Kate przewracając się z jednego boku na drugi wyciągnęła swoją chudą i bladą rękę po stojący na szafce nocnej zegarek. Przetarła zaspane oczy i spojrzała na tarczę zegara. Wskazówki pokazywały godzinę 9:10. -Juuuuż dziewiąta? – jęknęła niezadowolona. Godzinę temu zaczęły się jej lekcje, ale nie interesowało jej to. Zanim się wyrobię do szkoły minie kolejna godzina. O ile będzę miała ochotę tam w ogóle iść. Bo i po co? Ciągle ci sami nauczyciele, durne dzieciaki, które tylko wrzeszczą na przerwach, dramatyzują przed każdym sprawdzianem czy niezapowiedzianą kartkówką. Kogo by to obchodziło?! To tylko oceny. Nic wielkiego. I tak w tym wielkim świecie nie ma dla nas przyszłości. Wszyscy i tak skończymy jako bezrobotni. Choć niektórzy – tacy jak ja i mój zespół – podbijemy świat śpiewając piosenki o wolności i o tym co czujemy. Jesteśmy świetni, bez dwóch zdań! Z reguły nie jestm zbyt otwartą osobą względem innych ludzi. Potrafię zaufać tylko tym kilku nielicznym, którzy podzielają moje pasje i podobnie jak ja patrzą na świat z ogromnym dystansem. Mam grupę swoich wiernych przyjaciół, którzy pojawili się w odpowiednim momencie mojego życia i pozostali tam aż po dzień dzisiejszy. Ufam im i wiem, że nigdy mnie nie zawiodą. Mam w nich wsparcie i ogrom wspólnych tematów, na które możemy rozmawiać. Wstaje powoli z łóżka i kieruję się do łazienki po drugiej stronie pokoju, uważając przy tym, żeby nie wywrócić się o jakąś z rzeczy, która walała się po podłodze pokoju. Będąc już w łazience biorę poranny prysznic, a potem przez dłuższy czas stoję przed lustrem wpatrując się w swoje odbicie i czeszę długie, czarne jak smoła włosy – bunt przeciwko rodzicom, którzy obdarzyli mnie blond włosami, niemalże platynowymi. Nie znoszę ich prawdziwego koloru. Czuję się w nich okropnie i brzydko. Czarne, długie włosy to było coś. Wszyscy się nimi zachwycali, prócz niektórych nauczycieli, który twierdzili, że szatan mnie opętał. Co prawda, niektórych przerażam swoim wyglądem, ale co im do tego? Niech się lepiej zajmą sobą! Gdzie jesteś? – pytała w esemesie Jessica. Jeszcze w domu, a gdzie się mnie spodziewałaś? – wystukałam szybko te słowa na klawiaturze telefonu i zajęłam się ubieraniem. Sama nie wiem. Idziesz dzisiaj do szkoły? Mnie się nie chciało iść, ale starzy znów się czepiali rano i musiałam. Brakuje mi cię w tym tłumie durnot, nie mam z kim rozmawiać! – żaliła się Jess. Może jednak się przejdę. Nie mogę jej zostawić. Wiem jak to jest przebywać tam bez nikogo, ciągle sama i niezrozumiana przez innych. Będę za pół godziny! Wytrzymaj jeszcze tyle! –zapewniłam ją i wróciłam...