Czym jest szczęście? Już w starożytności wypowiadane były opinie dotyczących szczęścia: czy można je w ogóle osiągnąć, a jeśli można, to jak? Platon miał wątpliwości, czy jest ono osiągalne w ziemskim życiu, a Arystoteles uważał je za cel zupełnie realny. Przekonanie o osiągalności szczęścia nazwano później optymizmem, a o jego nieosiągalności pesymizmem. Obecne szczęście jest przejawem w sytuacjach, gdy wszystko układa się dobrze, zgodnie z naszymi pragnieniami, poczuciem radości, stanu euforii i upojenia?. Według jednych jest to wyzbycie się wszelkich trosk - gdzie nie ma nieszczęścia, tam musi być szczęście. Nie ma stanów pośrednich. Inni zaś twierdzą, że aby być szczęśliwym należy korzystać z uroków życia do granic możliwości. Która z tych postaw jest bardziej prawidłowa, jeśli chodzi o osiągnięcie szczęścia? Dla każdego z nas szczęście jest czymś innym, ponieważ każdy z nas jest inny. Mogą stanowić je rzeczy małe (np. dobry humor, filiżanka kawy wypita w miłym towarzystwie, słońce za oknem) i wielkie (tj. pokonanie groźnej choroby, bogactwo materialne czy wspinaczka po szczeblach kariery). Zapewne można byłoby stworzyć uniwersalną listę „uszczęśliwiaczy”, w której każdy znalazłby coś dla siebie.

Moim zdaniem szczęście indywidualne jednostki, to możliwość wyrażania swoich przekonań a także niezależność swobodnego działania, które się przyczynia w kreowaniu własnych wyborów. Ludzie są szczęśliwi wtedy, kiedy mają wolność wyboru, wyznaczają sobie cele, które starają się osiągnąć. Każdy człowiek ma prawo do wolności, prawdy, sprawiedliwości, miłości, godności osobistej, intymności i praw jednostki. Potrafimy dostrzec wady i bezustannie staramy się zmieniać. Szczęściem jest również przejaw wartości wywodzącej się z naszego domu rodzinnego, a także zdrowie własne i swoich najbliższych.

Dla mnie, od tego co nas uszczęśliwia, ważniejsze jest, w jaki sposób traktujemy i przeżywamy nasze szczęście, skoro tak często go nam brakuje i tak bardzo go pragniemy. Każdy z nas w inny sposób dąży do osiągnięcia szczęścia. Jednym z nas wystarcza delektowanie się naturalnym pobudzeniem organizmu, innym natomiast potrzeba zewnętrznych podniet. Za pomocą substancji psychoaktywnych (alkoholu, narkotyków, leków) czy „życiem na wysokich obrotach”. Szczęście, o które zabiegamy to są tylko ulotne chwile. Nie możemy ich zatrzymać, ale możemy ich nie stracić. Pragniemy więc, aby trwały jak najdłużej, staramy się dokładnie je zapamiętać, wracamy do nich we wspomnieniach, i wyczekujemy następnych. To są nasze marzenia, do spełnienia do których dążymy całymi latami. Planując ich realizację pobudzamy nasze zmysły, wyobraźnię aby stworzyć ideał, nasycając go pozytywnymi emocjami i dobrym nastrojem. Wyobrażamy sobie, że gdy już będziemy mieć upragnioną rzecz, bądź pozbędziemy się przyczyny naszego złego samopoczucia (np. choroby czy braku pracy), ogarnie nas nieprzemijające poczucie szczęścia. Cały czas wierzymy, iż z danej rzeczy będziemy cieszyć się każdego dnia i będzie nam sprawiał przyjemność zawsze. Bywa też tak, że upragniony cel w zetknięciu z rzeczywistością okazuje się być szary, bezkształtny, nijaki i nie poprawia nam nastroju. Czasami wręcz nie zauważamy jego osiągnięcia. A przecież nie tak miało być! Jesteśmy zawiedzeni, czujemy się oszukani, gdyż w sferze marzeń nasz cel jest bardziej wartościowy, stanowi synonim szczęścia. Lecz to nie rzeczywistość pozbawia go szczęściodajnej mocy tylko nasza wyobraźnia, wraz ze zmysłami, tworzy ideał.

Zastanawiam się czy istnieje sposób, by naturalnie (bez wspomnianych wcześniej „wspomagaczy”), czuć się szczęśliwym? Z całą pewnością tak! Gorące chwile radosnych uniesień mijają szybko i niestety, musimy się z tym pogodzić. Możemy natomiast postarać się o przeżycia trwalsze lecz bardziej wywarzone. Każdy z nas bowiem szczęście nosi w sobie. Od tego, ile go mamy, zależy ile zauważymy go w innych ludziach, w otoczeniu i tym, do czego dążymy. Jeśli nie znajdziemy go w naszym wnętrzu, nie będziemy potrafili cieszyć się z tego, co posiadamy i do czego zmierzamy, a co jest poza nami (np. samochód, nowe meble czy egzotyczne wakacje), i w nas (np. nasze zalety, zdrowie, zdolności, umiejętności dążenie aby zdobyć wykształcenie).

Przecież jeśli nie odczuwamy szczęścia, to znaczy, że albo go nie widzimy, albo boimy się zapeszyć w obawie przed jego utratą. Nie wierzę zatem, żebyśmy nie znaleźli w sobie chociaż jednego powodu do jego odczuwania. Problem tkwi w tym, iż większość z nas wciąż chce więcej i więcej, a gdy to zdobywa...nie potrafi się z tego cieszyć. Być może dlatego, że samo dążenie do wyznaczonego celu, do zdobycia danej wartości, stanowi źródło radości, a być może powodem jest nasze wnętrze: puste, wyjałowione, pozbawione umiejętności dostrzegania i przeżywania szczęścia. Nauczmy się doceniać to co mamy, to co udało nam się osiągnąć. Nauczmy się cieszyć z drobiazgów, bo to one tworzą całokształt naszego życia. Nie znaczy to, iż jestem przeciwna marzeniom czy wytyczaniu celów. Wręcz odwrotnie. Bez marzeń nasze życie byłoby ubogie i smutniejsze, a gdybyśmy nie stawiali sobie wciąż nowych celów, pozbawilibyśmy się możliwości doświadczania i dalszego rozwoju. Chcę powiedzieć, że szczęście pojawia się niespodziewanie, zaskakuje nas znienacka. Tylko trzeba się na nie otworzyć, by móc je spostrzec i przyjąć. A to najwłaściwsze szczęście każdy z nas ma w sobie!