Literackie portrety małżeństw.

Małżeństwo nie jest stanem, jest umiejętnością.

M. Samozwaniec.



W kulturze europejskiej, w XXI wieku zwyczaj zawierania małżeństw obejmuje zwykle osoby dwudziestokilkuletnie i starsze. Nie bez znaczenia jest tu prawo – przepisy, przynajmniej w Polsce, zabraniają przecież wstępowania w związek małżeński nastolatkom. Ale w niektórych krajach, zwłaszcza w Afryce, męża szuka się już czternastoletnim dziewczynkom. W efekcie wiele małżeństw zawieranych jest z przymusu, z rozsądku, bez miłości. Zastanawiając się, co jest lepsze, czy ograniczenie młodym ludziom możliwości pobierania się, czy decydowanie za nich, doszłam do wniosku, że tak naprawdę żadne z tych rozwiązań nie jest dobre. Do małżeństwa nikt nie powinien nas zmuszać, przekonywać, próbować wpłynąć na nasze decyzje, nikt też nie powinien nas ograniczać. Małżeństwo powinno być związkiem dwóch osób, które się kochają i chcą być ze sobą już na zawsze.

Takie jest moje zdanie na ten temat. Ale ja nie jestem jeszcze mężatką, a te rozważania to tylko teorie. A jak wygląda problem małżeństwa w praktyce? Tego możemy dowiedzieć się, obserwując znajome pary, a także czytając literackie historie małżeńskie. Bo tych w różnego rodzaju utworach nie brakuje. Twórcy, często korzystając z własnych przeżyć, opisywali prozę małżeńskiego życia, kłopoty, sprzeczki, ale także radości i uczucia ludzi, którzy postanowili spędzić ze sobą całe życie.

Spośród całej gamy literackich małżeństw wybiorę trzy zupełnie różne pary: Makbeta i Lady Makbet z dramatu Szekspira, Anielę i Felicjana Dulskich z „Moralności pani Dulskiej” G. Zapolskiej i małżeństwo z „Kamizelki” B. Prusa. Swój wybór motywuję tym, że chciałabym pokazać, jak bardzo różnić się mogą od siebie małżeńskie pary. Jednocześnie postaram się odpowiedzieć na kilka pytań: na ile małżonkowie są do siebie podobni, a na ile różni, czy się kochają, czy sobie ufają, czy mają przed sobą przyszłość.



Kiedy myślimy o miłości, często mamy na myśli wielkie burzliwe uczucie, wieczne i niezniszczalne. Tymczasem prawdziwa miłość nie musi obfitować w uniesienia, może być osadzona w codzienności, w prozie życia. Takie uczucie – zwykłe, a jednocześnie nadzwyczajne, połączyło parę z „Kamizelki” B. Prusa. Utwór ten jest krótką, ale wzruszającą historią dwojga starszych i ubogich ludzi. Ona była nauczycielką, a wieczorami dorabiała szyciem, on pracował jako urzędnik za niewielkie pieniądze. Mimo iż żyło im się ciężko, byli wytrwali. Nie załamali się wtedy, gdy z czasem ich sytuacja finansowa jeszcze się pogorszyła (służąca odeszła tam, gdzie można było więcej zarobić). Co więcej – byli razem także wówczas, gdy mężczyzna zaczął chorować. Żona cały czas się nim opiekowała, co niewątpliwie świadczy o tym, że bardzo go kochała. Między nimi oprócz miłości było także współczucie, oddanie drugiej osobie, troska o nią (widać to bardzo wyraźnie zwłaszcza wówczas, kiedy oboje ślęczą po nocach i zachęcają siebie nawzajem do odpoczynku, a także wtedy, gdy uciekają się do podstępu z kamizelką). Ponadto są do siebie przywiązani, a ich miłość okazuje się być trwała, prawdziwa i nieśmiertelna. Kiedy urzędnik choruje, żona wciąż jest przy nim i nie opuści go już aż do ostatnich chwil. Stara się, by jej mąż nie martwił się o swoje zdrowie, by wierzył, że zdrowieje. To dlatego co dzień przycinała ściągacz jego ulubionej kamizelki – chciała, by mężczyzna uwierzył, że tyje, czyli jest z nim coraz lepiej. On także nie chciał sprawiać jej zawodu – wciąż robił nowe dziurki w pasku kamizelki, by nie martwić żony tym, że chudnie. Oboje uciekają się tu do podstępu, by pozwolić ukochanej osobie żyć nadzieją, by oszczędzić jej rozczarowań zmartwień.

Postawa małżonków z „Kamizelki” niezbicie dowodzi, że prawdziwa miłość jest możliwa nie tylko w świecie bogatych ludzi. Niekoniecznie też musi być pełna uniesień. Bo kochać można także zwyczajnie – tak jak oni kochali się nawzajem. Co więcej – historia z noweli Prusa przekonuje, że małżeństwo może być czymś wspaniałym, czymś, co staje się sensem i treścią życia – jeśli tylko – tak jak w tym wypadku – małżonkowie się kochają, ufają sobie i dobrze się rozumieją.

Ale nie każde małżeństwo jest takie przykładne i tak dobrze dobrane, jak para z nowelki Prusa. W literaturze znajdziemy wiele par, w których jedna z osób tak bardzo różni się od drugiej, że my, czytelnicy, dziwimy się nawet, że ci małżonkowie są w ogóle razem. Jedną z takich par są Dulscy z „Moralności pani Dulskiej” G. Zapolskiej. Przyjrzyjmy się Felicjanowi i Anieli, by zobaczyć, jak układają się relacje między nimi.

Pani Dulska to osoba wyjątkowa. Jest głową rodziny i doskonale się w tej roli sprawdza. Ma talent i predyspozycje do dyrygowania innymi, jest apodyktyczna, nie cierpi sprzeciwu, dyryguje wszystkimi i chciałaby każdego ustawić według własnego punktu widzenia. Ponadto jest bardzo wybuchowa i kiedy ktoś ma inne zdanie niż ona, od razu podnosi głos i robi awanturę. To dałoby się racjonalnie wytłumaczyć, gdyby Aniela miała słuszność, postępowała w zgodzie z przyjętymi ogólnie normami moralnymi. Ale tak nie jest – pani Dulska tylko pozoruje dobre maniery, utrzymuje pozory, żeby ludzie z jej otoczenia nie mieli powodów do plotek na temat jej rodziny. Tak naprawdę jednak jest skąpa (oszczędza nawet na biletach tramwajowych dla córki), fałszywa, dwulicowa i bardziej obchodzi ją to, co pomyślą inni, niż własna rodzina.

Charakter pani Dulskiej przedstawiłam tu nie bez potrzeby, bowiem jej zachowanie ma ogromny wpływ na jej małżeństwo. To ona rządzi w domu Dulskich, próbuje podporządkować sobie wszystkich. Cierpi na tym jej mąż – pan Felicjan, któremu Aniela wydziela cygara i pieniądze na przyjemności. W ten sposób pan Dulski stał się od niej uzależniony i coraz mniej potrzebny w domu. Z czasem zostaje mu odebrana możliwość wychowywania dzieci, nie uczestniczy już w żadnych domowych wydarzeniach, nikt się z nim nie liczy, wszyscy traktują go raczej jak niepotrzebny mebel, który można dowolnie przestawiać, zgodnie ze swoimi potrzebami.

Czy teraz, kiedy zobaczyliśmy Dulskich w takim świetle, możemy mówić o tym, że oni w ogóle są małżeństwem? W świetle prawa – oczywiście tak – wzięli przecież ślub, mają dzieci. To jednak nie wystarczy, żeby stanowić zgraną parę. Do tego trzeba jeszcze zaufania, poczucia bezpieczeństwa, miłości. Małżonkowie powinni czuć, że zawsze mogą na sobie polegać, że ich związek jest trwały i daje im satysfakcję. Tymczasem, kiedy patrzymy na parę Dulskich, mamy wrażenie, że oni są ze sobą jakby z przyzwyczajenia. Kiedyś, wiele lat temu, może się nawet kochali i pobierali z miłości. Zresztą ślady tego uczucia widzimy jeszcze u Felicjana Dulskiego – bo przecież gdyby nie kochał żony, na pewno by jej tak często nie ulegał, nie pozwalał wyrzucać się z pokoju i chować cygar. A jednak daje sobą rządzić. Myślę, że jedną z przyczyn mogło być to, że Felicjan po prostu chce mieć święty spokój, ale wydaje mi się, że tu jest coś jeszcze. Jestem przekonana, że on ulega, bo po prostu nie chce sprawiać żonie przykrości.

Jakkolwiek by nie było, jedno jest pewne – małżeństwo Dulskich niczym nie przypomina pary z „Kamizelki”. Tam obserwowaliśmy dwoje ludzi, którzy potrafią wzajemnie się wspierać, pasują do siebie i doskonale się rozumieją. Tu, w „Moralności pani Dulskiej”, nie widzimy ani wsparcia, ani dopasowania małżonków, ani podstaw, by twierdzić, że Aniela i Felicjan będą ze sobą do końca. Wydaje mi się, że to małżeństwo nie było tak naprawdę szczęśliwe i udane, ale czy faktycznie jest to spowodowane ich niedopasowaniem i różnicami charakteru? Wydaje mi się, że różnice charakteru nie mają nic wspólnego z nieudanym małżeństwem – czasem osoby, które są do siebie bardzo podobne, nie potrafią żyć ze sobą w zgodzie i szczęściu. Jako dowód niech posłuży trzecia małżeńska historia, a mianowicie losy Makbeta i Lady Makbet z dramatu Szekspira.

Król Szkocji i jego żona mają podobne charaktery. Makbeta poznajemy jako dzielnego, odważnego rycerza, lojalnego wobec swojego władcy i za wszelką cenę broniącego ojczyzny. Pierwsza scena dramatu odbywa się w lesie kiedy Makbet wraz z przyjacielem Bankiem spotykają czarownice. Od nich bohater dowiaduje się, jak będzie wyglądać jego przyszłość - przepowiednia głosi, że zostanie tanem Kawdoru, potem zaś królem Szkocji. Banko usłyszał od wiedźm, że będzie miał liczne potomstwo, ale podszedł do wróżby z dystansem. Makbet natomiast miał znacznie słabszą osobowość, był bardzo podatny na wpływy otoczenia - pierwszy raz ten fakt ujawnia się właśnie w momencie spotkania czarownic. Bohater jest przekonany, że wróżba jest czymś więcej niż tylko wymysłem wiedźm i wierzy, ze naprawdę sięgnie po te stanowiska. Kiedy pierwsza przepowiednia się spełnia, a Makbet zostaje tanem - jego ambicje zostają rozbudzone, a żądza władzy staje się jeszcze większa. Bohater wie, ze zostanie królem, wydaje mu się, że to tylko kwestia czasu. Postanawia pomóc losowi i przyspieszyć bieg wydarzeń. Wówczas ujawnia się jego pierwsza negatywna cecha - okazuje się, ze jest to człowiek ambitny i żądny władzy, do tego stopnia, ze w walce o nią posuwa się do morderstwa. Chociaż na początku ma wątpliwości co do swoich planów zabicia króla - szybko je rozwiewa i z zimną krwią morduje Dukana. Usprawiedliwić go może tylko fakt, że uległ namowom żony. I tu czas na, choćby powierzchowne, przedstawienie Lady Makbet. Gdy powiemy, że żona Makbeta jest po prostu jego „drugim ja”, „cieniem”, „odbiciem”, nie popełnimy dużego błędu. Bo Lady Makbet –jak zaznaczyłam wcześniej – jest do Makbeta bardzo podobna – tak samo opętana żądzą władzy, niebezpieczna, ma chorobliwie rozbudzone ambicje, które za wszelką cenę stara się zaspokoić. Podobnie jak mąż, jest stanowcza, silna i przebiegła.

Zastanówmy się teraz, czy fakt, że małżonkowie z dramatu Szekspira są tak dobrze do siebie dobrani pod względem charakteru, wpływa korzystnie na ich związek? Być może na początku tak faktycznie było, że kochali się i rozumieli doskonale. Świadczyć może o tym fakt, że Makbet zwierza się żonie ze swoich myśli, a zatem traktuje ją jak najbliższą sobie osobę. Nie wiemy, czy jest to symptom zaufania, jakim Makbet darzy żonę, czy może kwestia przyzwyczajenia? A może bohater Szekspira zwierza się zonie ze strachu? Bo przecież to ona jest – podobnie jak scharakteryzowana wcześniej pani Dulska – głową rodziny, ona decyduje o wszystkim. To za sprawą Lady Makbet jej mąż popełnia zbrodnie – ona obmyśla plan morderstwa, a także popycha go do czynu, zarzucając, że jest tchórzem, a nie prawdziwym mężczyzną. Co więcej, widać wyraźnie, że nie obchodzi ja to, co czuje Makbet – chce tylko zaspokoić własne ambicje, co jasno dowodzi, że nie kocha męża.

Czy patrząc na bohaterów dramatu w takim świetle, możemy przypuścić, że oni byli kiedyś, a może i są nadal, szczęśliwi? Wydaje mi się, że nie – między bohaterami z „Makbeta” nie można mówić o szczęściu, ani o udanym małżeństwie. Ona stosuje wobec niego przemoc psychiczną i szantaż, on się jej boi i z rezygnacją podporządkowuje jej woli. To z pewnością nie jest dobrana para, choć pod względem zgodności charakteru pasują do siebie idealnie.

Gdy przyjrzymy się dokładnie historiom trzech literackich małżeństw, które wybrałam, moglibyśmy wyciągnąć co najmniej kilka wniosków. Pierwszy pojawił nam się sam już wcześniej, ale myślę, że dobrze byłoby go teraz raz jeszcze powtórzyć – w małżeństwie nie ważne jest to, czy mąż i żona są podobni do siebie, czy całkowicie się różnią. Bo – jak pokazałam na przykładzie Makbeta i jego żony – bywa tak, że bardzo podobni do siebie ludzie nie są ze sobą szczęśliwi. Jestem przekonana, że dużo ważniejsze jest to, by kochać się i ufać sobie nawzajem, umieć słuchać tej drugiej osoby, starać się zrozumieć jej potrzeby. Tego nie potrafiła Aniela Dulska, dlatego jej małżeństwa nie można określić mianem „wzorowego”. W przeciwieństwie do bohaterki „Kamizelki”, która kochała męża aż do śmierci i przez cały czas była z nim szczęśliwa.

Czy z tej analizy literackich portretów małżeństw możemy wynieść jakąś wskazówkę, co do tego, jak żyć, by być w małżeństwie szczęśliwym? Myślę, że tak – tą wskazówką mogą być słowa Magdaleny Samozwaniec, które z pełną premedytacją umieściłam we wstępie jako motto mojej pracy. Małżeństwo jest pewną umiejętnością, którą każdy musi posiąść, by całe życie przeżyć z jednym człowiekiem. Składa się na nią umiejętność słuchania, wspierania, dostrzegania problemów ukochanej osoby, a przede wszystkim – umiejętność pójścia na kompromis. Bez tego wszystkiego, nie tylko nigdy nie będziemy szczęśliwi, ale możemy przez przypadek zmarnować komuś innemu życie.

Literackie małżeństwa – plan i bibliografia.



Ramowy plan prezentacji



I. Literatura podmiotowa

Szekspir William, Makbet, przeł. J. Paszkowski, Warszawa 1994, Kama, 130s.

Prus Bolesław, Kamizelka, Bielsko-Biała 1993, Beskidzka Oficyna Wydawnicza.

Zapolska Gabriela, Moralność pani Dulskiej, wyd. 2, Warszawa 1994, Kama.



II. Literatura przedmiotowa

Masłowscy Danuta i Włodzimierz, Aforyzmy polskie. Antologia, Kęty 2001, Wydawnictwo ANTYK, 496s.

Lamb Karol, Czary Prospera. Opowieści Szekspira, Łódź, 1958, Wydawnictwo Łódzkie, 329s.

Żurowski Andrzej, Czytając Szekspira, Gdańsk, 2001, Tower Press, 258s.





III. Ramowy plan wypowiedzi



1) określenie problemu

- Małżeństwo powinno być związkiem dwóch osób, które się kochają i pobierają z własnej woli, ale czy tak jest w literaturze?

- Wybór par małżeńskich (z „Kamizelki”, „Moralności pani Dulskiej” i „Makbeta”)



2) kolejność prezentowanych treści

a) Kamizelka

- nauczycielka i urzędnik

- wielka miłość, wzajemna troska w czasie choroby mężczyzny (postęp z kamizelką), opieka aż do śmierci

b) Moralność pani Dulskiej

- Aniela i Felicjan

- ona jest głową rodziny, podporządkowuje sobie wszystkich, dyryguje nim.

- on ulega żonie – w jego zachowaniu widzimy ślady miłości, ale tak naprawdę małżonkowie się nie kochają

c) „Makbet”

- dopasowani pod względem charakteru – oboje chorobliwie ambitni i żądni władzy, bezwzględni

- nie kochają się i nie są szczęśliwi – on boi się jej i zabija ze strachu, ona spełnia tylko swoje żądze i szantażuje emocjonalnie męża



3) wnioski

a) dopasowanie małżonków pod względem charakteru nie zapewni im szczęśliwego życia

b) życia w małżeństwie trzeba się nauczyć.

IV Materiały pomocnicze