„W życiu bowiem istnieją rzeczy, o które warto walczyć do samego końca.” Słowa, które wypowiedział Paulo Coelho, obrazują życie pewnej wyjątkowej Polki. Ludzie, którzy czegoś dokonują, robią coś dla innych często są anonimowi, bo sami nie zabiegają o sławę i rozgłos. Słyszymy o osobach, które uratowały tysiące, a zapominamy, że każde uratowane istnienie jest godne szacunku. Uratowanie życia 15 osobom, to rzecz niewyobrażalna. Osoba która tego dokonała jest pochowana w klasztornych katakumbach w zaciszu szymanowskiego parku. Pośmiertnie odznaczono ją medalem „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata”. Tą osobą była przełożona klasztoru Sióstr Niepokalanek Wanda Garczyńska.

Przygarnęła ona 15 dziewczynek – Żydówek, z getta lub poza jego murami, które nie miałyby szans na przeżycie. Jednak nie chodzi tylko o uratowanie tych dziewcząt, ale również o stworzenie im godnej życia atmosfery. Był to okres wojny, ratując żydowskie dzieci, Wanda Garczyńska ryzykowała życiem. Podczas drugiej wojny światowej, w okupowanej Polsce, jak również w niektórych innych krajach Europy Wschodniej, karą za pomoc Żydom była śmierć. Śmierć groziła ratującemu i jego rodzinie. W powojennej Polsce, czyny ratujących, często społecznie niedoceniane, były niejednokrotnie ukrywane. Mogła jak większość ludzi, być posłuszną i w ten sposób unikać zagrożenia ze strony agresora. Jej wielkie serce nie pozwalało zostawić tych dziewczynek na ulicy. Pozwoliła mi choć na chwilę zapomnieć o okrucieństwach wojny.

Siostry Niepokalanki mają piękną kartę w dziejach ratowania Żydów. Dzieci nie tylko znalazły tam, u sióstr, bezpieczne lokum, ale otoczone były przez wszystkie siostry najtroskliwszą opieką. W otaczającym dzieci piekle niebezpieczeństw i okrucieństw, siostry potrafiły stworzyć pogodną, pełną ciepła atmosferę. Dzieci się uczyły, nigdy nie odczuwały różnicy w okazywaniu uczuć w stosunku do nich i dziewczynek Polek.

Każdy musi szukać coś, z czego czerpać będzie siły, na” płynięcie pod prąd”. Ta dobroduszna, niepozorna kobieta czerpała tą energię ze słowa bożego. Ludzie, którzy zetknęli się z s. Wandą Garczyńską, odnosili się do niej jak do osoby żyjącej Ewangelią – czyli Miłością. Dom stał na przeciwko niemieckich koszar SS, więc wizyty Niemców były częste i nieprzewidywalne. Rude lub czarne główki dziecięce trzeba było chować w szafie, nawet między habitami, lub pod własny habit. Mimo to Wanda Garczyńska nie poddawała się, nie zlękła się, iż może zostać ukarana za to, iż nie jest pokorna wobec okupantów. Nawet wymagające w czasach terroru maksymalnego heroizmu czyny nie zniechęcały jej do działania. Bardzo młode siostry często drżały z lęku, ale wtedy ich przełożona umacniała je słowami Ewangelii, sama nie zwracając uwagi na własne lęki. Według jej stwierdzenia oddać życie za drugiego człowieka, dziecko – „to naturalne”.

Wanda Garczyńska została pośmiertnie uhonorowana tytułem, jednak myślę, że dla niej samo pomaganie ludziom było sensem jej życia. Nie każdy może pochwalić się taką odwagą i wiarą. A ona mogła spełnić się, kierować słowami ewangelii, być natchnieniem dla swoich podopiecznych i bronić bezbronnych na przekór wszystkim. Nawet gdy minął okres okupacji, zmiany ustroju politycznego w naszym kraju spowodowały, że siostrom zakonnym zabierano ziemie, gospodarstwa, budynki, tępiono Kościół, siostra Wanda ponad wszystko starała się pomagać dzieciom. Od razu po wojnie otwiera szkołę dla dziewcząt z internatem w której nadal wpaja się szacunek dla drugiego człowieka, dla jego odmienności.

„ Ten, który zabija jedno życie, to jakby zniszczył cały świat", a zarazem "ten, kto ratuje jedno życie to jakby uratował cały świat". Ten talmudyczny cytat najlepiej obrazuje wielkość dokonań tej wyjątkowej, skromnej, a zarazem silnej miłością do drugiego człowieka kobiety. Żyjąc w czasach pokoju, w państwie zapewniającym wolność wyznania, słowa i dokonywania wyborów coraz trudniej wyobrazić nam sobie realizm życia codziennego w okupowanej Polsce. Postawieni przed koniecznością dokonania wyboru i świadomością, że za pomoc drugiemu człowiekowi może grozić nam śmierć oraz całej naszej rodzinie, ilu z nas podjęłoby taką decyzję jak siostra Wanda? Jaką rolę wybralibyśmy dla siebie? Pokornych pokonanych, którzy ratując własną skórę nie będą widzieli nikogo innego oprócz siebie? A może w czasach próby potrafilibyśmy zachować ludzką twarz i z narażeniem życia udzielić pomocy innemu człowiekowi?