzie. Tadeusz wraca do rodzinnego domu po odbyciu nauk jego konie prowadzono do stajni, karmiono a nie odsyłano do gospody. Chłopaka nie wychodziła witać zwykła służba, lecz gospodarz lub ktoś, kto go zastępował. Tutaj Tadeusza wita Wojski (w zastępstwie Sędziego), który do tego procesu musiał nawet się przebrać w inne ubranie. Mimo tych wszystkich sztywnych zasad samo powitanie jest bardzo spontaniczne, co ukazuje zażyłość pomiędzy Wojskim i Tadeuszem. Panowie ściskają się i całują i chcą jak najwięcej powiedzieć, cieszą się swoją obecnością, nie męczą się oni przy każdym słowie, jak bohaterowie „Ferdydurke”.Jednym z najważniejszych elementów kultury szlacheckiej jest spożywanie posiłków. Na cześć gości wydaje się przyjęcia z ogromną ilością potraw, napojów i deserów. W „Panu Tadeuszu” na stole pojawiają się wyszukane dania, kuchni polskiej i zagranicznej. Jedną z nich jest rosół, do którego Wojski, wedle zwyczaju, wrzucił „kilka perełek i sztukę monety”, pojawiają się także chłodziec litewski, a także barszcz królewski. Jednak widać, że wszystkie te niezwykłe potrawy, a także sposób ich podania mają na celu uczczenie okazji, a nie zaspokojenie głodu. Przybyli goście czują radość, cieszą się, że mają okazję do ich spróbowania. Jedzenie to u nich kolejna ceremonia. Mimo tego jedzą oni ze smakiem i bez przymusu. Każdy siedzi na odpowiednim miejscu według hierarchii. Służba w Spolicowie była doceniana i mimo gorszej pozycji społecznej traktowana godnie, a sama swoje obowiazki wypelniala z poczuciem szacunku. Innymi obyczajami, które kultywowano, a nie zostały przedstawione we fragmentach są na przykład polowania na niedźwiedzia czy grzybobrania. W tym pierwszym brali udział myśliwi z psami. Autor idealizuje polską szlachtę jako gościnną, patriotyczną, przywiązaną do tradycji. Nie pominął jednak szlacheckich wad, lecz je tylko umniejszył.

W „Ferdydurke”, przywitanie gości odbywa się bardzo zwyczajnie. Bohaterowie również ściskają się i całują, jednak jest to dla nich jedynie obowiązek i pusty gest. Nie ma w tym radości z przybyłych gości, jednak nie mogą tego okazać, gdyż byłoby to niekulturalne. Kolejnym aspektem gościnności jest rozmowa. W dworku państwa Hurleckich jest to oczywiście kolejny punkt koszmaru, przez który muszą wszyscy przejść. Z grzeczności Józio pyta swoje wujostwo o zdrowie. Wywiązuje się z tego rozmowa o chorobach, która trwa już do końca. Każdy z rodziny Hurleckich jest na coś chory i aby podtrzymać rozmowę opowiada o tym. Chwilowe minuty ciszy wprawiają wręcz w trwogę i zdenerwowanie ciocię . Zosia po poleceniu zaczyna kolejny monolog o nowej chorobie. Widać, że bardzo ją to męczy,jak wszystkich obecnych jednak tego wymaga kultura. Józio w pewnym momencie nawet wypomina sobie, że spytał o zdrowie wujostwa, jednak w tej samej chwili wewnętrzny głos przypomina mu, że przecież musiał to zrobić. Było to objawem dobrych manier. Dochodzi on w końcu do wniosku, że to przez ciągłe mówienie o chorobach jego rodzina wygląda tak blado i anemicznie, zwyczajnie niezdrowo.

Podczas spożywania posiłków jedynym elementem wspólnym z Spolicowem jest mnogość i różnorodność potraw. Jednak sposób ich spożywania i atmosfera przy stole bardzo różnią się od tej, jaką przedstawia nam Mickiewicz. Wszyscy jedzą, ponieważ tego wymaga kultura, przy czym nie mają z tego satysfakcji i radości. Józio, nawet gdy nie jest już głody, je bo „częstowali i zapraszali”. Ciotka nawet kurtuazyjnie przeprasza za skromność swojego przyjęcia, ponieważ chce, aby goście docenili i chwalili jej gościnność co świadczy tylko o jej fałszu i obłudzie.

Zupełnie inaczej tę hierarchię pojmują Hurleccy. Panuje tam przekonanie, że służba to „chamstwo”, któremu trzeba pokazać swoją rzekomą „pańskość”. W pewnym momencie Józio uzmysławia sobie, że tak naprawdę wszystko, co robi jego wujostwo jest na pokaz służbie. Całe kultywowanie tradycji u państwa Hurleckich stosuje się tylko po to, aby odróżnić się od „chamstwa”. Wuj nie może sobie nawet sam podnieść papierośnicy, czeka aż zrobi to lokaj, a robi to tylko po to, aby pokazać swoją wyższość. Sytuację służby chce zmienić kolega Józia – Miętus, chce on „pobratać” się z lokajczykiem i zostać parobkiem. Nie mogą tego pojąć Hurleccy. Dla nich „chamstwo” jest niższym stanem, którym trzeba pomiatać a jakie kolwiek bratanie się nie wchodzi w gre.

Podsumowując stwierdzam że pomiedzy przedstawionymi dworkami występuję kontrast, bo u Mickiewicza kultuwuję się tradycje, ludzie łączą się w tym ceremoniale a u Gombrowicza przedstawienie ziemiemiaństwa służy tylko kpinie i ośmieszeniu.