Co roku na wiosnę, przy pełni księżyca, Woland organizował bal. Musiał się on odbywać za każdym razem w innym miejscu świata- tym razem była to Moskwa. Tradycją była również konieczność, aby gospodynią balu była kobieta pochodząca z miasta, w którym bal się odbywał. Ponadto, gospodyni musiała mieć na imię Małgorzata. Szatan upatrzył sobie ukochaną Mistrza. Była to kobieta niezależna, odważna, zdolna do wielkich namiętności i poświęceń. Dlatego otrzymała wyjątkową propozycję od Wolanda i zgodziła się na układ- miała zostać królową i gospodynią na jego balu, w zamian za jedno życzenie, które miał spełnić. Do tego kroku przekonał ją jeden z towarzyszy Wolanda, który zacytował Małgorzacie fragment powieści jej Mistrza, którego straciła. Wysłannik Szatana dał jej magiczny krem, instrukcje i zniknął. Małgorzata posmarowała się kremem, który odmłodził ją, upiększył i dał magiczne zdolności. Kobieta zamieniła się w wiedźmę- przedstawiona została naga, na miotle, chichocząca szatańsko. Mogła stać się niewidzialna.

Aby być dobrą gospodynią i królową balu, Małgorzata dostała szczegółowe instrukcje, które rzetelnie wypełniała. Bal rozpoczął się. Goście wyłaniali się z kominka. Małgorzata witała się z każdym z osobna, przybywający goście całowali ją w rękę lub w kolano. Nikogo nie mogła zignorować, z każdym musiała zamienić choć słowo, okazać swoje zainteresowanie. Inaczej ten, kogo by pominęła, przeżywałby katusze i nie byłby zadowolony z balu, a tego Woland nie chciał. Rozsyłała uśmiechy, kiwała głową, a potok nowych gości nie ustawał. Byli to goście niesamowici- szubienica z wisielcem, trumna, z której wyszła kobieta, różnego rodzaju martwi złoczyńcy, którzy na czas balu odzyskiwali namiastkę życia- przybywali jako zjawy, upiory. Mężczyźni przybywali we frakach, a z nimi nagie kobiety. Gwoździem programu okazała się mówiąca głowa Berlioza (bohatera, który zginął na początku powieści). Wielkie wrażenie na Małgorzacie wywarła jedna z kobiet- Frieda. Prosiła, by nie podrzucano jej więcej chustki, którą zadusiła swoje nowo narodzone dziecko. Po pewnym czasie Małgorzata poczuła się zmęczona, bolała ją całowana ręka i kolano, bała się, że już nie będzie mogła dłużej być dobrą gospodynią. Gdy Woland ujrzał jej znużenie, podał jej kielich. Napiła się i po chwili wszyscy goście i wielka sala zniknęły. Zapanował spokój. Został tylko Woland i jego świta. Woland zapytał, jakie Małgorzata ma życzenie. Poprosiła o łaskę dla biednej Friedy. Woland nie tylko spełnił to życzenie, ale też nakazał, aby gospodyni zażyczyła sobie czegoś jeszcze, dla siebie. Zwrócił kobiecie jej ukochanego Mistrza, dla którego stała się wiedźmą, uznawszy, że była dobrą gospodynią na balu.