Postawy kobiet walczących na Kujawach w czasie II wojny światowej

W języku polskim nazwy większości zawodów występują w dwu formach, męskiej i żeńskiej, i na co dzień nie przywiązujemy do tego większej wagi. Aktor i aktorka, księgowy i księgowa, żołnierz i …? Tu pojawia się problem, bo przecież nikt nie powie „żołnierka”, co nie zmienia jednak faktu, że kobiety brały (i biorą do tej pory) czynny udział w walkach o wolność i bezpieczeństwo swojego kraju. Tak również było także w czasie trwania II wojny światowej na terenach całej Polski, w tym i na Kujawach. Nie mówi się o nich często, choć ich losy i działania zasługują na to, by o nich pamiętać.

Początki II wojny światowej wspomina między innymi Janina Dzieszkowska pochodząca z Inowrocławia. Miała wtedy szesnaście lat i zapamiętała wszystkie szczegóły tych okropnych wydarzeń. Najpierw wieść o mobilizacji mężczyzn, potem kopanie rowów przeciwlotniczych, a w końcu pierwsze bombardowanie. Jako młoda dziewczyna musiała patrzeć na śmierć, drżała o los swojej rodziny, bo wkrótce po wejściu Niemców do miasta jej ojciec i brat zostali zatrzymani jako zakładnicy. Gdy zginął gdzieś jakiś Niemiec, opowiada Dzieszkowska, natychmiast zabijano trzech Polaków. W jej opowieści bez najmniejszego problemu można znaleźć ogromny strach, a bali się wszyscy, i starzy i młodzi. Ludzie mówili, że jeśli ktoś będzie miał „coś wojskowego”, to będą rozstrzeliwać. Ona należała wtedy do Przysposobienia Wojskowego Kobiet, mundur zniszczyła – na wszelki wypadek. Po około miesiącu od wybuchu wojny została wysłana na przymusowe roboty do Niemiec, skąd uciekła, ale nie udało jej się przekroczyć granicy. Po zakończeniu wojny wróciła do Inowrocławia.

Z początku dzieci, zwłaszcza te młodsze, cieszyły się z zawieszenia zajęć w szkole. Kiedy je przywrócono szybko zmieniły zdanie gdy zakazano im rozmów po polsku, najpierw w szkole, potem w domach. Tajne nauczanie dzieci i młodzieży w Inowrocławiu zorganizowano już w pierwszych miesiącach okupacji. Początkowo nauczyciele uczyli dzieci znajomych i sąsiadów. Nauka odbywała się w mieszkaniach rodziców lub nauczycieli. Niektóre książki używane do nauki pochodziły z biblioteki Liceum im. Jana Kasprowicza, skąd zostały uratowane przed zniszczeniem. Do tej pory trudno jest określić, ile dzieci korzystało z tej formy nauki. W zorganizowanych później kompletach na poziomie licealnym i gimnazjalnym aktywnie działało wielu nauczycieli. Nauczanie stopnia podstawowego prowadziły między innymi Elżbieta Frommholz, Janina Górna, Zofia Jakubowska, Genowefa Jaworska i wiele innych. Działalność ta była zakonspirowana – grupy uczniów nie wiedziały wzajemnie o swoim istnieniu. Lekcje odbywały się 2-3 razy w tygodniu a miejsca spotkań ciągle się zmieniały. Na zajęcia przychodzono pojedynczo, nigdy w grupach. Uczniowie pisali na luźnych kartkach papieru a nie w zeszytach, ponadto notatka nigdy nie zawierała dat ani żadnych nazwisk – wszystko to dla bezpieczeństwa zarówno uczniów, jak i nauczycieli.

Utworzono również grupy na poziomie szkoły średniej. Nauczycielkami tych uczniów były między innymi K. Dziubowa – nauczycielka psychologii i Genowefa Jaworska – wykładała geografię. Zasady organizacji tych spotkań nie różniły się od tych na niższym poziomie, jednak forma pracy uczniów była inna. Dany temat był opracowywany punktowo, w domu rozszerzany i przygotowywany pamięciowo. Grupa ta zasługuje na szczególną uwagę ze względu na to, że oprócz nauki własnej, prowadzono w niej kurs pedagogiczny. Przygotowywał on do nauczania dzieci na poziomie szkoły podstawowej.

Chętnych do pracy z dziećmi nie brakowało. Niemal każda uczennica chciała działać w przyszłości na rzecz Polski, dlatego chętnie przyjmowały posady nauczycielek. Robiły rzecz ważną, jeśli nie najważniejszą - nie dopuszczały do tego, aby język polski i nasza kultura odeszły w niepamięć. Wszystkie bez wyjątku opowiadały o Polsce, zaszczepiały w dzieciach miłość do Ojczyzny. Tłumaczyły im również aktualną sytuację w taki sposób, aby żadne z dzieci przypadkiem nie wyjawiło prawdy niewłaściwym osobom. A takich przecież nie brakowało: w kręgu nieprzyjaciół był każdy Niemiec a także wielu Polaków. Znane są przecież przypadki, kiedy to Polacy donosili na swoich sąsiadów czy rodzinę.

Wspominana wyżej Genowefa Jaworska urodziła się 29 grudnia 1914 roku w Inowrocławiu. Maturę i kwalifikacje nauczycielki zdobyła w żeńskim Seminarium Nauczycielskim w 1933 roku, również w Inowrocławiu. Z powodu dużego bezrobocia nie mogła znaleźć stałej pracy, dlatego często zmieniała posady i miejsca zamieszkania. Przez pewien czas pracowała w Hrubieszowie (województwo lubuskie) w świetlicy wojskowej. Tam uczyła niepiśmiennych żołnierzy czytania, pisania i historii Polski. Do wybuchu wojny pracowała w Bibliotece Miejskiej w Bydgoszczy. W początkach okupacji stworzono organizację tajnego nauczania, w którą Jaworska zaangażowała się jako nauczycielka geografii. Od 1940 roku pracowała w Urzędzie Gminy. Taka posada umożliwiła jej dostęp do niemieckich formularzy na różne dokumenty, w tym i na dokumenty osobiste i przepustki – tak zwane Passiercheiny. Te z kolei służyły do wyrabiania fałszywych dokumentów dla ludzi ściganych przez policję hitlerowską. Prawdopodobnie w 1942 roku Jaworska nawiązała kontakty z Armią Krajową, wtedy to utworzyła Wojskową Służbę Kobiet i bardzo się w nią zaangażowała. Kierowała bowiem jedną z dwu grup szkoleniowych. Była to organizacja prowadząca wywiad, łączność konspiracyjną, służbę sanitarną i opiekę społeczną. Inowrocławska komórka WSK składała się z dwu grup, wyższej i niższej. Uczestniczki pierwszej z nich miały w przyszłości organizować kolejne kursy PCK. Do niej należały między innymi Maria Kopeć, Kinga Polak i Stefania Rutkowska. W pracach drugiej grupy udział brały między innymi Danuta Bąkowska, Krystyna Derech czy Barbara Polak. W Inowrocławiu Wojskowa Służba Kobiet rozwinęła się w działalności Polskiego Czerwonego Krzyża. Już we wrześniu 1939 roku zorganizowano punkty żywienia i zespoły ratowniczo – sanitarne. Genowefa Jaworska kontynuowała nielegalną działalność Polskiego Czerwonego Krzyża przez kolejne lata. Członkowie organizacji zbierali pieniądze, leki, ubrania i żywność, głównie dla tych przebywających w obozie na Błoniach, oraz rodzin aresztowanych.

Przez dość długi czas Genowefa Jaworska prowadziła swoją działalność. Jednak 6 grudnia 1943 roku została aresztowana i umieszczona w inowrocławskim obozie na Błoniach. Policja niemiecka usiłowała znaleźć obciążające ją dowody. Te jednak zostały ukryte przez jej matkę – Marię. Wkrótce i ją aresztowano i osadzono na Błoniach.

Według relacji Janiny Kurek i Henryki Różyckiej, przebywających wtedy w obozie, Jaworską poddawano bestialskim torturom, niejednokrotnie traciła przytomność z bólu i wycieńczenia. Po pewnym czasie zaczęła symulować utratę mowy i bezwład rąk i nóg – sekret ten znały tylko jej współwięźniarki. To rozwiązanie nie pomogło i 22 czerwca 1944 roku została rozstrzelana – nie wydała jednak nikogo.

Z opowiadań rodzinnych, książek i spotkań z tymi, którzy wojnę pamiętają wiem, że młodzi Niemcy (wychowywani tak całkowicie świadomie) byli okrutni. Zabijali bez skrupułów, im brutalniej, tym lepiej. Znęcanie się nad więźniami obozów było dla nich rozrywką, czymś normalnym. Nic nie było ich w stanie powstrzymać, ani błagania, ani łzy. Ową "rozrywką" w obozie na Błoniach było straszenie ludzi psami. Więźniowie byli przywiązywani do płotu w taki sposób, by ledwie dotykali stopami ziemi. Wtedy puszczano na nich rozjuszone zwierzęta. Bronić mogli się tylko nogami, jeszcze bardziej prowokując je do ataku. Najstraszniejsze wydaje się to, że wymyślenie tego błędnego koła nie zajęło Niemcom wiele czasu. Potem prześcigali się w "ulepszaniu" swoich licznych "rozrywek".

Aresztowania były w owym czasie swoistą codziennością. Siostry Jadwiga i Janina Sadowskie, uczestniczki WSK, zostały aresztowane wraz z bratem Bronisławem 23 października 1943 roku. Następnie, 7 marca 1944 roku czyli w kilka dni po aresztowaniu Jaworskiej, zatrzymano pozostałe członkinie organizacji. Większość z nich została wywieziona do obozu koncentracyjnego w Ravensbrück. Borszewska, Lutkowska i Wojtalak zostały skazane na sześć miesięcy więzienia w obozie na Błoniach, Kinga Polak tam zmarła.

Matka Jaworskiej – Maria zmarła z wycieńczenia 10 listopada 1944 roku w obozie w Revensbrück. Jeden z braci – Stanisław został wywieziony do Niemiec na roboty. Stamtąd uciekł i wstąpił w szeregi jugosłowiańskich partyzantów. Drugi z braci – Kazimierz – komandor w stanie spoczynku osiadł w Gdyni i był nauczycielem wiedzy o społeczeństwie w Technikum Budowy Okrętów.

Jedna z przyjaciółek Genowefy Jaworskiej – Kazimiera von Hoff – opisała ją jako uroczą, przemiłą i pełną humoru kobietę. Pretekstem do wspomnień było nadanie Zespołowi Szkół Zawodowych numer 2 imienia Genowefy Jaworskiej. List pełen osobistych wspomnień dostarczono w dwa miesiące po uroczystości z Phoenix.

Genowefie Jaworskiej nadano pośmiertnie złotą Honorową Odznakę Polskiego Czerwonego Krzyża, którą odebrał jej ojciec, pan Franciszek.

Mieszkanki Inowrocławia działały charytatywnie nie tylko w czasie II wojny światowej, ale i na wiele lat przed nią. Helena Tokarska urodzona 15 lutego 1889 roku w Pakości jest wspaniałym przykładem bezinteresownej pomocy na przestrzeni lat. Była prezeską Stowarzyszenia Kobiet Pracujących, członkinią zarządu Towarzystwa Charytatywnego – organizowała pomoc dla chorych i starszych. Po ślubie zamieszkała w Inowrocławiu przy ulicy Dworcowej – był to rok 1922. Tokarska wzięła udział w tworzeniu świetlicy na Błoniach dla ludzi ubogich, eksmitowanych ze swoich mieszkań. Na te działania niejednokrotnie przeznaczała własne pieniądze. W latach trzydziestych należała do PCK i PZZ, bliski jej sercu był również ruch na rzecz równouprawnienie kobiet.

We wrześniu 1939 roku podjęła się organizacji pomocy dla polskich uciekinierów z Pomorza. Zajmowała się również rozdziałem broni odebranej Niemcom. Z tego powodu otrzymała wkrótce polecenie wyjazdu do Warszawy. Razem z córką Czesławą pracowała w Szpitalu Ujazdowskim. Po jego ewakuacji wyjechała do Opoczna, gdzie pracowała w Radzie Głównej Opiekuńczej. Udzielała pomocy powstańcom warszawskim i Żydom. W tym czasie jej mąż Leon zaopatrywał partyzantów w najpotrzebniejsze rzeczy i żywność. Został za to rozstrzelany przez gestapo 22 grudnia 1942 roku w więzieniu w Tomaszowie Mazowieckim. Wspomniana córka Czesława, łączniczka w powstaniu warszawskim, poległa 14 września 1944 roku.

Po wojnie Helena Tokarska wróciła do Inowrocławia. Nie zrezygnowała też z pomocy innym, cały czas organizowała akcje dobroczynne. Zmarła 2 marca 1966 roku.

Postawa Heleny Tokarskiej może dziwić, zwłaszcza teraz, gdy wszyscy gonimy za swoimi sukcesami. Jednak wtedy, w czasie wojny, wszyscy pomagali sobie wzajemnie i było to naturalne. Choć rodziny nie miały za wiele, potrafiły sobie pomagać. Nie było podziałów, bo przecież każdy jest człowiekiem. Od ludzi żyjących w czasie II wojny światowej możemy uczyć się człowieczeństwa, poczucia polskości i wytrwałości. Nikt nie zamknął się w swoim domu ale wszyscy walczyli o wolność dla siebie, swoich rodzin i przyszłych pokoleń.

II wojna światowa odcisnęła swoje piętno również i w mojej rodzinie. Mama usłyszała od swojej babci tylko jedną historię. W obozie na Błoniach panowały bardzo złe warunki. Wszyscy ludzie przechodzący obok obozu do pracy, w tym i kobiety, chcieli choć trochę ulżyć niedoli więźniów. Kobiety przynosiły ze sobą trochę chleba i próbowały przerzucić go za drugą stronę ogrodzenia. W takiej sytuacji Niemcy strzelali bez ostrzeżenia do tych, którzy chcieli pomóc i do tych, którzy chcieli tą pomoc przyjąć.

Prababcia więcej nie chciała opowiedzieć. Ta historia jest dla mnie bardzo ważna. Mama usłyszała ją „u źródła”, od swojej babci, i opowiedziała mi ją na tyle dokładnie na ile zdołała. A ja zamierzam opowiedzieć ją w przyszłości moim dzieciom, bo o wydarzeniach II wojny światowej nie wolno nam zapomnieć. Moje pokolenie musi usłyszeć tą lekcję i wyciągnąć z niej odpowiednie wnioski.

Przytoczone przeze mnie historie kończą się różnie. Genowefa Jaworska została zamordowana, Helena Tokarska i moja prababcia Genowefa Zielińska wojnę przeżyły. Każda z tych kobiet jest dla mnie bohaterką choć przez okres wojny zajmowały się zupełnie czym innym. W moich oczach niewątpliwie wygrały II wojnę światową.

Wojna skończyła się dawno, ale ci, którzy ją przeżyli wciąż ją pamiętają, i nigdy jej nie zapomną. Po tylu latach wciąż jest im ciężko, nie chcą opowiadać. Dlatego szczególnie podziwiam tych, którzy wracają do swoich wspomnień i ostrzegają tych, którzy na szczęście nie doświadczyli czym jest wojna.

W swoim wspomnieniu Regina Folleher pisze: „Słowo „wojna” wywołuje we mnie najbardziej przykre i bolesne wspomnienia. Aresztowano mojego męża Edmunda. Mam przed oczyma pobojowisko w naszym mieszkaniu podczas pobytu policji hitlerowskiej. Swoim wnukom i wszystkim dzieciom życzę spokojnego, beztroskiego dzieciństwa i młodości, a swoim dzieciom i innym dorosłym ludziom, aby nigdy nie przeżyli tego czego ja w czasie II wojny światowej doświadczyłam.”

Również i młodzi ludzie opisują swoje wyobrażenia wojny, czasem też historie swoich rodzin. Wszystkie te opowieści, starszych i młodszych, łączy jedno: pragnienie pokoju i wolności i aby słowo „wojna” znalazło się w słowniku archaizmów. Tego pragnę i ja.

Bibliografia:

• Dzieje Inowrocławia, pod red. Mariana Biskupa, tom 2, PWN, Warszawa – Poznań – Toruń 1982

• Ziemia Kujawska, pod red. Mariana Biskupa, tom 9, Polskie Towarzystwo Historyczne, Inowrocław 1993

• Był taki wrzesień…, pod red. Zenona Mazura, Wydawnictwo Rady Miejskiej Patriotycznego Ruchu Odrodzenia Narodowego w Inowrocławiu, Inowrocław 1989

• Inowrocławski Słownik Biograficzny, pod red. Edmunda Mikołajczaka, Kujawsko- Pomorskie Towarzystwo Kulturalne, Inowrocław 1994

• Opowieści rodzinne

• www.zsp2.com.pl