„Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela”. Zanim para młodych ludzi usłyszy te słowa musi przejść przez ceremonię zaślubin podczas której przysięgają sobie pewne gwaranty dobrego związku. Przyjrzyjmy się, do czego zobowiązujemy się przed ołtarzem.

„Ja biorę Ciebię za żonę/męża” to nic innego jak świadome i uczynione przy świadkach postanowienie zaślubin. Mimo że większość par planuje swój ślub kilka lat wprzód, to te pierwsze słowa wielu ludziom nie mogą przejść przez gardło, ale gdy już przejdą: brzmią z wielką siłą. Tu należy sobie uświadomić, że biorę człowieka - nie jego dom, czy samochód, ale jego osobę.

„I ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską”. Miłość to bardzo trudne do zdefiniowania pojęcie. Najwyższe ludzkie uczucie, szczęście do którego dążymy. Pewne jest jedynie to, że w słowach przysięgi nie chodzi o miłość fizyczną, choć może być ona dopełnieniem tej psychicznej. Dwoje ludzi może chcieć zjednoczyć swoje ciała i mieć tego owoce (dzieci), ale stojąc przed ołtarzem obiecujemy podtrzymywać w sobie ogień uczucia. Ogień, który pozwala nam być kimś dobrym i wartościowym dla swojego partnera, iść z nim przez życie i nie męczyć się jego obecnością. Uczucia to zarówno największe błogosławieństwo, jak i przekleństwo, jakie dał nam Bóg, a mamy je wykorzystać aby się doskonalić i osiągnąć szczęście. Mówi się, że celem życia jest miłość, która nie oblicza, nie stawia na swoim, lecz potrafi ustąpić, a także, że Bóg kazał nam żyć na tym świecie abyśmy nauczyli się kochać. W przysiędze prosimy, aby nas wspomógł w podtrzymywaniu tej miłości.

Następna jest wierność, którą należałoby rozumieć dwojako. Fizyczna jest oczywista, żona czy mąż to jedyna osoba, z którą wolno współżyć. Można natomiast być niewiernym współmałżonkiem również myślami. Można myśleć o innych i ich pożądać, ze swoimi problemami chodzić do obcych zamiast do bliskich, a ze swoim stałym partnerem się męczyć.

Aby się nie męczyć i dać drugiej osobie możliwość poprawy jej błędów, potrzebna jest uczciwość małżeńska. Jest to brak tajemnic wobec siebie, mówienie sobie o tym, co jest dobre, a co złe i wspólne zagłębianie się w problemy. Bez uczciwości nie może być miłości; albo wygaśnie ona bezpowrotnie albo będzie powodować przykrości.

„Oraz że Cię nie opuszczę aż do śmierci” to obietnica wytrwałości bez względu na wszystko. Coś, co wiele ludzi obecnie przysięga, a później ma głęboko w poważaniu. Ludzie się rozstają w zdrowiu i w chorobie, w biedzie i bogactwie, nie potrafiąc być jakimkolwiek oparciem dla tej drugiej osoby i widząc jedynie czubek swojego nosa. Po co przysięgać coś, czego nie chce się spełniać?

Na koniec wypada poprosić o boską ingerencję: „Tak mi dopomóż Panie Boże wszechmogący w Trójcy Jedyny i wszyscy Święci.” Bóg spełnia prośby płynące ze szczerego serca i jest w stanie wspomóc małżonków w ciężkim zadaniu tworzenia dobrej katolickiej rodziny. Bez wiary trudno jest wytrwać w ciężkich chwilach, nie poddawać się, nie rzucić wszystkiego w diabły. Wypadałoby nie wpadać jednak w stereotyp „jak trwoga to do Boga” i odwdzięczać mu się za dar miłości drugiego człowieka modlitwą i obecnością w świątyni. Jeżeli będziemy kierować się miłością, wiernością i naturalnością w swoim życiu małżeńskim, to otrzymamy Boże błogosławieństwo i szczęście. Jeżeli będziemy wierni Bogu, to On obdarzy nas zdrowiem i wtedy żyjąc godnie będziemy szczęśliwymi małżonkami. Wstawiennictwo świętych u Boga też ma znaczenie, bowiem słucha on ich jako ludzi, którzy głosili Jego chwałę na Ziemi.

Stary przesąd mówi, że jeżeli któryś z małżonków pomyli się w trakcie składania przysięgi małżeńskiej, to szczęście w małżeństwie murowane. Faktem jest, że pomyłka podczas powtarzania słów za kapłanem powoduje najczęściej stres. Stres ten wynika zazwyczaj z przejęcia ze składania tak ważnej deklaracji w swoim życiu i słyszenia tego samego od drugiej, najbliższej sobie osoby, Można rzec, że pomyłka świadczy o głębokim uczuciu żywionym do partnera, co gwarantuje szczęśliwe pożycie. Oby pomyłki zdarzały się tylko w przysiędze, a nie w wyborze życiowego partnera.