Doskonale wiemy, że wszechświat rozszerza się. Ale pewnego dnia może przecież wrzucić wsteczny bieg i skurczyć się tak, że pozostanie z niego tylko punkcik. Czy bieg czasu też ulegnie odwróceniu? Czy będziemy zaczynać życie od śmierci, by kończyć je w matczynym łonie?

Wszechświat (i czas) w dzisiejszej postaci nie będzie trwał wiecznie, ponieważ materia, którą zawiera, podlega także procesom starzenia. Przyjrzyjmy się gwiazdom. Spalają one wodór, służący im za paliwo. Po kilku lub kilkudziesięciu milionach lat największe gwiazdy pozbawione paliwa wybuchają jako supernowe. Mniejsze będą jeszcze istniały, ale pewnego dnia staną się już tylko bladymi białymi karłami, stygnącymi jak żelazko, które wyłączono z prądu. Świat bez gwiazd - oto, co nas czeka.

Nasza galaktyka, Droga Mleczna, zużyła już 90 procent materiału, z którego jest zbudowana. Stała się szacowną znużoną staruszką, która nie jest w stanie wyprodukować więcej niż jedną , dwie gwiazdy rocznie. Nie ma jednak powodów do paniki: do ostatecznego gaszenia świateł jeszcze daleko. Najmniejsze gwiazdy mogą świecić nawet przez tysiące miliardów lat. Porównajmy to z 15 miliardami lat, wiekiem aktualnie przypisywanym naszemu wszechświatowi. Wszystkie gwiazdy, wszystkie słońca znikną, gdy on osiągnie swój dotychczasowy wiek pomnożony przez 10 tysięcy, czyli za 150 tysięcy miliardów lat. Ta bardzo odległa przyszłość będzie zapewne zimna i mroczna... A co z życiem? Czy życie i myśl nie mogą przetrwać dłużej niż gwiazdy? Pewnego dnia ktoś może wymyśli nieśmiertelność. Musiałby również jednak uczynić nieśmiertelną materię, z której jesteśmy zbudowani. Nie jest bowiem pewne, czy atomy mogą trwać wiecznie.

Istnieją teorie mówiące, że protony, które wraz ze swymi mniejszymi braćmi neutronami tworzą jądra atomów, są nietrwałe. Znaczy to, że po upływie miliardów miliardów lat wszystkie rozpadły by się. Śmierć protonów oznacza również śmierć neutronów , ponieważ oddzielone od protonów neutrony giną w ciągu dwudziestu minut. Zniknęłyby więc całe atomy. jedynie błąkające się wśród niezgłębionej nocy elektrony i zagubione fale promieniowania przemieszczałyby się między tym co tu, a tym co nigdzie. Działoby się tak w każdym razie aż do chwili pochwycenia tych rozbitków przez rozrzucone wówczas w przestrzeni czarne dziury - pozostałości największych gwiazd. Czarne dziury są zaułkami czasu. Nic, co wpadnie w ich czeluiść, nie wydostanie się. Nawet czas. Czarne dziury także w końcu znikną . Ta historia śmiertelnej materii zadowala teoretyków, ale jak narazie żaden konkretny fakt nie skłania nas do myślenia, że tak musi być istotnie.