Manoppello to niewielka miejscowość niedaleko Pescary w Abruzji we Włoszech. Miejsce stało się słynne dzięki wydanej w 2005 r. książce niemieckiego dziennikarza „Die Welt” Paula Badde, który twierdzi, że znajduje się tam największa relikwia chrześcijaństwa, wizerunek przedstawiający prawdziwe oblicze Chrystusa. Ruch pielgrzymkowy do tego miejsca jeszcze bardziej się wzmógł, kiedy w pierwszą podróż poza miasto Rzym wybrał się tam 1 września 2006 r. papież Benedykt XVI.

Kiedy przed rokiem przeczytałem książkę Paula Badde nie myślałem, ze już po kilku miesiącach osobiście zapragnę znaleźć się w tym miejscu i opisane w książce sensacyjne fakty skonfrontować z rzeczywistością. W pierwszą podróż wybrałem się samochodem, aby móc bez skrępowania czasowego zapoznać się z tajemnicą tego miejsca.

Moja pielgrzymka była całkowicie spontaniczna, w piątek decyzja, że w najbliższą niedzielę po południu wyruszamy. Droga prowadziła przez tradycyjne pielgrzymkowe i turystyczne trasy z nastawieniem, że celem jest Manoppello. Udało się nam tam dotrzeć po trzech dniach. Kiedy zaparkowaliśmy samochód przed niewielkim i niczym nie wyróżniającym się kościołem, był wieczór. Świątynia od godziny powinna być już zamknięta, jednak naszą uwagę przykuły otwarte drzwi kościoła. Krótkie porozumiewawcze spojrzenie i już jesteśmy w pustej świątyni, tak jak gdyby oczekiwała właśnie na nasze przybycie. Pośrodku kościoła w pięknym ołtarzu, bardzo charakterystycznym dla Włoch nasz wzrok przykuł relikwiarz z Boskim Obliczem. Od razu udaliśmy się tam, aby być jak najbliżej. Okazało się, że specjalne schody prowadzą do relikwiarza, dzięki czemu można z bliskiej odległości zobaczyć skarb tam przechowywany. Trudno opisać radość i to niezwykłe trudne do opisania uczucie, które nam towarzyszyło. Dłuższy czas mieliśmy okazję z bardzo bliska wpatrywać się w Oblicze, bez żadnych świadków i popędzających nas osób. Twarz w relikwiarzu i dwie osoby na kolanach. Właśnie, kiedy człowiek jest na kolanach Oblicze przemawia najbardziej. Towarzyszyły nam słowa, które podczas swojej wizyty w Manoppello wypowiedział Benedykt XVI: „Chciałbym podziękować Panu za dzisiejsze spotkanie, proste i rodzinne, w miejscu, gdzie możemy rozważać tajemnicę Boga, kontemplując ikonę Świętego Oblicza”. W rzeczywistości to proste kameralne spotkanie było kontemplacją Boga w tajemnicy jego Świętego Oblicza.

Relikwia z Manoppello

Kiedy przyglądamy się zawartej w relikwiarzu relikwii widzimy tylko kawałek delikatnego materiału, pod pewnym kontem wydaje się przezroczystego. Przy bliższym spojrzeniu materiał ukazuje: „twarz brodatego mężczyzny z lokami na skroniach i złamanym, wąskim nosem. Mężczyzna ma rzadką, młodzieńczą brodę… Na środek czoła opada mały kosmyk. Kiedy się dokładniej przyjrzeć widać, że skóra wokół ust na policzkach i czole ma intensywnie różowy odcień świeżo zadanych ran… Na obrazie nie widać szyi ani uszu, które znikają pod włosami. Z szeroko otwartych oczu emanuje niewytłumaczalny spokój… W czarnych punkcikach źrenic włókna wydają się osmolone, jakby wysoka temperatura przypaliła nici” – To słowa, którymi wizerunek opisuje Paul Badde.

Przez ostatnie wieki wizerunek w Manoppello był czczony jako jeden z pięknych cudownych obrazów, jakich wiele czci się w sanktuariach całego świata. Sensacyjnego odkrycia dokonali Niemcy – trapistka i malarka ikon siostra Blandina Schlömer oraz historyk sztuki ojciec Heinrich Pfeiffer SJ. Chusta z Manoppello miała leżeć na głowie Pana Jezusa w Jego grobie. Opisuje to św. Jan: „Potem przybył do grobu Szymon Piotr (…). Wszedł do grobu i zobaczył leżące tam płótna i chustę, którą Jezus miał na głowie; leżała teraz zwinięta nie razem z płótnami, ale oddzielnie na innym miejscu” (J 20,6-7). Znajdujący się na chuście wizerunek ma przedstawiać twarz Zmartwychwstałego. Na obrazie nie ma śladu żadnych farb, pędzla czy ołówka. Wizerunek nie został namalowany ludzką ręką, lecz powstał w chwili zmartwychwstania Chrystusa.

Kiedy autorzy tego odkrycia porównali wizerunek z Manoppello z Całunem Turyńskim ukazało się kolejne sensacyjne odkrycie. Całun z Manoppello dokładnie odpowiada Całunowi z Turynu, to znaczy, że Oblicze z Manoppello i Oblicze z Turynu jest obliczem tego samego Człowieka. Arcybiskup Kolonii ks. kard. Joachim Meisner, który widział relikwię w Manoppello stwierdził: „O ile jednak na Całunie z Turynu znajduje się Oblicze Chrystusa umęczonego, o tyle na Całunie z Manoppello widnieje Oblicze Wielkanocnego Pana”.

Historia

Jak głosi miejscowa legenda Oblicze Jezusa Chrystusa trafiło tam w XVI w. za sprawą „cudownej interwencji Niebios” – przekazane przez ręce pielgrzyma anioła. Pierwsze pismo potwierdzające obecność w tym mieście bezcennej Chusty pochodzi z 1645 r. W dokumencie kapucyn o. Donato da Bomba opisuje jej dzieje na przestrzeni ponad stu lat. Na skutek kradzieży i złego przechowywania Chusta uległa w tym czasie poważnym zniszczeniom. Od całkowitego zniszczenia uratował ją Donato Antonio De Fabritiis, który zdecydował się oddać relikwię ojcom kapucynom. W klasztorze wyrównano jej postrzępione brzegi i rozpięto na ramach z drewna orzechowego. Następnie płótno zostało umieszczone pomiędzy dwiema szybami”. Od 1646 r. mieszkańcy Manoppello i okolic oddają część Wizerunkowi, który nazywają Il Volto Santo czyli Świętym Obliczem. Nie potrzebują dowodów, wierzą w jego nadprzyrodzone pochodzenie. Ciekawe wydarzenie miało miejsce na początku XVIII w., kiedy postanowiono oprawić je w nowe srebrne ramy. Okazało się, że Cudowne Oblicze zniknęło i pojawiło się dopiero po ponownym oprawieniu go w stare ramy. W XIX w. na skutek prześladowań religijnych, jakie dotykały zakon ojców kapucynów, Wizerunek dwukrotnie pozostawał pod opieką sióstr klarysek. Od 1871 r. znowu mogą go zobaczyć wierni.

W jaki sposób Wizerunek Jezusa trafił do Manoppello?

Już w starożytności chrześcijańskiej najpierw w Edessie, a potem w Konstantynopolu czczono niezwykły wizerunek Chrystusa, który miał być Jego prawdziwym Obliczem. Kiedy Wizerunek znalazł się w Rzymie do Wiecznego Miasta przybywali pielgrzymi z całej Europy. W Rzymie zaczęto Wizerunek nazywać Chustą Weroniki lub po prostu Weroniką, gdyż łacińsko-grecka zbitka słowa vera eikon oznacza „prawdziwy obraz” lub „prawdziwa ikona”. Papież Urban VIII postanowił wybudować dla relikwii drogocenniejszy przybytek. W 1506 r. położono kamień węgielny pod kolumną św. Weroniki, wewnątrz której wybudowano skarbiec Bazyliki św. Piotra, by umieścić w nim Chustę Weroniki. Relikwia musiała być niezwykle cenna, skoro kolumna św. Weroniki była jedną z czterech kolumn podtrzymujących kopułę Bazyliki św. Piotra. Jak twierdzi o. Pfeiffer podczas prowadzenia prac remontowo-budowlanych przy Bazylice została ona skradziona i przewieziona do Manoppello. Dowodem na to są puste ramy z dwiema zbitymi kryształowymi szybami, w których do XVI w. przechowywano relikwię. Podczas ostatniej pielgrzymki do Rzymu w skarbcu Bazyliki św. Piotra na Watykanie miałem okazję zobaczyć ramy, które idealnie pasują do Oblicza z Manoppello. To z nich ma pochodzić kawałek szkła tkwiący w Chuście z Manoppello. Według oficjalnych danych Chusta Weroniki nadal znajduje się w Bazylice św. Piotra. Wystawiana jest na widok publiczny tylko przez chwilę i to raz w roku. W 2005 r. Paul Badde miał okazję zobaczyć relikwię. Niewiele mógł na niej dostrzec. Pozwolono mu ją także zmierzyć. Obraz okazał się większy niż pusta rama przechowywana w Watykanie. Tak więc watykańska relikwia nie była tą, którą przez wieki pokazywano w Rzymie jako Weronikę.

Badania naukowe

W swojej książce „Boskie Oblicze” obok historii Całunu Paul Badde opisuje także obecny stan badań naukowych relikwii. Jako pierwsza przeprowadziła je siostra Blandina, która odkryła dokładną zgodność rysów Człowieka z Całunu w Turynie i Oblicza z Manoppello, a nawet rozmieszczenia ran. Z tym, że na Całunie Turyńskim rany są otwarte i krwawiące, a na Chuście z Manoppello zasklepione i zabliźnione. Wyniki swoich badań trapistka przesłała ojcu Pfeifferowi. Ten wybitny syndonolog (badacz Całunu Turyńskiego) przypuszcza, że oba Całuny znajdujące się w grobie Jezusa „nasączone były roztworem aloesu i mirry, który sprawił, że płótna stały się materiałem światłoczułym. Całun z Turynu to negatyw, oblicze na Chuście, która leżała na Całunie, to pozytyw. Z punktu widzenia techniki fotograficznej Chusta musiała leżeć na wierzchu”. Dzięki wykorzystaniu fotografii cyfrowej odkryto, że obraz z Manoppello łączy w sobie niemożliwe do pogodzenia cechy rysunku, fotografii i hologramu. Zdjęcia wykonane aparatem cyfrowym ukazują trójwymiarowość Wizerunku. Podczas badań pytano także o materiał, z którego powstał Całun z Manoppello. Ostatnia osoba znająca tajniki pozyskiwania i produkcji morskiego jedwabiu czyli bisioru Chiara Vigo z wyspy Sant` Anttioco potwierdziła, że Oblicze powstało właśnie na tym materiale. Morski jedwab był najdroższą tkaniną w starożytnym świecie. Przepuszczając jasne światło staje się przeźroczysty. Marcin Luter, który słynął z tego, że pragnął demaskować fałszywe relikwie słysząc, że do Rzymu ściągają tłumy, aby tę relikwię zobaczyć przybył tam także osobiście i stwierdził, że zobaczył płótno, ale twarzy nie widział. Mógłby to być pośredni dowód, że chusta z Manoppello jest tą, która została pokazana Marcinowi Lutrowi w Rzymie.

Bisior to niezwykła tkanina nazywana „morskim jedwabiem”. Nie można na nim malować, a więc Cudowne Oblicze nie może być dziełem człowieka. Badacze zwrócili także uwagę, że na zachowanych kopiach Chusty św. Weroniki wykonanych do XVI w. Chrystus ma otwarte oczy tak jak w Manoppello, natomiast na późniejszych nieproporcjonalną twarz zmarłego i zamknięte oczy. Wszystko to skłania do przyjęcia, że Il Volto Santo jest autentycznym wizerunkiem Chrystusa.

Może rodzić się jeszcze jedno pytanie, skąd tak drogocenne płótno na twarzy Pana Jezusa. Kiedy Chrystus umarł na krzyżu należało pochować Jego ciało w wielkim pośpiechu, ponieważ rozpoczynała się pascha żydowska. Wśród tych, którzy towarzyszyli Jezusowi w Jego pogrzebie była Maria Magdalena. Zgodnie ze zwyczajem żydowskim na ciało zmarłego położono kilka warstw materiału. Pewnie jeden z nich to chusta, którą Maria Magdalena miała na swojej głowie i była jednym z prezentów jakie otrzymywała, kiedy prowadziła jeszcze grzeszne życie.

Nowe odkrycie Chusty z Manoppello zbiegło się ze śmiercią Jana Pawła II. Krótko przed pogrzebem Papieża niemiecki kard. Meisner z Kolonii przybył do Manoppello. Kiedy ukląkł w kościele wypowiedział słowa: „Pan mój i Bóg mój”, natomiast w księdze gości konwentu zapisał: „On nie patrzy nam jedynie w oczy. On patrzy w głębię naszego serca. Nie oczami wodza, czy surowego sędziego, lecz oczami brata i przyjaciela. To oczy Dobrego Pasterza”. Po pogrzebie Jana Pawła II świat obiegły niezwykłe zdjęcia, papieski ceremoniarz Piero Marini i długoletni sekretarz Papieża arcybiskup Stanisław Dziwisz oddają ostatnią posługę miłości, okrywają twarz „całunem”, z najdelikatniejszego jedwabiu, tak jak uczyniła to Maria Magdalena. Jak potem na konferencji prasowej powiedział arcybiskup Marini to element nowego pontyfikalnego rytu pogrzebowego, wprowadzonego w tajemnicy przez samego Jana Pawła II. Obrzędowi temu towarzyszą słowa: „Niech jego oczy, ukryte przed naszym wizerunkiem, oglądają Twoje piękno”.

Kardynał Ratzinger w czasie Mszy św. na rozpoczęcie konklawe powiedział, ze: „Bóg objawił nam swoje Oblicze”, a w kilka miesięcy potem już jako papież Benedykt XVI podczas wizyty w Manoppello powiedział: „Kiedy modliłem się przed chwilą, myślałem o dwóch apostołach, którzy spotykają Pana i pytają: Nauczycielu, gdzie mieszkasz? Tego samego dnia zrozumieli, że znaleźli Mesjasza. Ale ile drogi mieli jeszcze przed sobą! Nie wyobrazili sobie, jak głęboka może być tajemnica Jezusa z Nazaretu, jak Jego twarz może okazać się nieprzenikniona, tak że po trzech latach Filip, jeden z nich, podczas ostatniej wieczerzy usłyszał: Od tak dawna jestem z wami, a nie rozpoznałeś mnie, Filipie. Kto widział mnie, widział i Ojca. Jednak dopiero po spotkaniu Zmartwychwstałego apostołowie zrozumieją znaczenie słów Jezusa i staną się Jego niezmordowanymi głosicielami i świadkami aż po męczeństwo”. „By zobaczyć Ojca, trzeba poznać Chrystusa – mówił dalej Papież – Ten, kto spotyka Jezusa, kto pozwala Mu się pociągnąć i gotów jest iść za Nim aż po ofiarę z życia, doświadcza tego, czego On dokonał na krzyżu, że tylko ziarno, które upadnie na ziemię i obumrze, przynosi owoc. Kto nienawidzi życia na tym świecie, zachowa je na wieczność. To doświadczenie prawdziwych przyjaciół Boga, świętych, którzy rozpoznali w twarzach potrzebujących braci oblicze Pana. Zapewniają nas, że jeśli wiernie pójdziemy drogą miłości, i my zaspokoimy głód obecności Boga”.

Dzisiaj to spotkanie z Chrystusem Zmartwychwstałym w sposób szczególny dokonuje się w Manoppello, a wszyscy, którzy tam przybywają jako pielgrzymi mają okazję w skupieniu kontemplować i być przekonanymi o tym, że rozpoznali Prawdziwe Oblicze Chrystusa.