W ciągu kilku ostatnich lat znacznie wzrosła liczba udzielonych pożyczek konsumpcyjnych i kredytów. Skala tego zjawiska jest tak duża, że banki rozważają wprowadzenie specjalnych ograniczeń dla swoich klientów. Wynika to z faktu, że jak podaje Gazeta Wyborcza – co dziesiąty pożyczkobiorca nie spłaca swojego długu, a co piąty nie robi tego regularnie. Banki są przekredytowane, oznacza to, że wciąż zwiększa się liczba osób z kilkoma kredytami. Z czego to wynika? Przy uzyskaniu pożyczki w niektórych firmach czy bankach potrzebny jest tylko dowód i krótka rozmowa z pracownikiem. Nikt nie pyta na co przeznaczone zostaną pieniądze i czy klient będzie wstanie spłacić dług. Łatwość udzielania szybkiej pomocy finansowej zwabia do banku coraz więcej osób liczących na natychmiastową gotówkę, a niekoniecznie liczących się z tym, że kiedyś trzeba będzie ją spłacić, dodatkowo pomnożoną przez odsetki. Wiele problemów rodzi także fakt, że klienci przy zadłużaniu nie czytają umów, które podpisują. Nie znają rzeczywistych stop oprocentowania i taryf opłat. Bez zastanowienia kierują się po zapomogę, wierząc, że gdy przyjdzie czas spłaty „jakoś to będzie”. Dla ludzi myślących w ten sposób pożyczki czy mini kredyty są wręcz niebezpieczne. Zupełnie inaczej przedstawia się kwestia udzielania dużych kredytów. Wbrew pozorom uzyskanie pieniędzy na zakup na przykład mieszkania nie jest takie proste. Banki dokładnie sprawdzają wiarygodność i wypłacalność klienta, który ubiega się o pieniądze. Konieczne będzie też...