Ukochana moja! Miłość dwóch serc zdaje się być jednocześnie cudownym i strasznym uczuciem. Chętnie z niego korzystasz, obnosisz się z nim, możesz o nim mówić. Każda iskierka szczęścia wywołana przez to najwyższe i najtrwalsze ludzkie uczucie jest uzewnętrzniona wbrew naszej woli. Lecz brak ukochanej osoby działa proporcjonalnie odwrotnie. Gdy nie masz jej w pobliżu i musisz się zadowolić czymś innym... Nie, nie istnieje wtedy zadowolenie. Rozłąka, nawet kilkudniowa, powoduje, że serca im pękają z żałości i tęsknoty, ciało marzy o dotyku drugiej osoby, a umysł nie przestaje o niej myśleć. O, Kochanie! Nie mogę spać, bo myślę o Tobie. Nie chce mi się jeść, bo myślę o Tobie. Praca, którą uwielbiałem, nie ma sensu. Ileż to razy pojawiasz się w moich snach, których nie pamiętam, a o których wiem, bo budziłem się wtulony w poduszkę szeptając twoje imię. I jak bardzo jest mi źle, że nie leżysz koło mnie i nie mogę przytulić Cię wtedy i powiedzieć „kocham”. Dlaczego musi tak być? Dlaczego czas spędzany z Tobą mija tak szybko, że nawet go nie zauważę, bo dopiero Cię zobaczyłem i przytuliłem, a już muszę robić to samo na pożegnanie? Może Bóg rzeczywiście chciał tak bardzo ukarać ludzi za nieposłuszeństwo w raju, iż sprawił, że każda chwila szczęścia trwa krótko, a każda chwila boleści ciągnie się w nieskończoność. Minął miesiąc odkąd wyjechałaś w pogoni za karierą i zostawiłaś mnie tu, a pustkę w sercu czuję taką, jakbyś mi się tylko przyśniła. Powinienem myśleć o tym, że wrócisz, ale to zbyt trudne. Byłaś pierwszą, której udało się rozpalić me uczucia i Ty jesteś ich...