Jestem zdania, iż pieniądze szczęścia nie dają. W poniższym tekście będę starała się bronić tej tezy, jednak uprzednio, proponuję rozważyć czym jest szczęście. Różni ludzie, różne przekonania. Dla każdego, pomyślność ta może być czymś innym: sukcesem zawodowym, dobrymi wynikami w nauce, sławą, osiągnięciami i wreszcie pieniądzmi.

Co prawda majątek jest potrzebny do życia, jednak nie można za niego kupić ludzkich uczuć. W otoczeniu zamożnych ludzi pojawiają się tgz. "hieny materialne", czyli ludzie którzy zrobią wszystko aby mieć zysk. Majętny człowiek jest bardzo często opuszczony, nie mający komu zwierzyć się (oprócz opłaconemu terapeucie) ze swoich sukcesów, porażek. Wydaje mu się ze ma wszystko, ale tak naprawdę ma bardzo mało.

Od pieniędzy bardzo łatwo się uzależnić, jest kolejny argument potwierdzający moją tezę. Kiedy ma się już dostatecznie dużą ilość gotówki, pojawia się chęć posiadania niej jeszcze więcej. Robimy więc wszystko żeby tak się stało. W całym tym zgiełku, spowodowanym próbami powiększenia swojego budżetu, zapominamy o rodzinie, tracimy przyjaciół, liczy się tylko korzyść majątkowa.

Trudno zaprzeczyć iż, podczas "pogoni za pieniędzmi" nie dostrzegamy piękna otaczającego nas świata. Przestaje istnieć natura. Zaniedbujemy także swoją religię. Nie zaprzątając sobie głowy sprawami rodzinnymi, bacznie śledzimy kolejne strony wypełnionego po brzegi terminarza.

Duża ilość pieniędzy bardzo często zmienia człowieka w zimnego, oschłego skąpca. Przykładem takowego zachowania jest, główny bohater "Opowieści wigilijnej" Ebenezer Scrooge, którego majątek zmienił na obojętnego wobec innych ludzi dusigrosza.

Jak wynika z przytoczonych argumentów, pieniądze szczęścia nie dają. Nie pozwólmy nimi sobą zawładnąć, by jak Ebenezer Scrooge nie musieć odnajdywać siebie na nowo.