Janusz Rolicki oparł swoją książkę „Edward Gierek. Życie i narodziny legendy” nie tylko o archiwum rodzinne, ale przede wszystkim na pamiętniku „Smak życia” autorstwa Gierka. To czyni obie pozycje do siebie bardzo podobne. Pierwsza liczy 372 strony, składa się z 3 części oraz 15 rozdziałów; druga 304 stron i 20 rozdziałów. Rolicki rozpoczyna biografię od prologu, w którym przytacza list matki Edwarda z 1982 r., która prosi gen. W. Jaruzelskiego o zwolnienie syna z więzienia. „Smak życia” rozpoczyna się notą od wydawcy przedstawiającą w ogólnikowy sposób osobę Edwarda Gierka.

Książki opisują życie Gierka od momentu jego narodzin w 1913 r. w Porąbce niedaleko Zagłębia Dąbrowskiego, zwanego Trójkątem Trzech Cesarzy. W sposób niezwykle zgodny przedstawiają najwcześniejsze lata oraz wczesną młodość I Sekretarza KC PZPR. Tylko w nielicznych momentach da się uchwycić pewne różnice. Gierek z oczywistych względów, ukazując najważniejsze aspekty swojego życia, stosuje bardziej sentymentalne, niekiedy malownicze opisy, odnosząc się do uczuć i emocji. „Kocham Zagłębie, z niebem powleczonym ciężkimi chmurami, brzemiennymi od pyłów, dymów i sadzy. Zżyłem się z tą ziemią...” . Nie umniejsza to wartości dziełu Rolickiego, który odnośnie wczesnych lat I Sekretarza PZPR umieścił więcej szczegółowych informacji, np. dotyczących jego pracy w kopalni w Arenberg-Wallers: „...pracował tak tydzień w tydzień, od poniedziałku do soboty, przez pełne osiem godzin dziennie”. Pewne wydarzenia zostały ujęte inaczej. Gierek po powrocie z Francji do kraju w 1934 r. został powołany do wojska. Jego przeszłość komunistyczna nie była wówczas nikomu znana. Rolicki zaznacza ten fakt, nie podając powodu. Gierek wyjaśnia, że prawdopodobnie policja polska źle funkcjonowała i nie dotarła do tej informacji. Poza tym pisze, że nie przypadkiem trafił do Stryja na Ukrainie. Żołnierzy z zachodniej Polski kierowano do części wschodniej, by nie integrowali się z tamtejszymi mieszkańcami. Rolicki natomiast uwydatnia dostanie się Gierka do elitarnego I Pułku Artylerii Motorowej. Miał on wtedy skończony kurs elektryka, w kopalni pracował przy odstrzałach górniczych, więc praca z materiałami wybuchowymi nie była mu obca. Znajomość języka obcego w państwie o wysokim procencie analfabetyzmu robiła wrażenie. Zamiłowanie do książek od najmłodszych lat też mogło się przydać.

Rolicki umniejsza jego rolę jaką odgrywał we Francuskiej Partii Komunistycznej. Jako najmłodszy jej członek, miał wówczas 18 lat, był traktowany jak „chłopiec na posyłki” . Mógł jedynie wypełniać proste rozkazy. Gierek ujmuje to nieco łagodniej, nazywając siebie łącznikiem i kolporterem materiałów propagandowych. Rolicki więcej miesca poświęca powodom wyboru ideologii komunistycznej. We Francji postrzegano komunizm jako internacjonalny, nikt nie porównywał nacjonalizmu rosyjskiego do radzieckości. Dlatego spojrzenie Gierka na politykę rusyfikacyjną w Polsce musiało się różnić od spojrzenia rodaków w kraju. Również historia rodziny pozwalała spojrzeć na ZSRR nieco inaczej. Ociec Jan Gierek walczył w I Wojnie Światowej po stronie cara. „Smak życia” wskazuje na lewicowe otoczenie górnicze w którym pracował Gierek i atrakcyjne dla młodzieży hasła równości, braterstwa, braku podziałów rasowych czy wyznaniowych. Autor zaznacza, że tylko w tych kręgach dochodziło do strajków przeciw wyzyskowi. Rolicki nie ustrzega się od subiektywnych wtrąceń. Czyni to książkę bardziej ciekawą. „Gierek nie był - moim zdaniem – marksistą z krwi i kości, jakim z pewnością był Gomułka” . Uważa, że umiał zachować odpowiedni dystans do ideologii i nigdy nie oceniał ludzi na tej podstawie. Autor, powołując się na wypowiedzi Gierka, przypisuje tę cechę zdrowszej atmosferze panującej we Francji: „Francuzi mogą zażarcie kłócić się o politykę, ale to nie przeszkadza im w pójściu do bistra na kufel piwa...” . Nie tylko to czyni dzieło redaktora naczelnego „Trybuny” bogatsze od pamiętnika. Rolickiemu, jako osobie trzeciej, łatwiej jest pisać o cechach charakteru I Sekretarza. Przedstawia go jako osobę nieco skrytą i zamkniętą, ale bardzo życzliwie nastawioną do ludzi, nigdy nie wywyższającą się nad innymi. Autor słusznie przytacza piękną wypowiedź kolegi Gierka: ”swą małomównością sugerował, że ma wiele do powiedzenia”

Gierek o pewnych sprawach wolał nie pisać. Ani słowem nie wspomniał o kwestii powrotu z Belgii do kraju gdy wybuchła II Wojna Światowa. Opisuje ogólnikowo jaka atmosfera panowała w polskim środowisku w tamtym czasie. Czytając pamiętnik, od razu nasunęło mi się pytanie: dlaczego pozostał na emigracji? Tego typu niedopowiedzenia są niedopuszczalne. Na szczęście wątpliwości wyjaśnia biografia. Gierek sam po latach miał przyznać, że nie chciał zostawić rodziny w obcym państwie, tym bardziej, że syn miał dopiero rok. Jako komunista głęboko wierzył w pomoc ZSRR. Poza tym nikt z jego otoczenia nie zdecydował się na wyjazd. Rolicki wytłumaczył również fakt nie wstąpienia I Sekretarza do polskiej armii gen. Sikorskiego stworzonej we Francji. Po latach miał się tłumaczyć brakiem zezwolenia na pobyt w tym kraju. Rolicki zajmuje inne stanowisko. Pisze o jego indyferencji narodowej spowodowanej długim przebywaniem za granicą i złymi wspomnieniami z pobytu w Polsce, w latach 1934 – 36.

Gierek zbyt rozwlekle rozpisuje się na temat sytuacji jaka panowała na Śląsku w latach 40 i 50. Poświęca temu zagadnieniu dwa obszerne rozdziały. Niestety zabrakło w nich jego samego. O strajku zagłębiowskim w 1949 r. tylko wspomniał, a przecież odegrał wówczas bardzo ważną rolę, która w jakimś stopniu zaważyła na jego późniejszym życiu. Rolicki znów przychodzi z pomocą. Długa, dramatyczna rozmowa z górnikami powstrzymała strajkujących. Przysporzyło to Gierkowi splendoru w całym kraju a jego pozycja w partii znacznie wzrosła, wybrano go na jednego z sekretarzy KC. Autor starał się być obiektywny i nie ominą drugiej strony medalu, która prawdopodobnie skłoniła autora pamiętnika do milczenia .Gierek musiał złamać obietnicę złożoną górnikom i wykluczyć ich z partii. Po latach tłumaczył się, że kto inny zrobiłby to bardziej brutalnie. Rolicki nie zgodził się z tym stanowiskiem. Według niego na decyzji wykonania tego trudnego zadania zaważył nacisk głównego kierownictwa. Gierek nie mógł ryzykować kariery. Rolicki nie uwierzył też, by I Sekretarz nie słyszał wówczas o aresztowaniach prowodyrów. Władze były bardzo podejrzliwe i obawiały się prowokacji imperialistycznej.

Redaktor „Trybuny” starał się urozmaicić biografię nawiązując do niecodziennych sytuacji, które przytrafiły się politykowi z Porąby, a o których on sam nie napisał. Podczas urlopu w Świerklacu na Śląsku został oskarżony o połów ryb na pobliskim jeziorze (policja znalazła wędkę w jego łodzi). Mimo absurdu całego zajścia, okazało się, że było to wielkie wykroczenie, z którego musiał się potem tłumaczyć przed Główną Komisją Kontroli Partyjnej w Warszawie. Rolicki dobrze zobrazował tym samym metody nękania działaczy partyjnych, by nigdy nie czuli się z byt pewnie, by zawsze byli czujni. Autor słusznie cytuje w tym miejscu jedną z ważniejszych reguł reżimu stalinowskiego: „nie ma ludzi bez winy” . Partia zawsze starała się znaleźć jakieś haki na swoich członków.

Gierek nie rozwodzi się na temat przyczyn swojej szybkiej kariery. Rolicki porusza ten wątek, z pewnością zaintrygowany takim obrotem spraw, choć sam przyznaje, że ciężko powiedzieć, dlaczego tak się stało. Nie zgadza się ze stanowiskiem jego kolegi, że powiązania z wywiadem radzieckim ułatwiły mu awans. W takim wypadku zostałby zapewne szefem francuskiej PPR i nie wydalono by go z Belgii. Stłumienie strajku zagłębiowskiego miało okazać się decydujące.

Gierek obrazowo scharakteryzował przebieg czerwcowego strajku robotniczego w Poznaniu. Szkoda, że nie rozwinął tego, co działo się bezpośrednio przed i po strajku. Wielu czytelników może tego nie pamiętać. Na szczęście Rolicki napisał o buncie robotników w Zakładach Cegielskiego i w Zakładach Naprawczych Taboru Kolejowego, o wizycie w mieście ówczesnego sekretarza generalnego ONZ, o nieudanych próbach zawarcia porozumienia z ministrem przemysłu maszynowego Romanem Fidelskim. Uzupełnił również informacje dotyczące skutków, podając liczę zbitych i rannych. Obaj autorzy przedstawiają z różnych stron postawę premiera Cyrankiewicza. Rolicki zwraca uwagę na to, jak został on odebrany przez społeczeństwo: „...zdaniem ogółu Polaków, na zawsze miał już pozostać politykiem skorym do odrąbywania im rąk...” . Ponieważ, mimo że w wypowiedzi premiera była zawarta groźba ukarania „prowokatorów i szaleńców” , to obywatele polscy odnieśli je do siebie. Gierek natomiast wiedział o wahaniach i obawach Cyrankiewicza. Wspomina o jego smutku i przygnębieniu. O jego niechęci do wypełnienia roli, która została mu z góry przypisana : „...tę kaszę ugotowali inni, ale mnie przyszło ją wyjadać”.