Książka Jerzego Andrzejewskiego opowiada o grupie dzieci w wieku od 8 do 16 lat biorących udział w krucjacie. Akcja toczy się w 1212 r. w czasie dziecięcej krucjaty, która zapoczątkowana została przez pasterza zwanego pięknym – Jakuba z Cloyes. Twierdził on, iż doznał objawienia boskiego. Zarzekał się, że usłyszał głos Boga, który powiedział mu, że tylko ufna wiara i niewinność dzieci może wyzwolić Jerozolimę znajdującą się w rękach Turków i zesłać na nią łaskę. Wraz z dziećmi podążał pewien franciszkanin, który przez przeszło 3 dni prowadził powszechną spowiedź dla wszystkich „krzyżowców”. Brał on udział w tej wyprawie gdyż żył w przekonaniu, że „jeśli tego świata nie ocali od zagłady młodość, nic go ocalić nie zdoła”. Spowiednik nie daje rozgrzeszenia przywódcy wyprawy – Jakubowi. Jest to spowiedź, w której nie ma grzechów w sensie erotycznym. Nie ma, więc jednoznacznej odpowiedzi, dlaczego nie udzielono mu rozgrzeszenia. Można, zatem wywnioskować, że książka „bramy raju” prezentuje nam obraz, w którym grupa ludzi utożsamiająca się z poglądami i ideami przywódcy, uważa, że może osiągnąć postawiony sobie cel religijnymi przekonaniami i samą wiarą.

Ze wszystkich postaci zaprezentowanych przez J. Andrzejewskiego chciałbym poznać spowiednika, franciszkanina – „starego człowieka w brunatnym habicie minoryty”. Przede wszystkim chciałbym się dowiedzieć, czemu spośród wszystkich głównych postaci, którym dał rozgrzeszenie pominął Jakuba. W porównaniu do grzechów jego rówieśników przedstawionych w powieści nie można znaleźć racjonalnego wytłumaczenia czemu nie dostał rozgrzeszenia. ,,W imię Boga wszechmogącego i pana naszego Jezusa Chrystusa zabraniam wam iść za tym, którego nie mogę pobłogosławić, ani dać mu rozgrzeszenia.” – tymi słowami mnich próbuje zatrzymać całą krucjatę i przejąć przywództwo od Jakuba. Miał on nadzieje, że uda mu się ocalić dzieci, z których większość zapewne nie zniosłaby trudów związanych z ciężką wyprawą prowadzącą do Jerozolimy. Jednakże mimo tego, że Jakub mylnie kierował się głosem Ludwika, a nie jak sam uważał głosem Boga, to nie kierowała nim żadna z rządzy swojego umysłu i ciała. Koncentrował się on na sprawach duchowych. Wydaje się, że interesowała go bliskość z Bogiem. Natomiast jego rówieśników przepełniała cielesność i pożądanie, co automatycznie sprawiało, że pozostawali oni niewinni tylko, dlatego, że nie dokonywali złych, haniebnych czynów. On natomiast wierzył w powagę i w powodzenie krucjaty. Spotkanie z mnichem być może dostarczyłoby odpowiedzi na nasuwające się pytania: Czy tylko te powody kierowały franciszkaninem? Czy tylko troska o dzieci była motywem jego działania?

W całej powieści zaintrygowała mnie ostatnia scena, w której to mnich spowiadający dzieci krzyczy do nich by zawróciły, mając nadzieje, że chociaż część z nich wróci do swoich domów. Jednak Jakub prowadzi ich dalej. Myślę, że autor chciał tym pokazać, że jednostka i jej słowa nic nie znaczą i nie są w stanie zmienić zdania ogółu, zbiorowości. Chwilę potem, potrącony krzyżem mnich upada na ziemię. Ostatecznie udziela wszystkim błogosławieństwa, rozgrzesza ich z grzechów popełnionych i tych, których jeszcze nie popełnili. Moment, w którym franciszkanin udziela błogosławieństwa wszystkim dzieciom mógł mylnie dać czytelnikowi odczucie, że dzieci czynią dobrze. I, że ułaskawia całą krucjatę, która oparta była na kłamstwie. Jednak całe to przedsięwzięcie było iluzją, w którą wszyscy zdali się wierzyć. Ślepo przed siebie podążali za swoim przywódcą. Postać franciszkanina w książce niejednokrotnie powtarza, że prawda zabija nadzieje. Nieświadomi prawdy krzyżowcy dalej utrudzeni dążyli do nieosiągalnego celu. Ciekaw jestem jak potoczyłyby się dalsze losy krucjaty gdyby dowiedzieli się o tym, że tak na prawdę wynikła ona z miłości cielesnej, a tym bardziej z miłości homoseksualnej. Być może samo określenie „krucjata dziecięca” odnosi się do niespełnionej miłości cielesnej i niezaspokojonych żądzy młodych krzyżowców.

Fragmentem, a właściwie postacią, która koresponduje z moją wrażliwością jest hrabia Ludwik z Vendome. Podczas przeprawy przez Loarę Ludwik zaczął tonąć. Jedyną osobą, która mogła mu pomóc był Aleksy. On jednak tego nie robi, gdyż twierdzi, że śmierć wyzwoli Ludwika. Uważam, że w głębi ducha mógł nadal skrycie żywić nienawiść do Ludwika za to, że został sierotą. Jednakże nie powinien decydować o jego życiu. Lecz sam hrabia nie chciał wciąż męczyć się ze swoim grzechem i dźwigać aż do śmierci swojego poczucia winy. Czuł również, że wyzwoli go ta śmierć. W mojej opinii sam fakt, że Ludwik odnalazł Aleksego, przygarnął go, wychował, a także wybudował katedrę świadczy o tym, że chciał się zmienić. W ten sposób chciał odpokutować za swoje czyny. To, że podjął się tego wszystkiego sprawiło, że miał dobre intencje, aby się zmienić na lepsze. Pragnął zostać lepszym człowiekiem, ale ostatecznie dręczące go sumienie i „brzemię”, jakie musiałby nosić do końca swojego życia sprawiło, że postanowił odejść.